poniedziałek, 22 września 2014

Hospital - NOW! ~część 2

   - Pobudkaaa! ~~
   Ranną sielankę Ichigo zakończyła Momo Hinamori, pełniąca tego dnia dyżur, polegający na budzeniu pacjentów.
   - Shirosaki-san przyjdzie tu za 15 minut, proszę, aby do tego czasu rozbudzili się trochę państwo! - zawołała od progu i pobiegła dalej. Ichi z trudem uchylił powieki. Była dopiero 7. Nic dziwnego, że nadal był śpiący.
   Mimo to, podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł oczy. Następnie rozejrzał się po sali. Dwójka pozostałych pacjentów nic nie robiło sobie z pobudki i spała w najlepsze. Kurosaki zaczął myśleć, co by było, gdyby i on zlekceważył polecenie pielęgniarki. Uśmiechnął się na myśl o błogim śnie. I wtedy właśnie wszedł Shirosaki.
- No co tam? Widzę, że cieszysz się na moje przyjście. - zagadnął wesoło i usiadł na krześle obok łóżka, w którym leżał chłopak.
- To nie na twoje przyjście. - parsknął Ichi czując, jak się czerwieni.
- Jasssne. No, ale na flirty jeszcze przyjdzie pora. Teraz muszę cię zbadać. - zakończył Shiro i zaczął wykonywać rutynowe badania kontrolne na Ichim. Chłopak wszystko cierpliwie znosił, aż do momentu, kiedy Hichigo postanowił pobrać mu krew.
- O nie...na to się nie zgadzam! - zaprzeczył stanowczo, gdy zobaczył igłę.
- No co ty, nie bądź baba!
- Nie chcę i już. Będziesz musiał obejść się bez tego.
- W takim razie ty będziesz musiał obejść się bez pewnych informacji, które wczoraj udało mi się zdobyć ♥ - ten mały szantaż wystarczył w zupełności. Ichigo wyciągnął drżącą rękę w kierunku albinosa, by ten mógł pobrać krew. Zanim jednak to zrobił, zapytał, przemywając miejsce pobrania jakimś płynem :
- Na prawdę tak się boisz?
- Nie boję! Tylko...nie lubię widoku krwi. To wszystko.
- Mhm...Ja jednak nadal uważam, że się boisz...- szepnął złośliwie Hichigo, machając chłopakowi igłą przed nosem. Widząc to, Kurosaki zamknął oczy. Znowu zaczął się czerwienić. Po chwili wydusił z siebie, uchylają powieki :
- Może...troszeczkę...
- W takim razie chyba nie mam wyjścia..- powiedział Shiro sam do siebie i jedną rękę splótł z dłonią Ichigo, a drugą wbił igłę w żyłę rudzielca. Chłopak nie zdążył się połapać, kiedy pobranie dobiegło końca. Zawstydzony i zdezorientowany spuścił głowę w dół i wyrwał dłoń z uścisku Shirosakiego.
- Widzisz, to nic strasznego! Byłeś bardzo dzielny, więc powiem ci, czego się dowiedziałem. No więc tak... 6 września miałeś owy wypadek. Jechałeś sam, samochodem osobowym marki Nissan, śpiesząc się na jakąś uroczystość...
- Na jaką? - przerwał Ichi, podnosząc zaciekawione spojrzenie na rozmówcę.
- Tego nie wiem. Ale sądząc po garniturze, w jaki byłeś ubrany, było to coś ważnego. Nie pamiętasz?
- Niestety nie.
- Nie martw się. Już niedługo pamięć powinna ci wrócić. W każdym razie...moi podwładni postarają się dowiedzieć, gdzie mieszkasz, czy masz rodzinę i czemu takowej przy tobie nie ma...
- A powiesz mi coś więcej o wypadku? To była moja wina?
- Nie, nie twoja. Jakiś pijany facet przejechał na czerwonym i uderzył w twoje auto, miażdżąc całą maskę. Następnie zbiegł z miejsca wypadku. Świadkowie zadzwonili po pogotowie. A potem..potem trafiłeś tutaj.
- Dobrze...Dziękuje ci za to! Naprawdę dużo się dowiedziałeś..Jestem ci naprawdę wdzięczny.
- Miło mi. Aczkolwiek muszę zbadać jeszcze innych pacjentów, ale jeżeli chcesz to wpadnę do ciebie na przerwie obiadowej...
- Tak! - odpowiedział szybko Ichigo i uśmiechnął się, po czym, zdając sobie sprawie z własnego entuzjazmu, speszył lekko. - Um...to znaczy...rób jak tam sobie chcesz....
- Rozumiem...-  Hichigo w rzeczywistości rozumiał całą sytuację aż nazbyt dobrze. Uśmiechnął się po swojemu i poczochrał włosy rudzielca, który z takowego powodu podniósł głos o kilka decybeli. Spowodowało to, że jego następni pacjenci wreszcie się obudzili i mógł ich zbadać. Pierwsza z nich, Rangiku Matsumato była już w zasadzie zdrowa. Musiała pozostać jeszcze 4 dni na obserwacji i mogli ją wypisać. Drugi pacjent, Barragan, mężczyzna w dość podeszłym wieku miał się trochę gorzej. Hichigo musiał zaaplikować mu dożylnie lekarstwa, następnie wyszedł z sali, aby oddać krew Ichigo do analizy i porozmawiać z Unohaną, która była jego przełożoną.
   Tymczasem Kurosaki zjadł drobne śniadanie zaserwowane mu przez Honamori. Popił wszystko kawą zbożową i za radą pielęgniarki, zabrał do czytania książki, która leżała na jego nocnym stoliku. Nie miał pojęcia, skąd się tam wzięła, ale była całkiem niezła. Jedyne, co przeszkadzało mu w lekturze, to stały trajkot jego sąsiadki, rozmawiając przez telefon. Kobieta śmiała się i rozmawiała w najlepsze, kiedy on właśnie doszedł do ciekawego fragmentu. Starał się ją jednak ignorować, co nie wychodziło mu najgorzej.
   Na obiad podano mdłe curry i herbatę. Kurosaki ledwo co tknął swoją porcję. Po tym zadecydował, że już nigdy nie wróci do szpitala, zważając iż przechodzi tu niezłą głodówkę. Ale teraz jego organizm potrzebował jedzenia, by móc czerpać z niego wartości odżywcze.
   Hichigo przyszedł tak, jak mówił wcześniej : na przerwie obiadowej. Przysiadł się do Ichigo i zaczał rozmawiać z nim na różne tematy. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo na salę weszła Unohana - ordynator szpitalu Sasaki w Karakurze.
- Shirosaki-san, czy mogłabym prosić cię na chwilę? - zapytała łagodnie. Shiro natychmiast odpowiedział, że tak i razem wyszli na korytarz. Po ok 10 minutach albinos wrócił z powrotem, ale minę miał niewyraźną.
- Coś się stało? - zapytał szybko Ichi, domyślając się, że coś jest nie tak.
- W zasadzie...to tak. Znaleźli twój adres i zadzwonili na numer domowy...
- Czy to źle?
- Daj mi dokończyć. No więc zadzwonili, odebrał, zdaje się, twój ojciec...
- I co? - dopytywał Ichi.
- ...powiadomili go o twoim wypadku i o obecnym stanie zdrowia. Zaproponowali również dni i godziny odwiedzin. Ale twój ojciec...on...Eh, Ichigo...przykro mi, ale twój ojciec jasno i wyraźnie powiedział, że ma cię gdzieś.
- Że jak???
