środa, 12 lutego 2014

Road to Love II

  Yo! Nie zmieszczę się tylko w tym poście, więc zaraz dodaję następny (to taka rekompęsata za wczoraj :))Oczywiście te posty w dedykuję dla Zuzy :) No...Następne opo (to, o które prosiliście) w piątek ..Miłego czytania :)

***************************************************************************************************************************
    Pustka. Pustka w sercu, której zapełnić się nie da.
    Hollow stał na obrzeżach miasta. Odkąd samodzielnie udało mu się wydostać ze świata swego władcy, czuł się...słabo. Nie miał na nic siły. To tak, jakby bez Ichigo nie mógł samodzielnie egzystować.
  "To żałosne. Tak cholernie żałosne. Czemu nie mogę bez niego żyć? Brak mu tych podstawowych instynktów. Brak mu siły. Więc czemu zawsze mierzy tak wysoko..?" - rozmyślał pusty. Spojrzał w dal. Miasto Karakura, a raczej to co z niej zostało, rozciągało się pod jego stopami. Mógłby w każdej chwili je dobić. Sprawić, by ci ludzie cierpieli jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe. Teraz był wolny. Więc dlaczego..? Dlaczego czuł się taki bezsilny..?
    "Gdybym tylko chciał, udałoby mi się odzyskać moją moc." - myślał. "Więc czemu...nie chcę? Czemu bez króla wszystko wydaje się takie trudne...?" - w tym momencie jedna, srebrzysta łza spłynęła mu po policzku.
    "Dlaczego nie mogę bez niego żyć i czemu jest on mi tak bardzo cenny...?"
*
      W tym samym czasie.
   Ichigo, Rukia i Renji przemierzali ruiny miasta. Kurosakiemu łzy cisnęły się do oczu, kiedy patrzył na to, co pozostawiło po sobie to tsunami. Chciał, aby wszystko to, okazało się jedynie złym snem. Widział cierpienie ludzi, którzy na darmo wylewali łzy nad zwłokami bliskich. Pomyślał o swojej rodzinie. Czy on też teraz nie powinien spotkać się z rodziną i sprawdzić jej stan zdrowia...?
- Rukia, kiedy będę mógł zobaczyć się z rodziną?- zapytał drżącym od przejęcia głosem.
- N-Nie teraz. - odpowiedziała szybko. Może nawet trochę za szybko...
- Dlaczego?
- Ichigo, do jasnej cholery, nie teraz! - zdenerwował się Renji, który przysłuchiwał się rozmowie.
- Ale dlaczego?! - zastępczy nadal nie ustępował.
- Bo idziemy do Urahary.
- A gdzie oni są teraz?
- Na pewno w bezpiecznym miejscu. - odpowiedziała wymijająco Rukia. (od autor. ciekawe dlaczego...)
- To znaczy gdzie?
- Na miłość boską, nie musisz wszystkiego wiedzieć! - znów wtrącił się czerwonowłosy.
- Ale to moja rodzina! Chcę wiedzieć, czy nic im nie jest!
- Nie jest.
- Czy naprawdę mogę wam zaufać? - w tej chwili nastąpiło coś niespodziewanego. Renji i Rukia w tym samym momencie odezwali się, wyrażając zupełnie inne poglądy.
- Tak! - krzyknął Abarai, a sekundę po nim odezwała się czarnowłosa:
- Nie!
- Co..? - Ichigo już nic z tego nie rozumiał.
- Rukia, o co ci... - zaczął szkarłatnowłosy. Jednak Kuchiki szybko mi przerwała.
- Dość Renji. Nie możemy go okłamywać. Prędzej czy później i tak dowiedziałby się prawdy.
- Zaraz, zaraz...Co?! - Kurosaki zatrzymał się w miejscu. Byli już przed sklepem Kisuke. Jego przyjaciele także przystanęli, odwracając się do niego przodem.
- Ichigo...tak strasznie mi przykro...
- No co się stało?! - shinigami nie wytrzymywał już napięcia. Chodziło tu przecież o jego rodzinę! Yuzu..Karin..nawet Isshin...Czy dane mu będzie jeszcze ich zobaczyć..? Ichigo podszedł do Rukii i chwycił ją za ramiona, na co czerwonowłosy natychmiast zareagował, odtrącając go.
- Weź się uspokój! Nie powinieneś tak traktować Rukii! To ona chce ci powiedzieć prawdę. Ja uważam, że lepiej by było, gdybyś nie wiedział.
- Nie wiedział o czym?
- Naprawdę mi przykro, nie mogłam powiedzieć ci tego od razu, ale...twoja rodzina.. nie żyje. - głos Kuchiki się załamał.
- Co?!! - Kurosaki oniemiał. Przecież dopiero co mówiła, że żyją!
- Wtedy, w domu, poszedłeś, aby ich obudzić, prawda?
- A co to ma do rzeczy?! Nie pamiętam! Co..Co się ze mną dzieje...Yuzu...Karin...! NIE! DLACZEGO..? DLACZEGO! - zaczął wrzeszczeć. Łzy stróżkami spływały mu po policzkach. Poczuł niemoc w całym ciele. Zrobiło mu się słabo. Czemu....? Nastolatek upadł na kolana. Czarnowłosa natychmiast do niego podbiegła.
- Ichigo..! Ichigo, przepraszam...Ja...naprawdę jest mi strasznie przykro! - powiedział i także zaczęła płakać. Tylko Renji pozostał nie wzruszony. On wiedział zbyt dobrze, co znaczy stracić kogoś bliskiego. Dlatego też rozumiał chłopaka. Wiedział, że w najbliższym czasie nic go nie pocieszy.
*
   Urahara siedział przy niskim, drewnianym stoliku i pił gorącą herbatę. jego myśli zaprzątał tylko jeden temat. Ta fala tsunami...Jak to się stało? Jak to w ogóle możliwe? Odpowiedzi na te pytanie znaleźć nie mógł. Tylko jedno wytłumaczenie wydawało mu się jako tako słuszne : hollowy. Niby nie było to jakoś bardzo logiczne, ale jednak. Kisuke, jeszcze jako shinigami, prowadził różne badania. W poszukiwaniu informacji na temat hollowikacji, natrafił na pewną ciekawą informację. Adjuchasi. Hollowy wyższej rangi. Niby dla dobrze wyszkolonego Shinigami nie stanowiły problemu. Ale wśród niech zaczęły pojawiać się wyjątki. Z owej mądrej książki, z której czerpał informacje, Urahara wyczytał, że są pewne odmiany adjuchasów. Mianowicie: adjuchas imperious. Była to specjalna odmiana hollowów, które umiały panować nad pewnymi siłami. Nad ogniem, ziemią, powietrzem, grawitacją, wodą... No właśnie. Problem stanowiło tylko to, ze wszystkie te adjuhasy zostały zabite przez shinigami ponad 2000 lat temu. "Więc o co w tym chodzi..?" - myślał sklepikarz. Na zewnątrz zapadał już zmrok. "Za chwilę powinni zjawić się Kuchiki, Abarai i Kurosaki..." - nim zdążył do końca to wszystko przemyśleć, spokojną ciszę wieczoru rozdarł czyjś krzyk dobiegający z niedaleka. Krzyk pełen bólu i rozpaczy.
*
     ...Co się dzieje, mój królu?

piątek, 7 lutego 2014

Road to Love

   A więc mamy piątek...Jak tak sobie pomyślę, że za tydzień o tej porze zaczną się w końcu moje ferie to uśmiech sam ciśnie mi się na twarz...No ale dość o mnie! Piszę tu w nieco innej sprawie. Mianowicie ogłaszam, ze pierwszy konkurs wygrała...*bębny*...Zuza ^.^ Gratulacje ♥ Pięknie to uzasadniłaś, a ja mogę jedynie dodać, ze mi tez najbardziej podoba się ten post *.*
   Tak więc nowe opko ze specjalnym dedykiem dla Zuzy ♥
 Enjoy :3
*A tu jest taka fajna muzyczka ^.^ Moim zdanie pasuje do opka ♥
http://youtu.be/VbagcoetpGw
http://youtu.be/l-lYNXsW0hM
http://youtu.be/pFmLVtSqQo0

**************************************************************************************************************************************************************************************

    I stało się to, co z pozoru wydawało się niemożliwe. Nikt nawet nie pomyślał, że coś takiego tez wchodzi w te grę, zwaną potocznie życiem. A jednak. Nigdy nie wolno nam lekceważyć wroga. A szczególnie, kiedy przeciwnikiem jest ktoś tak przebiegły i niebezpieczny, jak on.
    Hichigo. Hollow egzystujący w wewnętrznym świecie Ichigo. Odznaczający się, na pograniczu z szaleństwem, popędem do walki. Chaotyczny, łatwo odwrócić jego uwagę. Ale nie na długo. Mimo wszystko, jest nad wyraz niebezpieczny. Górę w jego postępowaniu bierze instynkt. Instynkt mordercy.           Wszyscy shinigami to wiedzą. Te "bestie" kierują się tylko i wyłącznie chęcią zaspokojenia swojej chorej żądzy śmierci. Wszyscy shinigami to wiedzą. Nawet ci zastępczy. Ale...
     W Ichigo pojawił się cień wątpliwości, co do swojego alter-ego. Można było opisać go jako "bezwzględnego mordercę". Wyczekiwał tylko momentu, kiedy jego królowi potknie się noga, aby przejąć nad nim kontrolę. Kilka razy mu się tu udało. Ich pojedynki zawsze były zacięte, krwawe i bezlitosne - ale czy na pewno?
     Do niedawna wszystko było normalne. Kurosaki zażarcie walczył o dominację w swoim własnym ciele. Wydawało mu się, że był silny. Niepokonany. I rzeczywiście : nigdy nie pozwalał sobie na przegraną z Shiro. Nie po tym wszystkim, co zaszło wcześniej. Ichigo wkładał w walkę całe serce, siłę i wiarę w siebie oraz we własne możliwości. Wiarę w Zangetsu. Dzięki temu, mógł wygrywać.
     Coś jednak się stało. Wygranie z niebezpiecznym przeciwnikiem robiło się co raz łatwiejsze. Tak jakby hollow specjalnie obniżał poziom swoich umiejętności. Tak, jakby celowo chciał przegrać. Dla Kurosakiego wydało się to początkowo trochę podejrzane, ale później już nie zaprzątał sobie głowy hollowem. "Jeśli tak bardzo chce, niech przegrywa." - myślał. W końcu był shinigami. Co mogło by go usprawiedliwić, jeśli zapytałby, co się stało? Nie, nie mógł tego zrobić...
     Ichigo był u siebie w domu. Była ciemna, cicha i spokojna noc. Nic się nie działo. Prawie cała rodzina Kurosakich była pogrążona w głębokim śnie. Żadnych hollowów, arrancarów, vizardów i tym podobnych. "Więc dlaczego..." - myślał nastolatek. -"Dlaczego czuję, jakby coś złego miało się wydarzyć...?" - odpowiedzi znaleźć nie mógł. Tymczasem wewnętrzny niepokój wciąż wzrastał. Młody shinigami wstał z łóżka i podszedł do okna, które natychmiast otworzył. Chłodny wiatr przesiąknięty bryzą morską...Bryzą morską?!?! Ichigo jak oparzony odskoczył od okna. W oddali widać było ciemny kształt, rosnący co raz to bardziej..."Co to ma kurna być, ja się pytam?!" - pytanie znowu pozostało bez odpowiedzi. Trudno. Nie trzeba było długo czekać, aby ciemny kształt na horyzoncie dało się zidentyfikować. Było to tsunami.                  Kurosaki był już w połowie chodów, aby obudzić śpiącą rodzinę, kiedy nagle poczuł ogromny, obezwładniający ból głowy. Miał wrażenie, że coś rozrywa mu czaszkę. Ciszę i spokój nocy jako pierwsze, zmącił długi i bolesny krzyk nastolatka. Wszystko potem działo się w ułamku sekundy. Karin, Yuzu i Isshin obudzili się, fala tsunami uderzyła w dom Kurosakich jak i w przynajmniej 20 innych, Hollow wydostał się w wewnętrznego świata zastępczego shinigami....
*
    Ichigo ocknął się w zgliszczach tego, co można było nazwać kiedyś domem. Leżał przygnieciony stertą desek i kamieni. Na skroni poczuł krew....Znowu zrobiło mu się słabo. Głowa ni bolała już tak bardzo, jak wtedy, ale nadal pulsowała nieznośnym bólem. Chłopak nie był pewien, co zaszło. Pamiętał tylko, jak fala wody zbliżała się do Karakury...jak poszedł obudzić rodzinę...Właśnie! Co z nimi...?  Nastolatek nagle pobudzony tą myślą, wygrzebał się z pod stosu przedmiotów. Wolałby jednak tam pozostać, niż zobaczyć to, co widział. 
    Całe jego rodzinne miasto zostało zniszczone. W dołach i kałużach wciąż jeszcze utrzymywała się woda. Po domu nastolatka pozostało wspomnienie. Był teraz stertą desek, cegieł i zrujnowanych przedmiotów codziennego użytku. Dookoła było bardzo podobnie. Prawie na każdej "ulicy:" stały ambulansy, do których pakowano rannych. Morze czarnych worków rosło z każdą chwilą. Ichigo, przerażony tym widokiem, stanął na nogach. Sądząc po błękitno - złotym kolorze nieba był wieczór. Ile leżał tu nieprzytomny...? Jak udało mu się przeżyć...? Gdzie teraz była jego rodzina...? Zastępczy shinigami obawiał się najgorszego. Ile by teraz oddał, by choćby ujrzeć twarz ojca żywego...
    Czując, jak opada z resztek sił, nastolatek upadł na kolana. Nagle poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Obrócił się błyskawicznie, z wielką nadzieją. Niestety. Nie był to żaden członek jego rodziny.
- Przykro mi, Ichigo.... 
- R-Rukia?...Jak ty się tu...Słuchaj! Wiesz coś o mojej rodzinie?! - shinigami podniósł się na równe nogi i złapał dziewczynę za ramiona.
- Tak...Oni...są w dość ciężkim stanie...mimo wszystko, żyją! - próbowała pocieszyć przyjaciela. - Leczy ich Inue, niedługo powinni wyzdrowieć..
- Naprawdę...? - zapytał z nadzieją w głosie. Nagle poklepał go po plecach.
- Yo, Ichigo! Nie łam się! Wszystko będzie dobrze... - był to Renji. Kurosaki w duchu podziękował Bogu, że miał takich przyjaciół.
- Renji! A...co wy tu tak w ogóle robicie..?
- Nie jesteśmy tylko my! - uśmiechnął się Abari. - Jest tu chyba prawie całe soul society! Kapitan dowódca martwił się o Karakurę...Wysłał tu nas, abyśmy pilnowali, czy aby Aizen się tu nie zjawi! Mógłby przecież w każdej chwili zaatakować...
- Oby nie..- mruknął cicho zastępczy.- A tak w ogóle...mam jeszcze jedno pytanie...Jak to się stało, że w ogóle przeżyłem? - liczył, że na to też usłyszy odpowiedź...
- Niestety, tego nie wiem... - powiedziała Rukia, spuszczając głowę. - Ktoś musiał ci pomóc, za nim my tu przybyliśmy. Prawdopodobnie, gdyby nie ta osoba, nie żył być. Fala uderzyła centralnie w twój dom. Ty byłaś najgorzej usytuowany. Z tego, co mi wiadomo, byłeś na schodach...Ściana wody naparła na tę część, gdzie byłeś. Nie wiem, naprawdę nie wiem, ale jestem wdzięczna temu, kto cię ochronił... - widząc przygnębienie dziewczyny, Ichigo chciał ją jakoś pocieszyć. Widać było, że naprawdę to wszystko przeżyła...Nie dziwił jej się. Kiedy ona miała zginąć w soul society, on także był ledwo żywy ze strachu. Uprzedził go jednak Renji. Objął Kuchiki lekko w pasie. Pomogło.
- Ale..oprócz mojej śpiącej rodziny nikogo w domu nie było... - wydukał jeszcze Ichigo.
- Ktoś musiał być! Tak to dawno by cię tu nie było! - powiedział poważnie Abarai. Rukia przytaknęła mu.
- Przypomnisz sobie...Prawdopodobnie masz lekkie wstrząśnienie mózgu. Chodźmy do Urahary. On powinien coś zaradzić i dowiemy się, kto ci pomógł.
- Dobra...- powiedział Ichigo słabym głosem i ruszył za przyjaciółmi w stronę sklepu Kisuke. On jako jedyny nie został zniszczony. Prawdopodobnie, przez bariery chroniące go.

*****************************************************************************************************************************************************************************

   Łaaa...koniec. Wiem, wiem, nie zapowiada się na wielkie Yaoi, ale wciąż mamy wiele niewiadomych. Kto ocalił Ichigo? Gdzie podziewa się hollow? Dlaczego w Karakurze było tsunami?! Sama jeszcze wszystkiego nie wiem...XD Kontynuacja we wtorek. na 100% ;3
   A puki co, przypominam o pozostałym konkursie. Może właśnie nie wiecie, ale macie w sobie jakiś talent pisarski? zawsze warto spróbować :) 

Dziękuję za wasze zaangażowanie ♥


środa, 5 lutego 2014

Love in the mist

   Yo! Jeszcze raz pragnę przeprosić za moją wtorkową nieobecność, ale po prostu nie wyrobiłam się z napisaniem opka. Mam nadzieję, że mi wybaczacie ^.^ No a teraz zapraszam do przeczytania :

**************************************************************************************************************************************************************************************