- ...Zapowiedział, że owszem, przyjdzie, ale tylko po to, aby przynieść twoje rzeczy z dotychczasowego mieszkania... Wybacz...
- ...Nic nie muszę ci wybaczać, przecież to nie twoja wina.- po policzkach chłopaka zaczęły płynąć łzy. Jedna po drugiej, bez przerwy. - Jesteś ze mną szczery aż do bólu. Dziękuje. - uśmiechnął się. Uśmiechnął, choć było mu naprawdę ciężko. Miał wypadek...a jego własny ojciec miał go gdzieś...Hichigo widząc stan pacjenta wstał i szybko zasłonił zasłonę otaczającą łóżko. Nim zaciekawienie spojrzenia pozostałych osób z sali do nich dotarły, oni nie byli już widoczni z żadnej strony. Shiro pochylił się nad Kurosakim i zbliżył usta do jego ucha. Zaczął w nie uspokajające szeptać :
- Nie płacz...Będzie dobrze.
- Jak może być..? - Ichigo spojrzał na albinosa krytycznie - Ta rozmowa miała jednoznaczny sens : mam się w "domu" więcej nie pokazywać. Wyląduje na ulicy...!
- Nie. Do tego nie dopuszczę. - Shirosaki poważnie spojrzał na chłopaka. - Zamieszkasz ze mną.
- Shirosaki-san?!?!
- Wystarczy Hichigo. Nie zostawię cię, na pewno nie po tym, co cię spotkało...
- A-Ale dlaczego...Przecież mnie nie znasz!
- Jak to nie? Nazywasz się Kurosaki Ichigo, masz prawie 20 lat i przez ostatni tydzień byłeś w śpiączce. Jesteś cudowny. Każda część ciebie jest doskonała. O tym mnie przekonałeś. - gdy to mówił, na twarzy rudzielca pojawiły się ogromne rumieńce. - I jeszcze jedno...jesteś uroczy. - wyszeptał patrząc prosto w zszokowane oczy Ichigo. Naprawdę...szczery aż do bólu.
- C-Czemu mówisz takie rzeczy od tak sobie?? - zdenerwował się.
- Nie wiem, kiedy nadarzy się kolejna okazja...
- A ja nie wiem, o co ci chodzi! Jeżeli...jeżeli masz coś do mnie, to gejem nie jestem! - Kurosaki nawet nie zauważył, kiedy przestał płakać.
- A czy ja mówię, że jesteś? Heh...Muszę przyznać, jestem ciekaw, jak teraz zareagujesz...A co by się stało, gdybym ja nim był? - zapytał z uśmiechem. Widok tak zagubionego i niepewnego Ichigo był dla Shiro prześmieszny. Ale właśne...to było również pociągające...
- P-PRZESTAŃ!! Idź stąd, nie mam humoru na takie żarty! Jestem zmęczony! - Kurosaki miał ochotę zapaść się pod ziemię. Jego własny lekarz ewidentnie sugerował, że jest nim zainteresowany. To znaczy, tak odebrał to pomarańczowowłosy.
   Hichi wstał i odsłonił zasłonę. Cały czas łagodnie się uśmiechał. Poprawił okulary, które zjechały mu na sam czubek nosa i skierował się do wyjścia. Cieszył się, że odwrócił uwagę Ichiego od rodzinnej tragedii. Chociaż na krótką chwilę.
   Tymczasem Ichigo okrył się kołdrą tak, że spod pierzyny wystawały mu jedynie włosy. Cały się czerwienił, serce chciało wyrwać się z piersi. Zaczerpnął głęboko powietrza w płuca i przez chwilę go nie wypuszczł. "Przecież to nienormalne!!!" - myślał. Jednak najgorsze było to, że wszystkie słowa albinosa sprawiły mu radość. Nigdy nikt mu nie powiedział, że jest doskonały. Cudowny. Uroczy. Nawet w snach nie spodziewał się czegoś takiego usłyszeć. W dodatku od innego mężczyzny.   
   Mimo iż bicie serca i "kolory" chłopaka wróciły do normy, nie wychodził spod kołdry. Bał się, że ktoś z pacjentów mógł usłyszeć o czym rozmawiali.
    Ale dlaczego reagował tak na komplementy innego FACETA? Przecież sam powiedział, że gejem nie jest, a tymczasem zachowywał się jak jakiś ukeś z yaoica. To do niego niepodobne! Więc...Czemu tak jest?
***
   Przez resztę dnia Shirosaki się nie pojawił. Kiedy nadszedł wieczór i jedna z pielęgniarek sprzątała po kolacji, Ichigo zapytał, czy albinos pojawi się na wieczornych badaniach. Kobieta zamyśliła się na chwilę, po czym odpowiedziała :
- Obawiam się, że Shirosaki-san wziął sobie pół dnia wolnego i już od południa go nie ma...Czy mam mu coś przekazać, gdy zjawi się rano?
- W zasadzie...mogłabyś poprosić, aby do mnie przyszedł? - rudzielec sam nie wierzył w to co mówił. Mimo wszystko czuł potrzebę wytłumaczenia zaistniałej sytuacji z mężczyzną.
- Dobrze.- powiedziała, po czym skineła lekko głową i wyszła.
   Z powodu nieobecności Shiro, wieczorne badania przeprowadziła Unohana-san. Ichi widział ją już drugi raz tego dnia, ale w chwili gdy jej szczupłe dłonie prześlizgiwały się po jego torsie, szukając jakichkolwiek komplikacji powypadkowych, mógł lepiej jej się przyjrzeć. Miała długie, czarne włosy zaplecione w warkocza z przodu, jasną cere, łagodne spojrzenie. W dodatku spore doświadczenie w tym, co robiła.
- Żebra zrastają się prawidłowo. Kołnierz można już zdjąć. A nadrastek... - urwała na chwilę, wykręcając jego rozbandażowaną dłoń we wszystkie kierunki - też jest OK. Jednak prosiłabym, abyś nie nadwyrężał go przez parę dni.
- Dobrze...- potwierdził cicho chłopak. Tymczasem Unohana zajęła się ściąganiem z jego szyi kołnierza. Kiedy już to zrobiła, popatrzyła na niego i zniżyła głos do szeptu.
- Jutro przyjdzie twój ojciec. Wiem, że to, co obecnie dzieje się w twoim życiu nie jest łatwe. Rozumiem to, co więcej mam propozycję. Towarzystwo innych pacjentów może cię lekko rozpraszać, dlatego też czy nie zechciałbyś przenieść się na parę dni do jednoosobowego pokoju? Zwykle zajmują go osoby potrzebujące niewielu badań. Co ty na to? Gdybyś już nieco ochłonął i w spokoju odzyskał pamięć wróciłbyś na tę sale.
- Jeny...Nie wiem, co powiedzieć...
- Wiedz zgódź się.
- Oczywiście, że się zgadzam! - niemal to wykrzyczał. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. - Dziękuje bardzo! Kiedy mogę się tam przenieść?
- Jutro po śniadaniu.
- Super...- kobieta wstała. Uśmiechnęła się i już chciała odejść, kiedy zatrzymało ją pytanie Kurosakiego :
- Unohana-san, skąd wiesz, że mój ojciec...że ja...moja pamięć..- nie umiał się wysłowić. Aczkolwiek czarnowłosa doskonale go zrozumiała.
- Wiem to i wiele więcej. Nie trać wiary, Kurosaki-san. Jest przy tobie ktoś, komu naprawę na tobie zależy i chce ci pomóc, nawet jeśli nie za bardzo wie jak. I bynajmniej, nie mówię tu o sobie. - znowu posłała Ichiemu łagodny uśmiech. Następnie, jak gdyby nigdy nic, przystąpiła do badania kolejnej pacjentki.

***********************************************************************
  Yo kochani! Kolejna część za tydzień, ale być może coś wpadnie wcześniej. Mój grafik powoli zaczyna się stabilizować :)
   Zachęcam Was do komentowania i pozdrawiam ^^

sobota, 13 września 2014

Hospital - NOW!

   To takie...dziwne. Obudzić się, nie pamiętając, kim się jest. Czemu się tu znalazło. Po uchyleniu powiek, światło dzienne niemalże pali.
   Tak. To jest dziwne. Wybudzić się ze śpiączki po tygodniu, jako pierwsze zobaczyć białe ściany i lekarza, łamiącego przestrzeń osobistą. Poczuć, jak serce zaczyna bić szybciej.

Biel tego mężczyzny oślepia jeszcze bardziej.

***
   Ichigo uchylił powieki, ale po tym, gdy poraziło go światło, niemal natychmiast je zamknął. Drugie podejście było już trochę lepsze. Chłopak otworzył oczy i omiótł spojrzeniem pomieszczenie, w którym się znajdował. Białe ściany zdawały się odbijać blask światła słonecznego.
   Jednak...jednak po swojej lewej stronie zobaczył coś, czego się nie spodziewał. Młody mężczyzna, około lat 22 patrzył na niego z troską swoimi bystrymi, złotymi oczami z czarnymi białkami. Na nosie miał okulary z ciemnymi obwódkami. Był przeraźliwie blady, można by powiedzieć, wręcz biały. Ichiemu przez chwile wydawało się, że obok niego znajduje się duch.
- Jak się czujesz? - zapytał albinos, nie spuszczając wzroku z rudzielca.
- D-Dobrze...- szepnął Kurosaki. W rzeczywistości strasznie bolała go głowa. I nic nie pamiętał. - Kim jesteś?
- Na tę chwilę twoim lekarzem.
- Czemu tu jestem?
- Nie pamiętasz? Zupełnie nic? - zapytał mężczyzna jeszcze bardziej pochylając się nad chłopakiem.
- Nie...to znaczy...niewiele...
- Dobrze, nie zmuszaj się na razie. Jeszcze ci się przypomni. Powinieneś dużo wypoczywać, wybudziłeś się właśnie ze śpiączki...
- Jak długo spałem? - Ichigo odwrócił wzrok od oczu albinosa. Jego spojrzenie go onieśmielało, dlatego głowę przewrócił na drugi bok.
- Tydzień. - odpowiedział lekarz. Następnie wstał z krzesła, na którym siedział i z szafki nocnej podał Kurosakiemu kubek z wodą. Trącił nim chłopaka w głowę, sprawiając, że tamten ponownie zaszczycił go spojrzeniem. - Napij się, na pewno suszy cię w gardle.
- Dzięki - mruknął Ichi i wziął od mężczyzny kubeczek z wodą. Gdy tylko jego spierzchnięte wargi zetknęły się z chłodnym płynem, poczuł niewiarygodną ulgę.
- No, nie przeszkadzam ci teraz. Powinieneś się jeszcze zdrzemnąć. Gdybyś się obudził i czegoś jeszcze potrzebował...To nazywam się Shirosaki i jestem twoim lekarzem oddziałowym. - zakończył albinos i zmierzwił włosy Ichigo, delikatnie się do niego uśmiechając. Potem odszedł. Kurosaki zaobserwował jeszcze, jak jego biały fartuch lekarski znika za drzwiami, po czym odpłynął w krainę morfeusza.
***
   4 godziny później Ichigo po raz drugi tego dnia odzyskał świadomość. Tym razem oczy otworzył pewnej niż uprzednio, wspiął się nawet na wyżyny swoich możliwości i podciągnął do pozycji siedzącej. Rozejrzał się po sali, w której leżał. Było to niewielkie pomieszczenie z białymi ścianami i wielkimi oknami na przeciwko chłopaka. Właściwie cała ściana, na przeciwko której leżał, była jednym, wielkim oknem. Po jego lewej stronie stało puste, nie zajmowane przez nikogo łóżko, po prawej dwa inne, jednak te miały już swoich "właścicieli". W tym, w którym stało najdalej od niego, spał starszy, przysadzisty mężczyzna, z siwymi włosami nie dłuższymi niż linia ramion. Natomiast w łóżku mu bliższym, siedziała kobieta z długimi, cimnoblond włosami. Czytała jakieś pismo dla płci pięknej z wypiekami na policzkach i malującym się na pięknej twarzy, skupieniem.
   Po lewej stronie, przy końcu pomieszczenia znajdowało się wyjście na korytarz. Ichigo lustrował je namiętnie spojrzeniem, mając nadzieję, że coś się od tego wydarzy. Po części miał rację. Nie minęła minuta, a na salę wszedł lekarz, z którym już wcześniej pomarańczowowłosy rozmawiał.
   Na widok siedzącego o własnych siłach Ichigo, uśmiechnął się promiennie i natychmiast do niego podszedł.
- Jak tam? Czujesz się trochę lepiej? - zapytał albinos, poprawiając Kurosakiemu poduszkę.
- Tak. Głowa przestała mnie boleć...
- To dobrze. Chcesz się napić?
- Z chęcią.- mężczyzna nalał wody do plastikowego kubka i podał go Ichiemu. Tamten od razu wypił całość.
- Okey. Mam z tobą parę spraw do przedyskutowania. - zaczął Shirosaki, usiadł na krześle, które zajmował już wcześniej, kładąc przed sobą teczkę i wynajmując z niej jakieś papiery. - Nazywasz się...?
- Kurosaki Ichigo. - albinos wpisał godność chłopaka na jeden z wyjętych przez siebie dokumentów.
- Ile masz lat?
- 20. Właściwie to jeszcze 19, ale za miesiąc mam urodziny...
- Dobrze. Kolejna sprawa...gdzie mieszkasz? - i tu zaczęły się schody. Chłopak chciał odpowiedzieć na to banalne pytanie, ale zabrakło mu słów. Nie pamiętał.
- Em...Ja...chyba...Uh...przepraszam. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć. - szepnął zawstydzony i spuścił wzrok na kołdrę, którą był przykryty.
- To może być powypadkowa utrata pamięci. Doszło do powikłań...No ale co się dziwić, nieźle cię poturbowało! - Shirosaki dostrzegł w oczach Ichigo smutek i obawę. Nie chciał, żeby chłopak przejmował się swoją chwilową amnezją, dlatego starał się go pocieszyć.
- A....co konkretnie mi się stało? - zapytał rudzielec, podnosząc wzrok na lekarza.
- No właśnie...liczyłem, że ty mi powiesz. Przywiozła cię karetka. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, uległeś wypadkowi samochodowemu. W każdym razie, ledwo udało mi się odratować twoją lewą nogę. W samochodzie została niemalże zmiażdżona. Ale teraz jest już dobrze. - uprzedził, nim chłopak sięgnął za brzeg kołdry i pociągnął. Jego lewa noga była w gipsie. Zaczął dokładnie przyglądać się sobie. W prawej ręce, jak zauważył nieco wcześniej, miał kroplówkę. Tors miał zabandażowany, bolały go żebra. Szyję miał w kołnierzu, lewy nadradstek miał także zabandażowany.
- C-Co mi jest dokładnie?? - zapytał przerażony.
- 2 żebra złamane, właśnie się zrastają, lewy nadgarstek zwichnięty, a kołnierz masz ze względów bezpieczeństwa. Naruszyłeś sobie trochę kręgosłup, a śpiąc strasznie się wierciłeś, więc kazałem ci go założyć.
- Aa co z tą nogą? Mogę chodzić??
- Na pewno nie teraz - roześmiał się Shirosaki - Ale będziesz mógł poruszać się samodzielnie za jakieś....1,5 miesiąca.
- A mój brak pamięci? O co w tym chodzi...?
- Amnezja mogła zostać spowodowana przez drobne wstrząśnienie mózgu, albo przez pewne niekorzystne zdarzenia...
- Nie rozumiem. - westchnął chłopak.
- Już tłumaczę. Chodzi o to, że sytuacja z przed lub w trakcie wypadku mogła być dla ciebie traumatyczna, więc twój mózg po prostu wymazał jej istnienie. To się zdarza bardzo często, a pacjenci odzyskują pamięć stopniowo, w okresie kilku miesięcy...
- To znaczy...że stało się coś strasznego? Wiesz może, Shirosaki-san, czy ktoś był wtedy ze mną w samochodzie? Znasz jakieś szczegóły? - zapytał Ichi, ze strachem.
- Hmm...nie, na tą chwilę nie. Aczkolwiek mogę się wypytać o szczegóły, jeśli chcesz.
- Oczywiście, że tak.
- W takim razie musisz wytrzymać do jutra.
- Dobrze...
- Czy masz jeszcze jakieś pytania? - zapytał Shiro, zachęcając pacjenta uśmiechem.
- Tak. W zasadzie.. to kilka. - Ichigo widząc ten szczery uśmiech, zarumienił się i ponownie zaczął oglądać kołdrę. - Czy ktoś...może przyszedł mnie tu odwiedzić? Ktoś z rodziny?
- Nie. Niestety nikt się nie pojawił...ale przynajmniej pamiętasz, jak się nazywasz. Na tej podstawie możemy odszukać twój adres zamieszkania i powiadomić twoich bliskich o twoim wypadku...
- Uhum...dziękuje.
- Nie ma za co. Jeśli mam być szczery... to ten brak rodziny wyczekującej wieści o tobie jest dziwny. Dlatego też to ja codziennie poświęcałem ci swój wolny czas...
- Serio? - Ichigo jakoś nie mógł w to uwierzyć.
- No...dodatkowo zarwałem parę nocek kontrolując twoje nocne szarpaniny z kołdrą...
- Przepraszam za kłopot! - Ichigo zaczerwienił się jeszcze bardziej na tę uwagę.
- Żaden kłopot. Gdyby nie to, że tak się wiercisz, byłbyś nawet słodki.
- 0__0 - Ichi zaczął płonąć czerwienią. Czy ten facet...go....podrywał? Nie zmieniło to faktu, że jego serce zaczęło nagle bić szybciej.
- No przepraszam bardzo że się wiercę - burknał pod nosem.
- Hehehe. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
- Tak. Jak masz na imię? - Kurosaki nie zdążył do końca przemyśleć tego pytania, a ono już zostało przez niego wypowiedziane..."Bakaaa baka baka!" - ochrzanił się w myślach.
- Noo tego to się nie spodziewałem... - odparł zaskoczony albinos. - Hichigo. Hichigo Shirosaki i mam 23 lata, gdybyś chciał się jeszcze zapytać ;p
- O-Okey! T-To znaczy, nie, żeby coś, ale w końcu poświęciłeś mi swój czas i...muszę się jakoś odwdzięczyć...i znać chociaż twoje imię...- zaczął się tłumaczyć. Hichigo tymczasem wstał, a na odchodne podchwycił wątek  "odwdzięczania" :
- Jasne jasne. Jeszcze mi się odwdzięczysz, chociażby w naturze ^^ A puki co, idę wypytać się o szczegóły twojego wypadku. Wpadnę jutro, żeby cię zbadać! - Ichigo patrzył na niego, aż nie wyszedł. W myślach zaczął zanalizować słowa Shiro - "odwdzięczysz (...) w naturze." ...
   Czemu on to powiedział? Czemu Ichigo wyczuł w tym delikatny podtekst...? Czemu...ten lekarz wydał mu się nagle nadzwyczaj inny, niż wszyscy, których dotąd znał?
   Czemu nie mógł doczekać się jutra?

***
   Wieczorem do sali weszły 3 pielęgniarki. Każda z nich podeszła do danego pacjenta. Jedna, szatynka z włosami związanymi w kok, podeszła do Ichigo i przedstawiła mu się :
- Dobry wieczór, nazywam się Momo Hinamori i będę opiekować się panem w tym szpitalu. Dzisiaj tylko zmienię kroplówkę. Chce pan może zjeść kolację? - zapytała, łagodnym, dźwięcznym głosem. Kurosaki jednak przecząco pokręcił głową. Na myśl o jedzeniu robiło mu się słabo. Dziewczyna przystąpiła do zmiany kroplówki, kontynuując rozmowę.
- To nawet lepiej, powinien pan zostać na czczo do co najmniej jutra. Żołądek może różnie zareagować na pożywienie.
- Tak...w końcu dość dawno nie jadłem - cicho przyznał jej rację.
- Dobrze...Skończone! - oznajmiła, uśmiechając się.
- Cieszę się. Kiedy będę mógł pozbyć się tego świństwa? - zapytał, odwzajemniając uśmiech i kątem oka zerkając na rurkę kroplówki, której jedna część kończyła się w jego ręce.
- Jeśli badania dobrze wyjdą, to niedługo. Jeśli pan pozwoli, pójdę już.
- Jasne, ale...powiedz mi jedną rzecz. W jakim właściwie szpitalu ja się znajduję?
- W szpitalu Sasuki, którego dyrektorem jest Ishida-san, a ordynatorem Unohana-san. Stracił pan pamięć, prawda? - spytała smutnym głosem.
- Em...Doktor Shirosaki powiedział, że to chwilowe...
- Rozumiem. To naprawdę dobry lekarz, więc nie ma pan powodów do obaw. No to...Dobranoc. - pożegnała się i odwróciła w stronę wyjścia.
- Jeszcze jedno! - zawołał za nią. - Możesz mówić mi po imieniu. Ichigo.
- Dobrze. Tak więc dobrej nocy, Ichigo-kun!
- Nawzajem.
   Tej nocy chłopak długo nie mógł zasnąć. Ciekaw był, jakie badania będzie musiał przejść rano. I czy..przeprowadzi je Hichigo? Niby nic takiego, ale na wspomnienie "swojego" lekarza, serce zaczynało mu szybciej bić, a ręce trząść.