   Ichigo był w domu i siedział przy biurku nad stosem zadanej pracy domowej. Przeglądał notatki, które zapisał w trakcie lekcji, ale na niewiele się one zdały. Zrezygnowany otworzył książkę i jedną ręką zaczął leniwie ją kartkować. Drugą podpierał się o blat stolika. Sam się sobie dziwił, że jeszcze nie zasnął...
    Nagle nastolatek usłyszał cichy szept wydobywający się z jego głowy :
- Ichigo...Ichigo! - ktoś wołał go po imieniu. Kurosaki drgnął. Przestraszył się nie na żarty. Ten głos... - Chodź...Chodź do mnie! - te słowa jeszcze przez chwilę odbijały się echem w myślach chłopaka. "Czego on ode mnie chce?!" - myślał zatracając się w lekkiej panice. Pomarańczowowłosy siedział jak na szpilkach, wyczekując aż pusty powie coś jeszcze. To jednak nie nastąpiło. Wszystko zaczęło mu się nagle rozmazywać. Było co raz ciemniej, aż w końcu nie widział już niczego. Odpłynął.
     Obudził się w swoim wewnętrznym świecie. Leżał na ziemi, więc momentalnie się podniósł. Otrzepał z kurzu swoją szatę Shinigami i rozejrzał się. Nic podejrzanego nie dostrzegł. Tylko te wysokie, niebieskie bloki, białe chmury, błękitne niebo. Wszystko to przekręcone poziomo. Żadnych ludzi, hollowa tym bardziej. Nawet Zangetsu nigdzie nie było. Tylko on sam. Chłopak stał w ciszy jeszcze przez parę chwil, po czym nie wytrzymał i krzyknął :
- Wyłaź! - o dziwo poskutkowało. Jak spod ziemi wyrósł przed nim hollow, z tym swoim drwiącym uśmieszkiem i obłąkanym spojrzeniem, budzącym respekt. Ichigo nie zastanawiając się dłużej, wyciągnął swojego pogromcę dusz. "Czemu nie zrobiłem tego wcześniej?!" - skarcił się w myślach. Rzeczywiście. Gdyby Shirosaki zaszedł go nagle od tyłu, nie miałby szans na obronę. Więc dlaczego przeciwnik nie skorzystał z okazji...?
- Jak miło, że jednak przyszedłeś. - powitał go z ironią Hichigo.
-  To ty mnie tutaj sprowadziłeś! - naprostował nastolatek. - Czego chcesz? - zapytał. W przypadfku, gdyby hollow trzymał w ręce swój miecz, byłoby to oczywiste, jednak pusty był bezbronny.
- Powiedzmy, że chciałem się zabawić. - odparł po chwili namysłu albinos.
- Co to znaczy?!
- Widzę, że mój król ukochany nie jest zbyt bystry. - zażartował Shiro.
- Chcesz walczyć?! - zapytał lekko zdenerwowany. Ichigo wiedział, że z bezpośredniej konfrontacji ni wyszedłby cało...
- A ty chcesz? - zapytał hollow, a nie otrzymawszy odpowiedzi roześmiał się głośno. - No właśnie!
- Przecież nic nie powiedziałem! - oburzył się Kurosaki.
- Ichigo...ty i ja to jedność! Jestem tobą, a ty mną. Wiem, co czujesz, co myślisz. Wiem o tobie nawet to, czego ty sam o sobie nie wiesz!
- Nieprawda! - zaprzeczył pomarańczowowłosy. - Nie porównuj mnie do siebie...
- Mów co chcesz, ja i tak wiem swoje! Hahahahaha...
- Powiesz mi w końcu, o co chodzi?! - niecierpliwił się nastolatek.
- Oczywiście.. - odparł pusty i ruszył w stronę chłopaka. Ichigo przestraszył się i cofnął parę kroków, jednocześnie podnosząc miecz, do pozycji obronnej.
    Shirosaki w sekundę znalazł się przy swojej "ofierze" i chwycił Ichigo za nadgarstki. Shinigami pod wpływem ogromnej siły albinosa, wypuścił pogromcę z reki. Miecz upadł głucho na ziemię.
- Hichigo...co ty... - Ichigo nie zdążył dokończyć. Usta zajął mu głęboki pocałunek pustego. Shiro wykorzystawszy zdziwienie nastolatka, wsadził mu do ust język i zaczął nim badać podniebienie chłopaka. Pomarańczowowłosy nie przerywał. Pocałunek zakończył hollow tak nagle, jak zaczął. Spojrzał z delikatnym uśmiechem na zsiniałego Ichigo, któremu aż łzy stanęły w oczach i..przytulił go. Kurosaki dopiero po chwili się ocknął, odepchnął od siebie pustego i zaczął wydzierać się na całe gardło :
- Co ty, do cholery jasnej, wyrabiasz?! Gdzie jest Zangetsu?! I..nie rozumiem cię w ogóle no!!! Co to miało znaczyć???
- Hahahahaha...! Domyśl się, Ichi...- odpowiedział tajemniczo hollow i znów niespodziewanie przyciągnął do siebie zszokowanego Ichigo.
- Aaaa! Puszczaj..argh... - Kurosaki zaczął się szarpać. Było już jednak za późno. Hichigo nie miał najmniejszego zamiaru go wypuszczać...Kiedy jednak nastolatek zaczął się co raz bardziej rzucać, Shiro popchnął go na ziemię i usiadł na nim okrakiem.. Następnie, aby jakoś chłopaka bardziej zablokować, odwiązał mu jego czarne obi, którym był przewiązany w pasie i zawiązał mu ręce.
- Jesteś mój, Ichigo. - wyszeptał Kurosakiemu do ucha. Ichigo spojrzał na hollowa, przerażony. Tego, co miało nastąpić, obawiał się bardziej niż walki z pustym.
     Hichigo zatracił się już całkowicie. Pobudzony spojrzeniem nastolatka, zaczął zciągać z niego szatę Shinigami. Już po chwili Ichigo leżał przed nim całkowicie goły, związany i taki...niewinny. Hollow nie mógł się już dłużej powstrzymywać. Podniecony do granic możliwości, zaczął wyznaczać mokre ścieżki językiem, na jego klatce piersiowej, brzuchu i ramionach. Zatrzymywał się jedynie na sutkach, które lekko podgryzał. Ichigo w tym samym czasie toczył niemą walkę z samym sobą. Pieszczoty albinosa strasznie mu się podobały, ale przecież on nie był gejem!!! Ni mógł jęczeć, odpowiadać na nie, czy chociażby po prostu nie nie zapierać się! Musiał uciekać...Jednak ciągle leżał w tym samym miejscu i oddawał się niemalże całkowicie, wciąż tej samej (?) osobie. "To chore!" - myślał spanikowany. Nagle, całkowicie niechcący, Shiro otarł się swoją ukrytą (...jeszcze) męskością, o penisa Ichigo. Nastolatek spiął się cały, przygryzając wargi i poczuł jak powoli twardnieje...Hichigo od razu to zauważył i powtórzył wcześniejszy gest. Kurosaki nie wytrzymał. Jęknął głośnie i przeciągle.
- Czyli jednak nie jest tak źle..- podsumował cicho hollow i uśmiechnął się psychopatycznie...
- Temeee....- wyszeptał Ichigo, ale jego głos momentalnie podniósł ton i zmieszał się z kolejnym jękiem przyjemności, kiedy Hichi chwycił wolną ręką za jego stojącą męskość. - Aaa..Przestań!!! Ja..ja proszę...aa! - prośby jednak nic nie dawały. W odpowiedzi na nie pusty uśmiechał się jeszcze szerzej i podwajał szybkość ruchów ręką. Na rezultaty wcale nie musiał długo czekać. Ichigo już po krótkiej chwili doszedł w bladej ręce Shiro z kolejnym jękiem n ustach. Hichigo cały czas nie odezwał się ani słowem. Polizał jedynie swoją rękę, zlizując z niej nieco nasienia. Następnie pocałował Ichigo w usta, aby tamten mógł poczuć swój smak. Kiedy oderwał się od nastolatka, który oddychał głęboko i niespokojnie, zapytał :
- Mam teraz przerwać? - Kurosakiego zamurowało. Wcześniej tyle razy o to prosił, a teraz...nie mógł wydobyć z siebie głosu. W głowie miął mętlik. Nic nie mówił, patrzył jedynie na Shirosakiego, który zlizywał resztki spermy z palców. To było cholernie podniecające. Shiro wiedział o tym dobrze i starał się to wykorzystać za wszelką cenę. Nagle hollow zniecierpliwiony już czekaniem, włożył jeden ze swoich mokrych palców w Ichigo. Chłopak krzyknął krótko, ale już po chwili zaczął się rozluźniać i wyczuwać przyjemność z poruszającego się palca.
- Czy mam przerwać? - ponowił pytanie albinos patrząc na pomarańczowowłosemu głęboko w oczy. Nastolatek milczał. Zmagał się z samym sobą. W podjęciu decyzji pomógł mu kolejny palec zapuszczający się do jego rozgrzanego wnętrza.
- N-Nie.. - wyszeptał.
- Powiedz pełnym zdanie... - kolejny palec.
- Ua...! Um...N-Nie przestawaj...mmmm.. - po tych słowach chłopak zarumienił się i odwrócił wzrok. Hichigo starał się go rozgryźć...Najpierw się tak wzbraniał, a teraz...?
   Kurosaki zaczął jęczeć coraz głośniej. Jego silna wola stopniała jak lód w środku lata. Teraz liczył się tylko Shiro..jego dotyk...usta...
- Ichigo? - zwrócił się do nastolatka Hichigo. - Teraz może cię trochę zaboleć, kiedy w ciebie wejdę, ale to potrwa tylko chwilę...Rozluźnij się dobrze. - polecił pusty, po czym on sam cały się rozebrał. Kurosaki czekał niecierpliwie
     W końcu poczuł go w sobie. Kiedy hollow w niego wchodził miał wrażenie, ze go rozerwie. Łzy zaczęły płynąć mu po policzkach.
- Pocałuj mnie. - poprosił szybko Ichigo. Albinos spełnił jego zachciankę, zaczynając się powoli poruszać. Ich wargi znowu się złączyły, języki zaczęły badać się nawzajem i pieścić. Pod nadmiarem przyjemności, Ichigo zamknął oczy i wtulił się w Shiro, który już znacznie szybciej i głębiej zaczął się poruszać w chłopaku. - Arh....aaa..Shi..Shiro...aaa! Rozwiąż mi ręce... - poprosił Kurosaki. Hollow spokojnie spełnił jego prośbę. Gdy tylko Ichigo poczuł pełną władzę w dłoniach, natychmiast narzucił je na kochanka, przyciskając jego głowę do swojej szyi, którą pusty pieścił językiem. Pomarańczowowłosy nie wiedział już, co ma ze sobą zrobić. Było mu tak dobrze... Członek albinosa co i raz uderzał w jego prostatę, powodując u nastolatka przyjemne dreszcze. Kurosaki zaczął odpowiadać na mocne pchnięcia kochanka, wypychając biodra w jego stronę. W trakcie wykonywania tej jakże przyjemnej czynności, Shiro zaczął wydawać z siebie ciche, gardłowe pomruki, które brzmiały niczym mruczenie kota.
     W końcu finish nadszedł dla obu z nich. Ichigo doszedł jako pierwszy. Zaraz po nim Hichigo, czując jak mięśnie nastolatka zaciskają się na jego męskości. Ostatnie kilka pchnięć i albinos stracił resztkę sił. Upadł ciężko na ubrudzony nasieniem brzuch pomarańczowowłosego i wtulił głowę w zagłębienie jego szyi, po czym w końcu wyszedł z chłopaka.
- Hichigo...ja.. - Kurosaki zaczął plątać się w słowach. Nie był pewien, co do swoich uczuć. - ja...ja muszę to wszystko prze... - nie dane mu jednak było dokończyć. Usta, po raz kolejny z resztą, zajął mu gorący pocałunek Shirosakiego.
- Przemyśl. Potem daj mi znać. - powiedział albinos, gdy skończyli się całować. Ichigo przymknął oczy na znak, że się zgadza. Jednak jego powieki nie chciały się już unieść.
- Dobranoc, mój królu. - rzekł jeszcze pod koniec hollow i pocałował Kurosakiego delikatnie w czoło.
    Nastolatek nagle otworzył oczy. Poraziło go światło. Był u siebie. Leżał z głową na otwartym podręczniku historii. "Sen? Zasnąłem?" - zapytał się w myślach, chodź tak naprawdę znał odpowiedź...



********************************************************************************************************************************************************************************

    Oki...mam nadzieję, że opowiadanie się podoba i że nie znaleźliście zbytnio wszelakich błędów ortograficznych, stylistycznych, interpunkcyjnych, czy językowych...
   Dobra, dość o błędach. Teraz mam dla Was baaardzo ważne wiadomości, mianowicie : ogłaszam kolejny konkurs(y).
* Widzę, że mam już ponad 2000 wejść <3 ( oczywiście dziękuję za nie, za komentarze i za wasze wsparcie i za to, że po prostu czytacie to, nad czym nad wyraz się staram...♥) W związku z tym, mam do Was pytanie : które opowiadanie podobało Wam się najbardziej  i dlaczego? ( Jeśli było to np. WMZP to poproszę także o nazwę najlepszego rozdziału. ) Wygrywa ten, kto najładniej uzasadni swoją wypowiedź ^.^ No i tradycyjnie udział bierzecie w komentarzach, ( jeśli piszecie jako anonim, to poproszę o podpis. Może być nawet ksywa.) bo niestety w myślach czytać nie potrafię :) Czas macie...do piątku ;p
* No i drugi konkurs. On wymaga już od was nieco więcej zaangażowania. Ale naprawdę jest o co powalczyć ;)
 Otóż w mojej spaczonej yaoi główce zrodziła się pewna ciekawa koncepcja. Mielibyście napisać do mnie maila ( adres : wika9673@gmail.com ) a w nim dokończylibyście pewną moją myśl. Otóż : Hichigo po tym, jak uwiódł Ichigo i wydostał się z jego duszy, porzuca swego władcę. Ichigo po pewnej wspólnej nocy, budzi się zupełnie sam. Hichi odszedł gdzieś daleko i go nie ma. Co w takiej sytuacji robi Kurosaki? Szuka Shiro? Wyżala się w ramionach innego, czy może postanawia zostać zostać złym szaleńcem opętanym chęcią zemsty? Na pewno w grę nie wchodzi śmierć. To byłoby zbyt oczywiste. Więc...jeśli macie ochotę napisać kontynuację tego "opowiadania" to adres macie kilka linijek wyżej. No i...oczywiście liczę na to, że będziecie mieli ciekawe, dobrze rozpisane pomysły, ale nie piszcie mi całej książki na podany temat. :)
    Nie bójcie się wysyłać do mnie swoich opo. Na pewno ich nie skrytykuję. Mogę jedynie coś wam zasugerować, ale ta sugestia na pewno nie będzie pretensjonalna, wulgarna, czy tp... Czas macie do 05.03.14r., czyli cały miesiąc :) Nie spieszcie się i nie piszcie byle czego. A nagrodą nie jest dedyk...Nagrodę stanowi możliwość  napisania opowiadania na tego bloga razem ze mną :) Szczegóły zostaną podane drogą meilową zwycięzcy, a takowego ogłoszę na blogu. Tak więc naprawdę was zachęcam, bo uważam, że warto. Zainteresowanych proszę o napisanie w komentarzach. Oczywiście nie zapominajcie też o tym pierwszym konkursie o.0