   A może to po prostu także chwilowe komplikacje pourazowe?

**************************************************************************************
   Yo minna! Straaasznie się za wami stęskniłam! I chcę jeszcze raz Was wszystkich przeprosić. Na początku roku miałam naprawdę nawał obowiązków, lekcji, nowych zajęć... Oprócz zwykłych lekcji mam dodatkowo : polski 1h - obowiązkowo, 2h - lekcja rysunku, 1,5 h - lekcja śpiewu w zespole, 2h dodatkowego angielskiego (nad czym ubolewam najbardziej....) + pierdyliard zadanej pracy domowej jak i kartkowek do których muszę się UCZYĆ. A w weekend basen i coś czuję, że niedługo dojdzie jazda konna ;----; więc naprawdę, lekko nie jest. Powiem szczerze, że sporo myślałam, czy nie zakończyć działalności na blogu, ale ostatecznie postanowiłam wziąć się w garść i pogodzić wszelkie obowiązki, szkołę i bloga ze sobą. Mam nadzieję, że mi się to uda :)
   Naprawdę uwielbiam pisać, a moja wena chętnie współpracuje - nie mogę na nią narzekać ;p Jedyne z czym mam na razie problem to czas. W związku z tym :
~ na razie nie pojawią się nowe parringi. Aczkolwiek napewno je wprowadzę ^^
~ dodatkowe parringi nie będą miały stałego dnia tygodnia
~ jedyne, co będzie stałe to poniedziałki z HichiIchi
   Okeyy. Dzisiaj zaczynamy nowe opko w klimacie szpitalnym. Jak podoba się Wam 1- sza część "Hospital - NOW!" ? Bardzo proszę o Waszą opinię :>
   Na koniec : kolejna część za tydzień. Iii proszę o komentarze. One mnie wspomagają, na pewno przydadzą się w tym trudnym dla mnie czasie. Jeśli macie jakieś pytania dotyczące opo, to je zadawajcie, na pewno na nie odpowiem ^^
   Do przeczytania!

środa, 10 września 2014

UWAGA!!!

   Okey, chciałam usprawiedliwić swoją nieobecność.
   Mianowicie chodzi o to, że jest początek roku i z wieloma sprawami jest mi naprawdę trudno się ogarnąć. W skrócie : ostatnio  nie miałam WCALE A WCALE czasu wolnego na pisanie. Mam po 9 lekcji, zaczynając o 8 ;_____;
   Jest  mi naprawdę bardzo przykro ;_______; Dajcie mi czas do końca miesiąca, OBIECUJĘ, żę na samym początku października wznowię swoją aktywność.
  ~Gomenasai

poniedziałek, 1 września 2014

Cuda czasem się zdarzają

- Zangetsu-san? - dostrzegłem, że kątem oka spojrzał w moją stronę. Hehe...Jakby się tak zastanowić, to nieczęsto zwracam się do niego w ten sposób. Zwykle w ogóle nie gadamy. Cóż...tamtego dnia powód rozmowy był ważny. Nie przepadam za staruszkiem, ale trzeba mu przyznać, że jest mądry. Wie o wiele więcej, niż ja czy ten tam shinigami...
- Co się stało, hollow? - zapytał, nie dając po sobie poznać zaskoczenia.
- Uu...jaki niemiły. - syknąłem i skrzywiłem się lekko. - Mam już imię.
- I właśnie na ten temat chciałeś porozmawiać? - ...w pewnym sensie. - odpowiedziałem dopiero po chwili namysłu.
- Więc? O co chodzi? - Zangetsu chyba nie miał ochoty na zgadywanki.
- Głupie pytanie. O czym innym, niż o panu tego świata chciałbym z tobą mówić?
- ...
- No właśnie. Zauważyłeś, od jakiegoś czasu świeci tu tylko słońce? Wszelkie anomalie pogodowe ustały...Co to może znaczyć? Króla dawno tu nie było...
- Czyżby brakowało ci jego obecności? - zakpił, a ja w duchu poprzysiągłem, że kiedyś go zabije.
- Nie brakuje mi go! Tylko...w sumie, jakby nie patrzeć, król jest moją jedyną rozrywką tutaj. A ten spokój od jakiegoś czasu...moim zdaniem źle to wróży. -spojrzałem na niebo. Chmury leniwie przepływały w poziomie. Po chwili milczenia, wysiliłem się nawet na uśmiech. - Czy on tu w ogóle wróci? - zapytałem, mając nadzieję usłyszeć to, co zwykle.
- Nie wiem. - ta odpowiedź niezbyt mnie usatysfakcjonowała. - To zależy od niego.
- Wiem... a mimo wszystko...to boli.
- Nigdy nie myślałem, że powiesz na głos, co naprawdę czujesz. - skomentował, a ja zaśmiałem się cicho.
- Cuda czasem się zdarzają.
- To znaczy, że wróci.
*
   Od jakiegoś czasu wszystko było OK. Nawet bardzo OK. W szkole przestali naśmiewać się z moich włosów, ojciec po części ogarnął swoje zachowanie, pustych było co raz mniej, a na dodatek czułem jakiś dziwny spokój w sercu. Czułem, że wewnątrz mnie panuje harmonia, dlatego też nie martwiłem się zbytnio o hollowa czy staruszka. Życie wreszcie stało się proste. Chciałem, żeby już zawsze tak było. W połowie lipca było nadzwyczaj duszo i gorąco. Słońce paliło do żywego, a do tego lekcje stawały się coraz bardziej wymagające. Mimo to, nadal czułem się dobrze. Do czasu. Dokładnie w ostatni dzień lipca, Inue zaproponowała spotkanie. Byłem pewien, że razem z innymi świetnie spędzimy czas. Myliłem się. Gdy dotarłem na miejsce, Orihime była sama. Niby nic takiego, ale jakoś nie uśmiechało mi się przebywać sam na sam w jej towarzystwie dużo czasu. Lubiem ją, owszem, ale jakoś tak dziwnie było mi przy niej bez reszty. Co innego z Rukią, ale ona aktualnie przebywała w soul society. Od pewnego czasu Inue zachowywała się dziwnie... Była w stosunku do mnie inna, niż do reszty. Milsza. Tak więc, gdy zastałem ją samą, poczułem ucisk w brzuchu.
- Witaj, Kurosaki-kun. - powitała mnie jak zwykle.
 - Yo Inue. Co tam u ciebie?
- Wszystko w porządku..- tamta rozmowa była zwyczajna. Jednakże postronny słuchacz zauważyłby pewną rzecz...
- Czemu jesteśmy sami? Inni nie chcieli przyjść? - zapytałem, czując chęć dowiedzenia się prawdy.
- Um...- jej policzki spłonęły czerwienią. - Właściwie, to nie zapraszałam ich...Muszę powiedzieć ci coś ważnego, Kurosaki-kun. - oświadczyła, a nie doczekawszy się sprzeciwu z mojej strony, kontynuowała. - Już od dawna chciałam ci to powiedzieć, ale nie mogłam. Strasznie się bałam, teraz też tak jest. Jednak...Lubie cię...Naprawdę, bardzo cię lubię. - zatkało mnie. Nie odezwałem się słowem. Chyba chciała mi powiedzieć, że jestem dla niej ważny. Że zależy jej na mnie. Ja nie mogłem powiedzieć tego samego o niej. Przynajmniej nie w sensie, który oczekiwała. Myślę, że zaczęła podejrzewać, że coś jest nie tak, bo milczałem. Zrobiło jej się głupio.
- Um...Przepraszam, jeśli cię uraziłam. Chce tylko wiedzieć, co ty o tym...
- Nic nie sądzę. - urwałem. - Lubię cię, ale nie w takim sensie, co ty mnie. Dlatego...Nic innego nie moge powiedzieć. - przerwałem jej. Wyglądała, jakby za chwilę miała się rozpłakać. - Muszę iść. Do jutra, - pożegnałem się i odszedłem. Kątem oka dostrzegłem, że spuściła głowę w dół. Zraniłem ją, czułem się winny. To absurdalne uczucie zburzyło spokój, który od jakiegoś czasu we mnie zagościł.
*
    Pierwsza kropla deszczu spadła mi na sam czubek nosa. Zangetsu gdzieś się zaszył, ale ja nie miałem na to siły. "Więc wszystko wraca do normy..." -pomyślałem. Pozostało mi tylko czekać na króla...
*
   Po powrocie do domu od razu poszedłem do siebie. Rzuciłem się na łóżko, chowają głowę w poduszce. Poczułem się senny. Odpłynąłem. Obudziło mnie stukanie deszczu o szyby wieżowca. Jak się okazało, całe shihakusho miałem przemoczone. Z oddali zarys czyjejś sylwetki zbliżał się. Wstałem, mocniej zacisnąłem palce na mieczu, który zmaterializował się obok. Kręciło mi się w głowie. Obraz miałem lekko rozmazany przez deszcz...albo łzy...zaraz! Czemu ja płakałam..?
*
   Wyczułem jego obecność. Byłem cały mokry. On też. Mimo wszystko postanowiłem do niego podejść. Gdy zobaczyłem go z mieczem w ręku, roześmiałem się głośno.
-Hahahahahaha...No proszę... Wielki shinigami, król tego miejsca zniżył się do poziomu swego wierzchowca jak i sługi...
- Daj mi spokój...Hichigo...- to ostatnie słowo wypowiedział pod naporem mojego spojrzenia.
- Jesteś mi coś winien. Dawno cię tu nie było...
- To nie moja wina. - uciął krótko.
- Mimo to...Tęskniłem. - odpowiedziałem chytrze i podszedłem do niego na odległość wyciągniętych ramion. -Że jak..?!
- Mówię, że cieszę się, że już jesteś. - wyszeptałem i podszedłem jeszcze o krok. Zaraz o ten sam krok cofnął się Kurosaki.
- P-Przestań..czemu miałbyś...
- "Bo cię lubię. Naprawdę, bardzo cię lubię" - odpowiedziałem piskliwym głosikiem, starając się naśladować...
-...Inue. - szepnął tamten. Nie mogłem się powstrzymać. Roześmiałem się ponownie. - Skąd wiesz?! - zapytał mnie rudzielec.