Pozdrawiam i do napisania ♥

piątek, 31 stycznia 2014

White and Black

   Ohayo minna! Miło mi oznajmić, że już jestem (ktoś coś mówił o 2 tygodniach..?). Mam dzisiaj dla Was nowego posta, kolejny (na razie nic się  nie zmienia :)) we wtorek...
   No i to tyle...miłego czytania ^.^ Znowu mamy coś z perspektywy naszego albinoska ♥ Trochę krótkie, ale wynagradzająca będzie wtorkowa notka...

Macie tu jeszcze muzyczkę ♥
http://www.youtube.com/watch?v=Pz5H3iVjAlw&list=WLVdPBJnbsYKd6ruw-VoHpePC32BUEkgLY

***********************************************************************************************************************************************************************************************
   To jest takie...podniecające. Stoisz przede mną zupełnie nagi. Twoje piękne, pachnące ciało jest już prawie moje...Patrzysz na mnie swoimi kasztanowymi oczami z wyrzutem. Obyś się tylko nie rozmyślił!
   Czasem zastanawiam się, jak przy tobie wypadam. Pewnie słabo -.- Jestem w końcu TWOIM alter-ego. Jestem albinosem. Nie wiem czemu, ale mnie to skrycie ciekawi. Czemu akurat Shiro? Czemu biały? Może ty to wiesz..? Ale raczej nie. Wtedy byś mi o tym powiedział.
   Podchodzisz do mnie i nieśmiało zsuwasz mi z ramion białą szatę. Rumienisz się przy tym lekko, ale w końcu możesz w całej okazałości, podziwiać moje nagie, blade, zimne ciało. Nic nie mówię. Uśmiecham cię lekko. Ty płoniesz jeszcze bardziej, kiedy dostrzegasz cień zadowolenia na mojej twarzy. Patrzę na Ciebie nieobecnym wzrokiem. Zdaje mi się, czy ty też?
   Jesteś mój, wiesz o tym dobrze. Już nie raz ci o tym przypominałem. Ichigo..twoje usta smakują tak dobrze..Mógłbym całować cię nieskończoną ilość razy. Jesteś mój i nie oddam cie nikomu! Czuję cię...czuję tak dobrze...Twoje rozpalone, niemalże do czerwoności ciało. Wchodzę w ciebie gładko, lekko, a ty wijesz się pode mną w spazmach rozkoszy zmieszanej z bólem. I jęczysz uroczo...
   Wielbię cię, gdyby nie ty ja..ja nigdy nie mógłbym się rozładować. Nigdy też nie poznałbym słodkiego smaku miłości.. Z resztą, czy ja go naprawdę znam? Wiem kochanie, że gdybyś to teraz usłyszał, na pewno nie miałbyś ochoty się ze mną kochać. Powiem to jednak w myślach : nie wiem, co to miłość. Wybacz, ale nie mogę stwierdzić co do ciebie czuje. Miłość...? Te słodkie, naiwne, niewinne uczucie, o którym w książkach piszą? Przykro mi, nie znam. Co innego podniecenie czy euforia. Z dumą mogę śmiało stwierdzić, że przy tobie nie da się czuć czegokolwiek innego. Kochanie..muszę jeszcze o tym pomyśleć...
   Całuję cie delikatnie po plecach. Czuję, że moje chwila się zbliża. Nie chcę pozostać ci dłużnym, dlatego moja dłoń zakrada się na główkę twojej męskości. Jęczysz jeszcze głośniej i przeciąglej. Nie widzę ze swojego miejsca twojej twarzy, ale z pewnością mogę stwierdzić, że mimo wszystko niechciane łzy cisną ci się do oczu i znajdują ujście na policzkach. Tak...ten widok w moich zboczonych myślach podnieca mnie jeszcze bardziej. Dlatego też dochodzę w tobie. Ach...jest mi tak dobrze! Tobie na pewno też, bo również dostajesz orgazmu w mojej pieszczącej cię ręce. Dochodzisz z moim imieniem na ustach. Do całkowitego uczucia spełnienia brakuje mi już tylko jednego : smaku twoich ust, które wydają z siebie te przepiękne jęki. Obracam cię więc do siebie przodem. Całuję po raz setny. I ciągle mało tych pocałunków...ciągle chcę więcej. Jednak nie będę cię już więcej męczyć. Na dzisiaj dość zrobiliśmy. Muszę pamiętać, że jesteś człowiekiem. Masz swoje granice. A teraz widać, że jedną z nich właśnie przekroczyłeś.
   Kładziemy się na twoim ubrudzonym nasieniem łóżku, na którym przed chwilą tak namiętnie okazywaliśmy sobie uczucie. Nie zwracamy uwagi na to, że w każdej chwili może tu ktoś wejść. Mimo iż mamy środek nocy, twe rozkoszne jęki mogły pobudzić twoją rodzinę, a może nawet i sąsiadów.. Za dużo jednak dla mnie znaczysz. Nie mógłbym teraz tak po prostu wrócić do siebie, prawda? Potrzebujesz mnie i mojego ciepłego dotyku, chociaż nie raz sprawiał ci on ból. Ty jednak mi wybaczasz. Za każdym razem. W duchu jestem ci wdzięczny. Strasznie zimno tu u Ciebie, więc przykrywam nas jakąś kołdrą...
    Splatasz moje nogi z twoimi. Jaki to ma sens? Nie wiem, ale najwyraźniej tobie sprawia to przyjemność. Jeśli tobie, to mnie też. Odwracasz się przodem do mnie. Miałem rację. Na twojej twarzy widać, że uroniłeś nie jedną łzę. Patrzysz na mnie, a ja na ciebie. W ciszy obaj napawamy się idealnym obrazem tego drugiego. Po twoim spojrzeniu widzę, że chcesz mi coś powiedzieć, nie wiesz tylko jak. Mów śmiało Ichigo, z pewnością cię wysłucham.
- Shiro? - pytasz cicho. Oczekujesz potwierdzenia, ze słyszałem twój cichy, zachrypnięty głos. Potwierdzam więc:
- Tak? - po chwili wahania wyrzucasz to z siebie :
- Kocham cię, wiesz? - ja natomiast jestem już pewny swojej odpowiedzi. W końcu myślałem się nad tym przez cały nasz stosunek...
- Wiem. Ja ciebie też. - mówię cicho i całuję cię w usta, namiętnie pieszcząc twój język swoim. Bo to jest tylko nasz miłość. Nie taka jak na filmach, nie taka jak w książkach. Ty mi się po prostu oddajesz, a ja zagarniam cię dla siebie. Czy robilibyśmy tak, gdyby to nie było to właśnie uczucie? Miłość...Jchigo, jestem już teraz pewien : kocham cię.

piątek, 24 stycznia 2014

Confession of Madman

   No dobra....Wyjątkowo nowe opo dodaję wcześniej, bo niestety przez jakiś czas mnie nie będzie..Nie, nie chodzi o brak pomysłów. Wracam za max. dwa tygodnie. Chodzi o komputer. Oddajemy go do naprawy. Ale obiecuję, że jak tylko wróci, to dodam nowe fanfiki od razu...
   A teraz przed wami moje najnowsze opowiadanie... Miłego czytania ♥
**************************************************************************************************************************************************************************************