- Ichigo...ja miałbym nie wiedzieć? To co, może od dzisiaj mówić do ciebie "Kurosaki-kun?" - zadrwiłem.
- N-Nie... - dla tak nędznego człowieka było to za dużo. Upuścił zangetsu na ziemię. Sam także osunął się na nią. Klęczał przede mną całkowicie bezbronny. Hehehe...Powinienem robić tak częściej.
- Naprawdę, jesteś żałosny. - syknąłem, patrząc na niego z góry. - Wystarczyło zwykłe wyznanie miłości w wykonaniu tej rudej suki, a ty już straciłeś panowanie nad sobą..Haha.. - nie odzywał się. Nie mógł zaprzeczyć. Na tym polegało moje zwycięstwo. - Co teraz zrobisz? Będziesz się zachowywać, jak gdyby nic się nie stało..? Hahaha!
- Zamknij się! - krzyknął nagle Kurosaki. - Ty nic nie rozumiesz...Jesteś bezuczuciowym, PUSTYM! Nic nie ma dla ciebie znaczenia..Liczysz się tylko ty i twoje własne potrzeby! Idiota! - tej obelgi nie mogłem tak po prostu "nie usłyszeć". Wszystko co powiedział wtedy na mój temat, bolało.
- I kto tu jest idiotą, mój królu... - szepnąłem. Błyskawicznie znalazłem się za Ichim, który nie zdążył jeszcze połapać się w sytuacji. Palcami ścisnąłem jego szyję. Jeszcze chwila...ale niestety. Wyrwał mi się i odsunął. - To TY nic nie rozumiesz...- dodałem jeszcze.
- Daj mi spokój! - wykrzyknął Ichigo i zniknął. Wrócił do swojego świata. Myślał, że tam uwolni się ode mnie...Błąd...Z resztą, kolejny.
*
   Gwałtownie zaczerpnąłem powietrza w płuca, które aż mnie przy tym rozbolały. Hichigo mnie przerażał. Niby nic nie wiedział, nie rozumiał...a tymczasem miał rację. Bałem się mu to przyznać. Przecież...to hollow.. Jeszcze chwilę rozmyślałem, po czym wstałem z łóżka. Zaczęła boleć mnie głowa. Uczucie to było nie do zniesienia. Miałem wrażenie, że rozniesie mi czaszkę... Shiro...
*
   Gdy Ichigo jest w "dołku" bardzo łatwo jest go wykończyć. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. W tym czasie nie jest dla mnie problemem, przedostatnie się do świata żywych. Z resztą Ichigo..miałem wrażenie, że zbytnio się nie broni. Tak, jakby pragnął, w głębi serca, czyjejś obecności po tym, co się stało. Phi...bezwartościowy szczeniak...
*
   Upałem na ziemię, trzymając się za głowę. Bolało, jak cholera. Zamknąłem oczy. Poddałem się woli swojego wierzchowca. Gdyby chciał, mógłby zrzucić mnie ze swojego grzbietu. Ale nie zrobił tego. Pragnął jedynie zaznać krzty wolności.
*
   Nie wiem, o co dokładnie chodzi, ale mnie to wkurza. Nie dość, że król, to jeszcze emo. Albo to depresja. Mimo to, częściowo czuję jego uczucia. Ból, gniew, smutek, radość. Przez bliżej nieokreślony czas wyczuwałem to ostatnie. "To dobrze" - myślałem - "Jeśli jesteś szczęśliwy, to i silny. Okey." Jednak...ta samotność...którą odczuwałem...którą częściowo ciągle czuję, jest nie do zniesienia. Myślał, że nic nie czuję. Nic. Jestem pustym. Ta nazwa nie wzięła się bez powodu. Cholera..! To wkurzające. Tylko dlatego, że większość ma na określony temat wyrobione zdanie, nie znaczy, że jest właśnie tak na 100%... Skorzystałem z tego, że był rozbity tak samo jak on wykorzystał sytuację, aby wygarnąć, co o mnie myśli. Wydostałem się. Zrobiłem to podobnym sposobem, którym przejmowałem nad nim kontrolę. Wyszedłem z jego ciała i stanąłem przed nim. Tak uległym. Tak żałosnym..klęczał na podłodze, po wystroju oceniłem, że w jego pokoju. Musiałem coś powiedzieć. Nie mogłem się powstrzymać :
- I co? Taki jesteś silny, a nawet nie potrafisz mnie zatrzymać?
- Zamknij się! - krzyknął. Nie zamierzałem wypełnić tego polecenia.
- Nie tym razem, królu.
- Powiedziałem ci już, nie jestem w nastroju. Wracaj do siebie..!
- Zmuś mnie. - to wystarczyło, aby rzucił się na mnie z pięściami. Unikałem jego ciosów, a kiedy były słabsze, parowałem je. Cały czas się uśmiechałem. Ciekaw byłem, czy zauważy...
*
   Moja cierpliwość się skończyła. Zacząłem walczyć, ograniczony przez ludzkie ciało. Hichigo unikał zarówno moich ciosów jak i spojrzenia. Nie dawało mi to spokoju. W końcu postanowiłem przemienić się w shinigami. "Żarty się skończyły" - pomyślałem - "Ostrzegałem..." Sięgnąłem ręką po swoją odznakę, ale nie znalazłem jej. Nie było jej przy mnie. Obleciał mnie zimny pot. Bezradnie wpatrywałem się w Shiro, który wyciągnął swojego Zangetsu.
- Co tam? Już ci przeszło? Hahaha - zapytał drwiąco, po czym się roześmiał się. Włożył rękę do kieszeni i wyciągnął z niej...- Tego szukasz? - znowu się roześmiał, machając moją odznaką.
- Oddaj to. - syknąłem, mrużąc oczy w gniewie.
- Chciałbyś. Ale puki co...to ja mam broń. - odpowiedział i wykrzywił usta w szerokim uśmiechu. Zdawało mi się...że wymuszonym?
- Czego ty ode mnie chcesz...? - zrezygnowany, usiadłem na łóżku, które lekko ugięło się pod moim ciężarem. Shiro wycelował we mnie mieczem - Najpierw wygadujesz głupstwa, kłamiesz, że tęskniłeś, potem dręczysz mnie...
- Stop. - przerwał mi nagle. Zaskoczony ucichłem i spojrzałem mu w oczy. Zawsze obecne w nich "iskry" zniknęły. - Skąd możesz wiedzieć, że wtedy kłamałem? - zapytał, po czym opuścił Zangetsu sprzed mojego nosa.
- Bo to nieprawda. Ty mnie nienawidzisz. - odpowiedziałem.
- Naprawdę tak sądzisz? Tak myślisz?
- Tak.
- Hm...Pytałeś, czego od ciebie chcę. - ten wzrok nie mówił mi już nic.
- Chcę twojej cnoty. - znieruchomiałem. Nie byłem pewien, czy dobrze usłyszałem.
- C-czego?
- Kurna, tego samego. Rozbieraj się. - podszedł do mnie i przyłożył mi ostrze do szyi. Zapiekło, po chwili poczułem jak stróżka krwi spływa mi na t-shert.
- Ja nie żartuję. - wyszeptał mi do ucha. Cały się spiąłem. Posłusznie zacząłem wykonywać jego polecenie.
*
    Najpierw zdjął bluzkę. Odrzucił ją na bok, zanim zajął się spodniami. Nie wiedziałem, czemu. Czemu to powiedziałem. To, że od dłuższego czasu zacząłem nieco inaczej brać go pod uwagę, wcale mnie nie usprawiedliwiało. Widziałem strach w jego oczach. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Został już tylko w bokserkach. Wpatrywałem się w niego w ciszy. W pełni świadomie dotarło do mnie, że teraz mogę zrobić z nim to, co zechce. Że jego życie, i nie tylko, należy do mnie.