    Siedziałem tam, gdzie zwykle - w głębi jego wewnętrznego świata. Byłem znudzony tym nic nie robieniem. Tutaj nic się nie działo. Przechylone niebo, a na nim leniwie płynące, białe chmury. "Dobrze, że przynajmniej nie pada" - pomyślałem. Wtedy musiałbym udać się do jednego z tych bloków, pode mną , gdzie mieści się moje "mieszkanie". Nie lubię moknąć, nie lubię być zamykany w czterech ścianach. I król dobrze o tym wie. Dlatego niespecjalnie mu zależy na jako takiej, względnej harmonii w głębi duszy. Ale jak widać, na razie nie ma zbyt wielu powodów, którymi mógłby zaprzątać swe serce. Niech tak zostanie. Przynajmniej, na razie.
   Zaczerpnąłem głęboko w płuca powietrza. Było rześkie i świeże. Wstałem. "Już tak nie mogę. Pomyślmy..co król teraz może robić? Hehehehehe...
- Ichigoooo! - zawołałem. Reakcja była natychmiastowa.
- Czego?
- Przyjdź tu do mnie! Stęskniłem się..! Hehehehe..!
- Odczep się! Nie mam zamiaru nigdzie się ruszać. - zaprał się.
- Ale mi się nudzi...ile można tak leżeć i myśleć?! Zwariować można! Hahahahaha!
- Tobie to już raczej nie grozi.
- Ej, to mnie uraziło! - odparłem udawanym smutkiem.
- Bo miało. - po chwili namysłu dodał jeszcze - Tylko nie próbuj tych swoich sztuczek! Jestem zaj.. - urwał. Cisza. "Za późno, królu...Już jesteś mój!"
   Po chwili zmaterializował się, w tym swoim czarnym kimonie, tuż przed moimi nogami. Leniwie otworzył oczy, a wtedy ja z impetem kopnąłem go w brzuch.
- No już! Nie śpimy, nie śpimy! Wstaaaawaj! - zawołałem, wyjąłem swojego pogromcę dusz i uderzyłem nim w ziemię, tuż przy jego uchu.
- Aaaa! - wrzasnął przerażony, po czym zerwał się do ucieczki. Tego to się truskawka nie spodziewał! Hahahahahahaha!
   Darowałem mu jego nędzne życie. Mogłem wtedy uderzyć o te 5 cm w lewo..Wtedy sam byłbym swoim władcą. Jego ciało byłoby moim.. W końcu jestem tym złym, hollowem. Ale ta rola powoli zaczyna mnie nudzić. Leżę sobie tutaj, myślę, a czasem walczę z Ichim. on jest moją jedyną rozrywką. Poza tym, on jest inny...inny niż reszta ludzi, z którymi walczyłem, czy rozmawiałem. Ichigo jest wyjątkowy. To chyba dlatego specjalnie za każdym razem pudłuję, czy daję mu szansę ucieczki. W przeciwnym razie, już by nie żył. W tym zdaniu wcale się nie przeceniam - taka jest prawda. Niby ja i on to jedno i to samo, ale tak naprawdę dzieli nas spora różnica poziomów. Hehehehehehehe! Biedactwo! Już by go dawno nie było, gdyby nie moje dobre serduszko...Hehehehehehehe! No ja z nim normalnie nie mogę, no! Hhehehehehe!
- To nonsens! Gdyby nie to, że z jakiegoś powodu nie chcę mi się walczyć, już dawno byś nie żył! - Ichi chyba zauważył, że nie walczę z nim na poważnie, bo dłuższy czas zastanawiał się nad moimi słowami. Staliśmy naprzeciw siebie. Po tej ciągnącej się, pełnej chwili milczenia, Kurosaki schował miecz. Ot tak, po prostu. Duży błąd. On chyba nie wie, że na to właśnie czekałem! Hahahahahahahahaha! Pełen pasji podbiegłem do niego z bronią w ręku i z impetem zrobiłem mu spore nacięcie, przebiegające przez całą klatkę piersiową. Ichigo zachłysną się powietrzem i zalany krwią upadł z głuchym łoskotem na ziemię. Ja powoli podszedłem do niego, zabrałem mu jego miecz i kopnięciem przewróciłem go na plecy. Ledwo żywy, ze łzami w oczach, wyszeptał te parę słów, które musiał wypowiedzieć z wielkim bólem i nadzieją :
- Dlaczego..dlaczego mnie nie zabiłeś? Mogłeś od razu przebić mnie mieczem na wylot, a ty tego nie zrobiłeś...dlaczego?
- a co, aż tak ci spieszno do śmierci, mój królu? - odparłem z nieukrywaną kpiną w głosie.
- Odpowiedz. - nalegał. Nie wytrzymałem. Kopnąłem go w ranę. On syknął jedynie z bólu, hamując w sobie krzyk. Umierał i dobrze o tym wiedział. Tak samo wiedział, że nie cierpię deszczu. A tu co? Jedna kropla wody spadłą mi na czubek nosa.
- Jesteś okropny, Ichigo. - szepnąłem i uklęknąłem przy nim, biorąc jego głowę na kolana. Byliśmy tak blisko siebie, że nasze wargi prawie się stykały... - Nawet teraz, gdy umierasz, musisz mieć jakieś troski. zdychaj szybko i już niczym się nie przejmuj...
- Bez tej rany nie mogłoby się obyć...- wyszeptał i przymknął oczy. - ja zawsze to wiedziałem, Hichigo. - po raz pierwszy zwrócił się do mnie po imieniu. Teraz już tylko jedna, przeklęta myśl chodziła mi po głowie. Deszcz rozpadał się na dobre. To ostatnie chwile w jego życiu...nie. To nie mogło się tak skończyć. Przyłożyłem dłoń do jego krwawiącej razy, która już po kilku sekundach zniknęła.
- I co ty mogłeś wiedzieć? - westchnąłem i spojrzałem w te brązowe oczy. Cudne oczy.
- Ja zawsze wiedziałem, że tylko w ten sposób mogę znaleźć się bliżej ciebie...Twoja natura sama z siebie nie dopuściłaby mnie do twojego serca.
- Nienawidzę cię, Ichigo. Wykorzystałeś mnie. - już zaczynałem się zastanawiać nad zadaniem kolejnej rany, kiedy on ponowił pytanie :
- Dlaczego mnie nie zabiłeś?
- Chcesz wiedzieć? Proszę bardzo. To dlatego, że cię kocham. - odpowiedziałem i nie wiadomo kiedy, moje zimne wargi przywarły do jego, nadzwyczaj gorących. Wsadziłem do nich język i zacząłem badać jego podniebienie. Ichi nie pozostawał bierny. Z pewnością, był to jego pierwszy pocałunek. Mimo wszystko radził sobie całkiem nieźle, naśladując moje ruchy. Ciekawe, od jak dawna zdawał sobie sprawę, że go kocham...


poniedziałek, 20 stycznia 2014

WMZP - Tylko z nim

   ...runąłbym jak długi w tę rwącą, błękitną toń, gdyby nie jego ręka. Złapał mnie w ostatniej chwili i objął mocno od tyłu. Otworzyłem zszokowany oczy. Obróciłem się.
- Jesteś najgłupszym, najokropniejszym i najbardziej pociągającym człowiekiem, jakiego dane mi było poznać. - powiedział Hichigo i pomógł mi przejść na drugą stronę balustrady. Znowu zacząłem ryczeć. Tylko, że teraz, w jego ramionach.
- P-Przepraszam! Shiro! Ja..ja już nigdy tak nie zrobię! Nie zostawiaj mnie tylko! - w końcu wyrzuciłem to z siebie. Było mi tak cholernie przykro...
- Nigdy ci tego nie zapomnę. To bolało zbyt mocno. Ale też już nigdy cię nie zostawię i...przepraszam za to, co wtedy chciałem powiedzieć i za to, czego mój język nie potrafił utrzymać za zębami.. - wyszeptał Shiro prosto do mojego ucha.
- Hichigo...kocham cię.
- Ja ciebie też. Wracajmy już do domu, dobrze? - zapytał i otarł mi łzy rękawem.
- Dobrze.
   Droga do domu odbyła się w całkowitej ciszy. Każdy z nas myślał, co dalej. Ja jednak już dawno wiedziałem. Otworzyłem drzwi. Weszliśmy do środka. Wtedy niemalże od razu przywarłem do warg Shirosakiego. Był tym zaskoczony. I dobrze. Chociaż raz to ja mogłem objąć inicjatywę.
- I-Ichigo..! Co ty.. - wydukał albinos. Ja jednak byłem już kompletnie nagi. Zacząłem dobierać się do jego ubrania. Nie opierał się. Widocznie jemu tez tego brakowało. Był już całkowicie podniecony. Jak z resztą, ja sam.
- Nie idziemy do ciebie? - zapytał jeszcze, kiedy zacząłem ciągnąć go w stronę kanapy.
- Nie..tu będzie dobrze. - odpowiedziałem i powaliłem ukochanego na łóżko. Shiro jednak rozeznawszy się w sytuacji, przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. Ach, jak mi tego brakowało..Przekręciliśmy się tak, że to teraz ja byłem na dole. Hichi zaczął się ze mną drażnić, liżąc moje sutki. Dobrze wiedział, że wyprowadza mnie to z równowagi, kiedy jetem w takim stanie.
- Argh..Shiro..nie baw się tak ze mną..!
- Błagaj.. - powiedział przeciągając każdą literę.
- Błagaaaam! - wyjęczałem. Albinos jedynie uśmiechnął się na swój sposób i podniósł moje nogi, po czym oparł je sobie na ramionach.
- Aaaa..- wyjęczałem rozkosznie, kiedy zagłębił we mnie jeden ze swoich palcy. Miałem wrażenie, że przyjemność jedynie wzrasta, kiedy dodaje drugi i trzeci palec...Zaczął mnie delikatnie rozciągać. Chwilę później wyjął ze mnie palce i polizał po policzku. Wszedł we mnie. Mocno, brutalnie..Dla mnie ból dawał jedynie chorą przyjemność.
   Jęczałem, krzyczałem i wiłem się pod jego dotykiem. Hichigo poruszał się we mnie głęboko i szybko. Po chwili zwolnił nieco i przybliżył się do mnie, całując. Po chwili odezwał się cicho :
- Dlaczego chciałeś się zabić?
- Bo..Bez ciebie to tak..aaarhh.. nie mogę..Ale teraz jesteśmy w końcu..a..mmm.. - zacząłem mruczeć, kiedy zaczął całować mnie po torsie. - czy..my..jesteśmy w końcu razeem..? - po chwili namysłu Hichigo odpowiedział cicho :
- Jesteś mój..Nie ma nawet innej opcji. Jesteśmy razem..już na zawszę. Nikt tego nie zmieni. Nawet ten Renji. - uśmiechnąłem się przez łzy. Miał rację. Nikt już tego nie zmieni. Już nigdy nie popełnię takiego błędu..
...i już zawsze...
- Aaaa! - krzyknęliśmy razem, w tym samym momencie. Nadeszła chwila spełnienia dla obydwu z nas. Shiro jednak nie przestawał. Cały czas brał mnie równie szybko i mocno, co wcześniej. Zapowiadały się długie godziny. Jedyne, co zmieniło się, to jego ręka, dotąd gładząca mnie po włosach, zaczęła pieścić mojego członka. Odszukałem jego ust. Zatopiłem się w nie po raz kolejny. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Na pewno.
I już zawszę będę dochodzić tylko
z nim!
♥


*********
   Nagle usłyszeliśmy z Hichim jakiś hałas przy drzwiach. Cały czas byliśmy w trakcie (nasze 4 podejście..)
więc mało nas to obchodziło. Dźwięk stawał się co raz bardziej natarczywy i już po chwili drzwi otworzyły się na oścież. Razem z moim kochankiem podnieśliśmy jak na zawołanie głowy znad oparcia kanapy.
W wejściu stał...
- Witaj Ichcigoooo! Jesteśmy trochę wcześniej! Martwiłem się o was, jak wy sobie tu poradzicie i...- ..mój ojciec. Gdy nas zobaczył, zaniemówił i wypuścił z rąk wszystkie bagaże, których trochę było...
   Dlatego też zgłaszam się z zapytaniem : ma ktoś wolny pokój do wynajęcia..? Hichigo też jest ciekaw...
    
Koniec

****************************************************************************************************************
   Yey! Poniedziałek! Ostatnia część WMZP już dodana.... no i mam dla was trochę nowinek.
Po pierwsze : zmiana termin(ów) dodawania notek. Postanowiłam, że będą się one pojawiać w dni w tygodniu - wtorek i piątek. (nie, w poniedziałki już nie będzie :)) Ale jutro nic nie dodam. Ani w ten piątek. Musicie poczekać do następnego wtorku ♥
Po drugie : dzisiaj jak weszłam na bloga, to było akurat 1500 wyświetleń (śmiech)...fajnie! Dziękuję wam. Hichi i Ichi na pewno tez są wdzięczni ♥
No po trzecie : jutro dzień babci. I co? No i właśnie jestem ciekawa jakie macie plany..hehehe
   macie tu jeszcze linka do takiej fajniutkiej piosenki, która wspierała mnie w pisaniu :

http://www.youtube.com/watch?v=SBjQ9tuuTJQ&list=PL597E0BDDC1D74ED2



poniedziałek, 13 stycznia 2014

WMZP - Koniec? Pomocne rady (?) Kona

    ....
- Nienawidzę cię...nie chcę cię znać i widzieć. Z nami koniec...Nie idź za mną, bo nie ręczę za siebie. - ostrzegł jeszcze.
- Shiro!!!!! - nic jednak nie pomagało. Albinos użył shunpo i znikł. "Nie...to nie może być prawda! To jakiś koszmar!" - powtarzałem sobie w myślach. Bezskutecznie. Padłem na kolona. Nie miałem siły już na nic. zacząłem ryczeć. Dobrze, że w parku nikogo nie było...
   Deszcz towarzyszył mi przez całą drogę powrotną do domu. Miałem wrażenie, że niebo płacze nad moim losem. To było coś strasznego. kiedy byłem już u siebie, zaczęło robić mi się niedobrze.Zacząłem wymiotować. Torsje nie ustępowały przez najbliższe pół godziny. Byłem kompletnie rozbity. Wtedy jednak przypomniałem sobie o czymś. Wiedziałem, że na tę chwilę to dość beznadziejne, ale musiałem się komuś wyżalić i powiedzieć co ma robić na wypadek, gdyby znaleziono gdzieś moje zwłoki...Postanowiłem uwolnić Kona z zamknięcia. Wiem, to naprawdę dziwny pomysł Nawet bardzo. Nie myślałem wtedy jednak trzeźwo. Z perspektywy czasu mogę śmiało stwierdzić,że było to dość dobre posunięcie.
   Otworzyłem pierwsza szufladę biurka i...zacząłem rozwiązywać Kona. Od razu, kiedy to zrobiłem misiek zaczął się wydzierać i prawić mi morały o prawach pluszaków, a z resztą jet w ogóle coś takiego?
- Kon, weś się uspokój, nie po to cię rozwiązywałem, żebyś mi teraz awantury robił.. - powiedziałem słabym głosem.
- Ta, tobie to łatwo mówić! Ty nawet nie wiesz na jakie ja męki byłem skazany, nooo!
- Jakie znowu męki..? - spytałem niby od niechcenia.
- jakie?! jakie?! Dobrze, już ci wymieniam! Wszystko zaczęło się od tego jak mnie wziąłeś, związałeś i zakneblowałeś. To w porównaniu do tego, co było potem, to pikuś! Słyszałem wszystko! Wszystko! Jak nie chciałeś pomóc Nee-san i jak tu razem z tym białym gostkiem jęczeliście! To były najgorsze katusze! jak chcieliście to tutaj robić, to było sobie pójść do salonu, czy gdzieś tam! - na te ostatnie słowa uwag, zrobiłem się czerwony jak burak. Kon słyszał...jak...ja...i...Shiro..się... - No i oczywiście słyszałem, jak płakałeś. - dodał na zakończenie misiek. - czemu? I gdzie jest ten gostek....?
- Ja..no bo widzisz... - i opowiedziałem mu wszystko. To jak bardzo się kochaliśmy, jak się pokłóciliśmy, jak go zdradziłem  i to że...że...Shiro ze mną zerwał... Kon natomiast, co mnie zdziwiło, siedział spokojnie i słuchał. Kiedy skończyłem opowiadać, odezwał się od razu :
- Słuchaj, Ichigo. Jak tylko was wtedy razem zobaczyłem w łóżku, to wiedziałem, że coś z wami nie tak. Ale po tym co mi powiedziałeś, mogę stwierdzić tylko jedno : kompletny debil z ciebie! już nawet ja się tym wszystkim wzruszyłem! I to wszystko przez tego czerwonowłosego ananasa! No i przez ciebie! Po co ty go zdradziłeś, tego Shiro, czy jak mu tam?! Przecież dobrze wam razem było, tak?! No na pewno tak, przecież nawet w szufladzie słychać było...
- Wiem! - krzyknąłem nagle. - Przecież wiem, że to przeze mnie, że to wszystko moja wina!Tylko jak to odkręcić?! Co mam zrobić, żeby było tak, jak wcześniej?! - wykrzyczałem i zacząłem płakać. Znowu.
- No...tego...ja tam nie wiem..Pójdź go poszukać no i...przeproś. szczerze go przeproś. - poradził Kon.
- Ale on nawet nie zechce za mną rozmawiać! Zraniłem go, nie zasługuję, by mi wybaczył. Miał w 100% rację, ze ze mną skończył! Ja też muszę ze sobą skończyć! mam dość..życie bez niego to już nie życie!.. - wykrzyczałem nieopanowanie to , co myślałem. Wybiegłem. Chciałem się zabić.
   W tym samym czasie, kiedy mnie nie było i o niczym co wtedy zaszło nie miałem zielonego pojęcia, Hichigo wyszedł z szafy w moim pokoju...
- Zadowolony? - zapytał z irytacją w głosie, Kon.
- Niezupełnie. - odpowiedział Shiro wlepiając wzrok w ścianę.
- No to idź do niego! Jeden i drugi, jesteście siebie warci! Ale nawet nie licz na dyskrecję z mojej strony! Mówię od razu, bo jeśli potem przyjdą do Ichigo koledzy ze szkoły wypytać, czemu jest gejem, to mnie nie ma...
- Nawet się nie waż. - wywarczał Hichigo w mgnieniu oka łapiąc Kona i związując go ponownie. - nikt nie będzie oczerniać Ichigo. Nikt, z wyjątkiem mnie. - dodał z kpiącym uśmieszkiem, a Kon ponownie wylądował w szufladzie...
***
    To był istny obłęd. Wpadłem w czystą histerię. Już nie=c się dla mnie nie liczyło. Poza Shirosakim...Jego usta, dotyk, kojący głos...To wszystko odeszło. "Pora więc, bym i ja odszedł" - myślałem zrozpaczony. Nie mogłem się odnaleźć. Bez niego..
   Postanowiłem rzucić się z mostu. Jednego z największych w Karakurze. Biegłem przed siebie, obraz rozmywał mi się przez łzy, potykałem się o własne nogi...W końcu cały zdyszany i spocony znalazłem się u celu. Stałem po środku ogromnej, stalowej konstrukcji. Obok chodnika, na którym się znajdowałem, jeździły samochody. Nie było już odwrotu. Przeszedłem przez stalową barierkę. Spojrzałem w dół. Pode mną płynęła rwąca rzeka. nie czułem jednak strachu. Z moich oczu spłynęły ostatnie łzy. Wstrzymałem oddech. Rozłożyłem ręce.  Zacząłem powoli odchylać się do przodu. "Żegnaj, Hichigo"...




************************************************************************************************************************************
   Ohayo! Dzisiaj poniedziałek. Nowa notka już dodana. Co będzie w następnej? Pogrzeb? A może coś innego? Musicie się sami przekonać. za tydzień, o tej samej porze ostatnia część Wielkiej Miłości, Zdrady i Przebaczenia...
     No i strasznie się cieszę. Od tygodnia nie było mnie przy kompie, a dzisiaj wchodzę i co? Ponad tysiąc wejść? 5 komentarzy do mojego beznadziejnego stylistycznie ostatniego opowiadania? Że co...
     Dziękuję! Jesteście kochani, wiem, mówiłam to już, ale kochalności  nigdy za wiele. dziękuję za wszystkie komentarze i na niektóre pragnę odpowiedzieć...Chcecie, żebym notki dodawała częściej? postaram się. Być może dojdą jeszcze środy. Co wy na to? Ale to zależy, jak się z czasem wyrobię. Trzymajcie za mnie kciuki, ale w tę środę na pewno się nie uda. Być może w następną. :)
     No i jeszcze z moich takich własnych nowinek to dodam, ze kupiłam sobie ostatnio nowy kalendarz na 2014 r...z Bleacha! jest świetnyyyy...nie ma to ja chwalić się przez internet...A wy jakie kalendarze macie? tak pytam z ciekawości..:)
   Trzymajcie się. Do poniedziałku :p

   

wtorek, 7 stycznia 2014

WMZP - To nie tak!