- Widzisz, Ichigo...Ostrzegałem cię, że przyjdzie taka chwila, kiedy koń zrzuci swego pana. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że nie kłamałem. Przez ten czas, kiedy cię nie było, nudziło mi się. Dużo myślałem, rozmawiałem ze staruszkiem. I doszedłem do pewnych faktów. Źle mi bez ciebie. Nienawidzę, gdy cię nie ma. Gdy jesteś szczęśliwy, nie raczysz pofatygować się z wizytą. A teraz również mam ochotę dojść... - jego źrenice gwałtownie się zwęziły.
- Źle ci...beze mnie....?
- Tak właśnie powiedziałem. Nie przesłyszałeś się...a teraz...już wiesz. Tylko ty się liczysz. Nie powinieneś przejmować się tą rudą szmatą. Jeśli chcesz być silny...i chronić innych...to takie gówno nie może cię złamać.
- Ale Inue jest moją przyjaciółką. To nie takie proste...
- Domyślam się. Ale mimo wszystko...Dobrze, że nie dałeś jej złudnych nadziei. Chociaż tyle dobrego. - zakończyłem swoją wypowiedź i zrzuciłem z siebie górną część swojego stroju.
- A teraz przejdźmy do nieco przyjemniejszych spraw... - mruknąłem, siłując się ze swoim obi.
- C-co ty...chyba nie...boże, Hichigo, przestań..! - naprawdę się bał. Nic dziwnego. Perspektywa bycia rozdziewiczonym przez swojego hollowa wydawała się naprawdę straszna.
- Odwróć się. - powiedziałem beznamiętnie. Postanowiłem go trochę postraszyć.
- Shiro błagam...- w odpowiedzi ponownie naciąłem jego skórę na szyi. Zrobił, co powiedziałem, a ja zlizałem świeżą krew. Chwyciłem jednym palcem za gumkę jego bokserek i zsunąłem je z niego. Sam także rozebrałem się w całości. A Ichigo...cały nagi...cały mój...Krew zaczęła mi pompować nie tam, gdzie powinna.
*
   Czułem, jak rozchyla moje pośladki. Jak napiera na moje wejście i wsuwa we mnie coś sporych rozmiarów...syknąłem. Po chwili jednak ból ustąpił. Shiro powstrzymał się. Odetchnąłem głęboko. Nie wytrzymałem. Łza spłynęła po moim bladym jak ściana, policzku.
- No już...spokojnie. Żartowałem.
- Teme... - na nic więcej nie było mnie stać. W pierwszej chwili czułem ulgę, a potem kolejno złość, poniżenie i bezsilność. - I co ja mam robić... Już nic nie rozumiem! Jesteś chory...
- Hahahahha być może. Ale coś ci powiem. - odwrócił mnie przodem do siebie, ujął podbródek w dłoń. - To nie jest tak, że cię nienawidzę. Po prostu jesteś tępy. Już od jakiegoś czasu dużo dla mnie znaczysz. Ale ty nic nie zauważasz. Liczysz się tylko ty, twoje zasrane problemy i humorki, przez które nieustannie moknę. A ta kobieta mnie wkurzyła. Ty też. Ale Zangetsu mi coś powiedział : cuda czasem się zdarzają. A ja jestem hollowem innym od reszty. Zrozum to w końcu, łośku. - po tej przemowie zbliżył swoje wargi do moich i lekko je musnął. Tylko tyle. Byłem tak zaskoczony, że nie zaprzeczałem. Oddałem się chwili. Ale Shiro cofnął się i stanął na środku pokoju. - Wracaj do swojego nędznego życia. Już ci nie...
- Czekaj. - sam nie wiedziałem czemu, ale to co Shirosaki mi powiedział, sprawiło, że zrozumiałem. - Ja nie jestem gotowy...na tak wiele...nic nie obiecuję. Ale...- podszedłem do niego i wpiłem się łapczywie w jego usta. Język sam wtargnął do środka, splatając się z sąsiadem.
*
   Nie wierzyłem do końca w to, co się działo. Odwzajemniłem niezręczny pocałunek, analizując sytuację. Rudzielec właśnie dał mi szansę. Najpierw mnie nazwał. A potem dał szansę. Zangetsu miał rację.
- Heh...Nie sądziłem, że to wszystko okaże się być tak proste...Pamiętasz, kiedy nadałeś mi imię? To była wyjątkowa chwila. Ta też jest. Brnij do przodu. Nie oglądaj się za siebie. Ja będę cię wspierać. Będę tam, gdzie zwykle...
   Znów zaświeciło słońce. Chmury leniwie płynął po niebie. Teraz jest inaczej...lepiej.
Hichiichi
********************************************************************************** ***************************************************
    Yo kochani! Od razu ostrzegam, że dzisiaj się rozpiszę, więc uwaga :p
    Mam do Was parę spraw i wymagane są wasze odpowiedzi >w<
    Po 1 : czy następne dłuższe opko ma być
a) w klimacie szpitalnym
b) w klimacie więziennym ;3
Myślę, że od tematu szkoły sobie na razie odpoczniemy, gdyż takowa właśnie zaczęła się w życiu *smuteczeg* ;___; (jak tam u was rok szkolny? X) )
    Okey, po 2 : pierwsze GrimmUlqui wstawiam jutro. Cieszycie się? :33
    Po 3 : stały dzień na parringi odbiegające od głównego to piątek. Postanowiłam, że rozegram to w sposób następujący : w niezmiennie poniedziałki będzie HichiIchi, a w piątek będzie na zmianę : GrimmUlqui, ByaRenji, IkkaYumi, Nnoitra xTesla. I jeszcze tak dodam od serca, że nie będzie tu obowiązującej kolejności, po prostu będę dodawać coś z tego zakresu, a co, to już zależy od mojego humoru XD, weny i w dużej mierze od Was :) aaa co do tego piątku to pewnie ten dzień zmieni się jeszcze nie raz, zważając na mój plan lekcji :p
    Po 4 : to nawiązuje troszku do 1, a mianowicie - czy opko ma być 1-szo osobowe (jeśli tak, to kto ma pisać? Hichi czy Ichi?) czy 3-cio osobowe?
    Po 5 XD : na uroczystości typu - Boże Narodzenie, Walentynki, Wielkanoc, nawet Halloween czy tym podobne będę dodawać notki tematyczne, dodatkowe, HichiIchi. Nie zapominajcie o KONie, który odwiedza bloga co 5000 wyświetleń ze swoimi komicznymi wywiadami ;>>
    Dobraa to chyba wszystko...jak wspomniałam, GrimmUlqui jutro, a kolejny one-shot HichiIchi za tydzień. Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek inne pytania, zadawanie je w komentarzach, na wszystkie postaram się odpowiedzieć :> Dziękuje za waszą aktywność. Naprawdę. Tak mi miło :) Pozdrawiam Wszystkich ;)
Tak szczerze to jeszcze nie koniec XD Otóż rocznicę powstania obchodzimy we wrześniu ;33 mój blooog ma już roczek, jak fajnie :>> ARIGATOU WAM WSZYSTKIM ♥♥♥♥♥♥
   Łącznie 12 028 wejść, 64 posty, 206 komentarzy. Wzruszyłam się ;________;
   Urodzinowa notka w środę. 
Iii na razie jakoś nie mam weny na bonus do GJ. To musicie przeboleć...