   "I co ja najlepszego zrobił‚em?! Gł‚upi, gł‚upi, głupi! Dał‚em się™ Renjiemu...mojemu BYفEMU...Hichigo...on jeszcze o niczym nie wie. Wystarczy, jak wrócę™ i udam, że nic się™ nie stał‚o. W koń„cu on też zawinił‚!" - tak myślał‚em. Czy sł‚uszne był‚o to rozumowanie? Na pewno nie. Wtedy jednak był‚em pod presją…, nie myślałem trzeźwo, chciał‚em tylko ukry㇠swoją… zdradę™. Zapomniałem jednak o pewnym, mał‚ym szczególe : Hichigo jest i był‚, częścią… mnie. 
Na egzaminie poszł‚o mi cał‚kiem znoś›nie. Na pewno nie będę™ najlepszy, ale i nie będę najgorszy. Ze szkoł‚y wyszedł‚em jednak z wcale nie zadowolonym wyrazem twarzy. Musiał‚em wracać do domu. To okazał‚o się to™ jednak bardzo trudne. Każdy krok sprawiał‚ mi ogromny ból. Renji wcale nie był‚ za delikatny. Pootwierał‚ mi stare rany, przez które ponad pół dnia nie mogłem się ruszać. Dlatego też dojście do domu był‚o dla mnie męczarnią… głównie fizyczną…. Ale też i psychiczną…. Cał‚y czas borykał‚em się™ z myś›lami, co dalej. Czy uda mi się™ zachowywa㇠tak, jakby mię™dzy mną… a czerwonowł‚osym do niczego nie doszł‚o? Byłem prawie pewny, że nie.
Ledwo trzymają…c się™ na nogach, stanął‚em przed domem. Zadzwonił‚em dzwonkiem. Nie chciał‚o mi się™ szuka㇠kluczy. Myślał‚em, że Shiro jest w domu. Mylił‚em się™. Po 5-ciu minutach stania na deszczu (w mię™dzy czasie zdążył‚o się™ rozpadać‡...), zmuszony był‚em sam sobie otworzyć‡. W ś›rodku nikogo nie był‚o. Od razu zaczął‚em się™ niepokoić‡. "Gdzie jest Hichigo? Czy już wie? "- ogarnęł‚a mnie panika.
  W akcie rozpaczy chwycił‚em za telefon i wybrał‚em numer Shiro. Kilka dni wcześ›niej dał‚em mu mój stary telefon i odpowiedział‚em w skrócie, jak się™ go używa. Nie odbierał‚, ale za to ja dostrzegł‚em, że dzwonił‚ do mnie wcześ›niej. "Wię™c czemu teraz nie odbiera?" - myślałem. Chwilę™ po tym, mnie olś›nił‚o. Shirosakiego nie był‚o w domu, nie odbierał‚ telefonu, a komu chciał‚oby się™ wychodzi㇠w taką… pogodę na dwór? Niewiele wię™cej myślą…c, chwycił‚em pierwszą… lepszą… bluzę™ i wybiegł‚em z domu, nawet nie zamykają…c drzwi. Chciał‚o mi się™ pł‚akać‡. To ja do tego wszystkiego doprowadził‚em, tylko ja był‚em temu winny. Mojej zdrady nic nie mogł‚o usprawiedliwić‡. Nawet wcześ›niejsze zachowanie albinosa.
    Biegł‚em tak szybko, jak mogł‚em. Nie zatrzymywał‚em się™ na czerwonym Ĺświetle, nie zważałem na pędzące koł‚o mnie samochody. Liczył‚ się tylko on. Hichigo. Przyspieszył‚em, gdy tylko zobaczył‚em w oddali, szybko przybliżają…ce się™ ogrodzenie parku. Nie miał‚em czasu szuka㇠furtki. Zacząłem wspina㇠się™ po siatce, aż w koń„cu zaskoczył‚em na druga stronę™. Prosto w pokrzywy. Trudno. Zaczął‚em przedziera㇠się™ przez mokre kszaczory, aż wybiegł‚em na jedną… ze ścieżek parku. Należy dodać‡, że przez cał‚y czas towarzyszył‚ mi silny ból w tylnej częś›ci ciał‚a, jednak tak naprawdę™, motywował‚ mnie on do dalszego dział‚ania.
   Był‚em pewien, że zastanę™ tu swoje alter-ego. Nie pomyliłem się™ tym razem. Już po chwili zobaczył‚em go, stoją…cego na pomoś›cie. Deszcz padał‚ cał‚y czas wię™kszy. Ja się™ tym jednak nie zraził‚em. Po krótkiej chwili, cał‚y zdyszany, znalazł‚em się™ na mos›cie, obok ukochanego. Na gł‚owie miał‚, podobnie jak ja, kaptur, był cał‚y przemoczony i wyglą…dał‚ jakby...pł‚akał‚?
- Shiro, co ty tu robisz? Jesteś› cał‚y przemoczony! Jak tak dalej bę™dziesz tu sta㇠to się przeziębisz...
- Daruj sobie. - przerwał‚ mi nagle albinos. - Nie musisz już udawać‡. Ja i tak wszystko wiem. - powiedział‚ z lekkim drżeniem w głosie. Wpatrywał‚ się™ martwo przed siebie. Ani razu na mnie nie spojrzał‚.
- Hichi, o co ci...
- Tylko nie "Hichi", dobra?! - uniósł‚ się™ nagle, nadal nie spuszczają…c wzroku z horyzontu.
- Ale...to jak mam mówić‡?
- Najlepiej nie mów w ogóle. - odpowiedział‚ obojętnie.
- Shiro, proszę, musimy porozmawiać‡...
- Nie chcę™. - zaparł‚ sie™ Shirosaki.
- Nie rozumiem cię™..
- Jak to "nie rozumiesz"?! - wybuchnął‚ albinos. Wreszcie na mnie spojrzał‚. Chociaż wolał‚bym nie widzie㇠tego spojrzenia. Był‚o ono peł‚ne wyrzutu i smutku, zł‚oś›ci i nienawiś›ci. - Jak możesz tak mówić‡? Przed chwilą… pierdolił‚eś› się™ na boku z tym twoim "był‚ym", a teraz nie rozumiesz? Myś›lał‚eś›, że jak mnie zdradzisz po tym, jak się™ pokółciliś›my, to puszczę ci to w niepamięć?! Naprawdę™ tak myslał‚eś›?! - kompletnie mnie zatkał‚o. - No powiedz coś›! Zaprzecz chociaż! Powiedz, że to nie prawda! Bł‚agam! - wykrzyczał‚ Shiro. Z oczu zaczęł‚y pł‚ynąć‡ mu ł‚zy. To był‚a jedna z najgorszych chwil w moim życiu.
- Shiro, ja ci to wytł‚umacze™...- błą…d. I to jaki. Wystarczył‚a jedna chwila. Mój policzek, jego pięść‡, mocne uderzenie, cholery ból i krew na wardze. Mamy remis.
- Jak mi to wytł‚umaczysz?! - krew stróżkami spł‚ywał‚a mi po brodzie. Wytarł‚em ją… rę™kawem i odezwał‚em się™, nie patrzą…c na niego :
- Ja...ja był‚em taki zagubiony...Po naszej kłótni nie wiedziałem co ze sobą… zrobić‡!
- Wię™c najlepszym sposobem na rozł‚adowanie się™, był‚ seks na boku, tak?! - do Shirosakiego nie docierał‚y moje tł‚umaczenia. Z resztą…, do mnie też nie za bardzo przemawiał‚y. - Ichigo...- kolejne ł‚zy spłynꂳ‚y mu po policzkach, mieszają…c się™ z kroplami deszczu. - Ty...ty mi obiecał‚eś..obiecał‚eś›, że zawsze ze mną bę™dziesz...- miał‚ wtedy rację™. Zapewnił‚em go w noc przed naszą… kłółtnią…, że go nie zostawię™. Kł‚amał‚em, cho㇠nieś›wiadomie.
- Hichigo...- wyszeptał‚em jedynie. Mi również zacz꙳‚y pł‚ynąć‡ ł‚zy. Najpierw jedna, potem dziesę㇠kolejnych.
- Ichigo...ja cię™ tak kocham...- wyszeptał‚. Patrzył‚ w ziemię™. Wiedział‚em jednak,że nie przestał płakać‚. - Ichigo idioto! - krzyknął‚ nagle, co kompletnie zabił‚o mnie z tropu.Odwrócił‚ się™ i ruszył‚ przed siebie.
- Shiro! - jęknąłem. - Shiro to wszystko nie tak! Shiro!!! - stanął‚. Ucieszył‚em się™, choć nie trwał‚o to dł‚ugo. Nigdy nie zapomnę™ tego, co powiedział‚, kiedy odwrócił‚ się™ na chwilę :™ :***************************************************************************************************************************************************************************
Na początek przepraszam za jakość, ale coś mi sie zwaliło z kompuerem, naprawdę bardzo mi wstyd, ze tak to wyszło, ale chciałam dodać już dzisiaj, a nie jutro.
Wybaczcie mi, że tak kończę. Po prostu całe opowiadanie mam już podzielone, a te kończy się w taki właśnie, dramatyczny i niepewny, sposób. Ojejejej...powiało dramatem...ale nie łamcie się :) Jeszcze im się w życiu ułoży ♥
I jeszcze jedno. Przepraszam, że nie dodałam notki wczoraj, ale nie mogłam. Na następną część tez musicie trochę poczekać, bo będzie standardowo - w poniedziałek. No to wszystko. Dziękuję za uwagę

piątek, 3 stycznia 2014

WMZP - Opowiada Hichigo


   Kolejna nocia już przed nami. Ostrzegam, jest smutna. Nie płaczcie jak ja nad pisaniem tego! I jeszcze jedno. Kwestie o takim drukiem to prawdziwe myśli Hichigo. Będzie on próbował je zakamuflować, więc są oznaczone... A tak zwykły druk to jego chłodne, racjonalne myślenie :) (potem jednak się nawróci :) Rozpoznacie ten moment an pewno :) )

*************************************************************************************************************************************************
   Na początku była niepewność. Wahanie. Jednak to tylko przez chwilę. Potem już tylko dzikie podniecenie, nieopisywalna przyjemność i spełnienie. Tak...to wszystko jest tu, Ichigo, w twojej głowie. Niemal czułem to wszystko w moim ciele. Dotyk jego rąk i ust na twojej skórze. Wiem przecież, że to co zrobiłem, zabolało bardziej niż cokolwiek innego. Byłeś mi bez reszty oddany, ufałeś mi, a ja zawiodłem to zaufanie. Byłem głupi, robiąc i mówiąc te wszystkie rzeczy. Pewnie myślałeś wtedy "czemu", prawda? Ale ja nie znam odpowiedzi na to pytanie. Coś się wtedy ze mną stało...Ty..ty miałeś rację, uderzając mnie. Mój policzek płonął czerwienią i pulsował bólem. Słusznym bólem. Jednak, gdybym w tej chwili miał cie przed sobą, to ja bym uderzył.
******
   Przyśpieszone bicie serc, usta, w których się zatracasz. Dlaczego mi to robisz? Rozpalony do granic możliwości...taki właśnie jesteś. Czemu po prostu nie spłoniesz od tej namiętności? Jego dłonie..te cholerne dłonie błądzą po twoim nagim ciele. Dlaczego im na to pozwalasz? Wasze usta łączą się w pocałunku. Po raz kolejny, z resztą. To wprowadza cię w taki stan, że już nad sobą nie panujesz. Wreszcie on wchodzi w ciebie. Wcale nie stara się być delikatny. Stare rany w twym ciele otwierają się. Rany, które wcześniej ja ci zadałem. Podoba ci się. Jęczysz przeciągle. Pragniesz czegoś więcej. On spełnia twoją niemą prośbę. Jedna, jedyna chwila. Z resztą, nie masz już siły na więcej. Dochodzisz..Wcześniej tylko przy mnie to robiłeś. A ja? Ja? Nie wytrzymuję. Przecież wiem, że głupi jestem. Łzy..aż wstyd się przyznać. Najpierw jedna..Cały wodospad. Ryczę jak małe, oszukane i zranione dziecko. Tylko tyle jestem w stanie zrobić. Wiem, ze nic nie pomoże. Wiem, a jednak...Straciłem cię na zawsze. Właśnie tak mi się wydaje. Nie mogę dawać sobie nadziei, ze będzie tak, jak wcześniej. Jeśli ty byś do mnie wrócił, jak i tak bym cierpiał. Przez ciebie. Przeze mnie. Nie mam do tego siły. Wychodzę.Gdzie? Skąd mam niby wiedzieć. Na pewno jak najdalej od ciebie. Nienawidzę cię. Kocham cię. Debil. Idiota. Z ciebie. Ze mnie. Coś kapnęło mi na nos. To na pewno nie była moja łza. Rozpadało się. Gdzie mam iść? Czuję się taki zagubiony... Ja faktycznie się zgubiłem. Jestem w jakimś parku..Parku, w którym całkiem niedawno byłem z tobą. Nadal nie kojarzę tego miejsca. Idę pod najbliższe drzewo. Tam już nie moknę. Krople wciąż spadają...a nie, to tylko łzy. Zimno. Tak zimno...w sercu czuje pustkę. To przez ciebie? Czy przeze mnie? Wolę nie wiedzieć.
   Pociągam nosem. chyba się zaziębiłem. W myślach próbuje odgadnąć przyszłość. Nie prawda. W myślach mam tylko twój obraz. Czy...czy ja zawsze taki jestem...? Jaki? Sam nie wiem...Sam nie wiem dlaczego, wyciągam telefon. Przecież dobrze wiem po co to robię...Waham się nad twoim numerem. Może będę przeszkadzać? Chociaż dobrze wiem, że już to robić skończyłeś. Ale masz test. Naciskam czerwoną słuchawkę......dopiero po 3 sygnałach. Nie chce cię więcej widzieć. Chciałbym z tobą porozmawiać...Ja..Ja..Już nie wiem, co mam myśleć! Kocham cię nadal. Tak samo, jak wcześniej. Nawet bardziej. Tylko..czy ty czujesz do mnie to samo? NIE! Stop! To nie ja powinienem się nad tym zastanawiać! To ty..ty..ty mnie zdradziłeś. Nienawidzę cię!
   Dlaczego...Czemu..Jak..Po co..? Nie wiem tego. Tylko ty znasz odpowiedzi na te nurtujące mnie wciąż pytania. Wiem dobrze, że nie jestem bez winy. Chciałem nazwać cię dziwką. Gdybyś mnie wtedy nie uciszył, żałowałbym tego przez długie lata. Ale żeby od razu zdradzać?! Po tym wszystkim...? Przecież ty mi obiecałeś! Obiecałeś mi to! Obiecałeś, że zawsze będziesz tylko ze mną...I gdzie te twoje obietnice?!
   Stoję pod tym drzewem, w ręku trzymam przemoczony już telefon. Zastanawiam się, co robić dalej. Znowu zadzwonić? Odebrać, kiedy zadzwonisz? Nie, to już odpada. Więc co? Wrócić do twojego wewnętrznego świata? Nie, przecież do tego potrzebuje ciebie. A nie chcę cię widzieć, Jóż nigdy. Rozglądam się więc po parku. Nic specjalnego nie widzę. Wychodzę spod drzewa. Od razu zalew mnie woda. Nadal pada.. Idę przed siebie. Z tych bezsensownie ułożonych kroków wchodzę na most. Widać stąd prawie cały park. Nagle widzę, jak jakiś idiota biega po deszczu. Nawet kurtki przeciwdeszczowej nie wziął...ma tylko jakąś cienka bluzę i kaptur na głowie. Zastanawia mnie tylko jedno. Czemu ten gościu biegnie w moją stronę..? O cholera! Tylko nie to!





********************************************************************************************************
   Ojejku...krótko, smutnie, konkretnie i jeszcze te niezdecydowanie Hichigo...co ja najlepszego zrobiłam? No cóż, trudno, musicie to jakoś przeboleć. Następna część w poniedziałek.










środa, 1 stycznia 2014

WMZP - Pozbawiany wszelkiej godności

   A oto i obiecana część. WARNING! To, co tu przeczytacie może odmienić wasz światopogląd, lub po prostu mieć wpływ na dalsze losy opowiadania...
   Tu macie muzyczkę, która pomagała mi przy tworzeniu. Liczę, że się spodoba ^.^  *Muzyczka*

*****************************************************************************************************
   Rano obudziłem się bardzo wcześnie. Słońce dopiero co wzeszło. Nagle na myśl przyszły mi wydarzania z poprzedniego dnia. Wstyd się przyznać, ale płakałem tak długo, aż w końcu zasnąłem. Czułem się okropnie. Pozbawiony wszelkiej godności...Te słowa bardzo mnie dotknęły. Nie czułem nawet wyrzutów sumienia, że go uderzyłem. Gdybym tylko tego nie zrobił, powiedziałby coś, dzięki czemu nie chciałbym go znać. "Jeżeli teraz w ogóle chcę..!" - przemknęło mi przez myśl. Jak to się mogło stać? W jednej sekundzie z czułego kochanka, zmienił się diametralnie. Jeszcze nikt mnie tak nie potraktował. Nawet Renji. Wszyscy, z którymi dotąd spałem, byli w stosunku do mnie czuli. Nie tylko w łóżku, ale i na co dzień. Shiro niby też, ale wtedy...
   Nie wiedziałem, czy iść do szkoły. Byłem kompletnie rozbity. Przypomniało mi się jednak, że mieliśmy pisać test. Musiałem go zaliczyć. Głupia szkoła! Głupie testy! Jenyyyy!
   Po cichu zszedłem ze schodów. Miałem skrytą nadzieję, że Shirosaki jeszcze śpi. Niestety. Zastałem go siedzącego w kuchni z kubkiem kawy w rękach. Miał strasznie podkrążone oczy. Widać nie spał przez noc.
- Ichigo, możemy porozmawiać? - zapytał, kiedy zauważył, że zjawiłem się w tym samym pomieszczeniu, co on.
- Nie mamy o czym. - odparłem obojętnie.
- Owszem, mamy. - oświadczył albinos i spojrzał na mnie. - To co wczoraj zrobiłem, co powiedziałem...
- ...bardzo mnie zabolało. - przerwałem mu.
- Wiem, Ichigo...
- To dobrze. - nie chciałem o tym rozmawiać. - Dzisiaj w szkole mamy test. Nie musisz iść. - zmieniłem temat, nawet nie patrząc na Shirosakiego.
- Ichigo...
- Nie chce o tym rozmawiać! - przerwałem ponownie. - Nie dzisiaj...nie teraz.... - dodałem szeptem i poczułem wilgoć w oczach.
- Ale..no dobrze. A jutro?
- Zobaczę. - odpowiedziałem i wyszedłem. Niestety, nie obyło się bez paru łez. Hichigo znów był taki jak wcześniej...taki czuły i kochany...to bolało mnie najbardziej.
   Do szkoły dotarłem półtorej godziny przed egzaminem i wszelkimi lekcjami. Było bardzo, bardzo wcześnie. Zdziwiłem się, że mnie wpuścili. W budynku było dość ciemno. i chłodno. Po omacku znalazłem drzwi naszej klasy. Pociągnąłem za klamkę i wszedłem do środka. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że w środku już ktoś był...
- Renji! - wykrzyknąłem zdumiony. Czerwonowłosy siedział na jednej z ławek i znudzony wpatrywał się w okno.
- Ohayo, Ichigo. - przywitał się. Na mój widok się uśmiechnął.
- Co tu robisz tak wcześnie?
- O to samo mógłbym spytać ciebie.. - zaśmiał się Abarai. Miło było tak sobie z nim pogadać.
- No więc ja...nie mogłem spać. - skłamałem.
- Stres cię zżera?
- Tak jakby...a ty?
- Ja...No więc dzisiaj mamy ten test no i tak sobie pomyślałem, że przyjdę wcześniej i się jeszcze pouczę, tylko żadnej książki nie mam.
- Nic nie umiesz? - zachciało mi się śmiać.
- Nic.
- Hahahhaha...
- Oj co się śmiejesz?! Z resztą, skoro już tu jesteś, musimy pogadać. - spoważniał Renji. Podszedłem do niego i usiadłem na ławce obok.
- Stało się coś?
- To ty mi powiedz. Wczoraj wyczułem wyraźne wahanie twojego reiatsu...płakałeś? - mina momentalnie mi zrzedła. Faktycznie nigdy nie byłem dobry w ukrywaniu swojej aury...
- N-Nie! Skąd ci to przyszło do głowy?! - postanowiłem tradycyjnie udawać głupiego.
- Ichigo, nie kłam... - po tych słowach Renji chwycił mnie za przód koszuli i przyciągnął do siebie, po czym...pocałował. Krótko, acz namiętnie. - ...mnie przecież możesz powiedzieć... - wyszeptał. Zatkało mnie. Renji właśnie mnie pocałował! To było całkiem miłe, chociaż Shiro...ale...Mój mózg rozważał wszystko po kolei..W końcu zdecydowałem się powiedzieć, w czym problem. Zacząłem żalić się czerwonowłosemu, a on słuchał uważnie w milczeniu, co jakiś czas wypytując o jakiś szczegół. Kiedy skończyłęm, wyraził swoją opinię na ten temat :
- Skończony dupek. Zupełnie jak Byakuya!
- J-Jak to? - zadziwiłem się.
- Kuchiki był dokładnie taki sam. Najpierw czuły, delikatny, a potem..zaczął mnie po prostu wykorzystywać. Nie ważne, czy chciałem, czy nie. Miałem być na każde jego skinienie. Kiedy wreszcie mu się postawiłem, najpierw mnie olał, a później zerwał. To dokładnie tak samo jak u ciebie.
- No nie do końca. - mruknąłem cicho. Przecież Hichigo mnie nie olewał i na dodatek chciał się pogodzić. Chyba.
- Ichigo?
- Hmmm?
- Czujesz jeszcze coś do mnie? - to pytanie kompletnie zbiło mnie z tropu. Czułem, że powinienem odpowiedzieć pozytywnie, choć nie było to wcale zgodne z prawdą.
- No...sam nie wiem...Chyba... - tu zawahałem się, odpędzając od siebie obraz albinosa. - ...tak?
- Bo widzisz, ja myślę podobnie... - to już kompletnie zbiło mnie z tropu. Więc Renji wciąż mnie kochał? Czy może chciał po prostu wykorzystać sytuację? W myślach zacząłem szybko analizować całą sytuację. Do testu została godzina. Ja mam potrzebę i on. Zgodzić się? Musiałem się jeszcze upewnić :
- Renji, czy ty chcesz..
- Tak Ichigo, chcę. Tak strasznie cię pragnę... - po tej kluczowej wypowiedzi czerwonowłosy przylgnął do moich warg. Jego dłonie zaczęły błądzić po moich plecach. Westchnąłem cicho. Rozwiązałem jego kucyka. Jego włosy opadły kaskadami na odsłonięte już ramiona. Zacząłem cicho jęczeć mu w usta, zatapiając ręce w rubinowych włosach. Nie było już odwrotu.
- Ichi...ty tak słodko jęczysz.... - wydyszał między pocałunkami Renji. Mimowolnie uśmiechnąłem się. Shiro nigdy mnie tak nie skomplementował.




****************************************************************************************************************
   Ale ja zdjęcie znalazłam....W końcu jak yaoi to yaoi! Ostrzegałam przecież...