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Gakusei Jidai XIII

   ~ Shiro i Ichi zostali sami.
**************************************************************************************************

   - Shiro...?
- Mmm?
- Wróć na badania. - zażądał Ichigo. 
- Chyba żartujesz! Boję się igieł! >_< a tak poza tym... - Hichigo podszedł do łóżka, w którym oparty o poduszkę siedział Kurosaki. Usiadł obok niego i chwycił jego dłoń w swoje. - Twoja rodzina już poszła...Nie musisz udawać. - wyszeptał. Pomarańczowowłosy nie odpowiedział. Milczał, wpatrując się w albinosa. Nagle z kącików jego oczu zaczęły płynąć łzy. Rudzielec nie próbował ich powstrzymywać. Pozwalał, by słona ciecz zalała jego policzki, usta. By skapnęła na kołdrę. W każdej z łez zawarta była cząstka bólu, upokorzenia, jakiego doświadczył. Chciał się go pozbyć. Zapomnieć.
   Ale niestety. Było tak, jak już kiedyś powiedział Shirosakiemu. "(...) nie uciekniesz od tych wspomnień. Możesz udawać, że ich nie ma, ale one pozostaną. Nie zmienisz przeszłości..." Pozostało mu się tylko z tym pogodzić.
   - Ichi... - Shiro przybliżył usta do ucha chłopaka i zaczął szeptać uspokajająco : - Już...wiem, że boli...
- A-Ale...Hichigo..! T-To..było okropne...
- Ciii..już nic  nie mów. Spokojnie. Jestem przy tobie. Już nigdy nie spotka cię nic podobnego.. - zacisnął dłonie na ręce Ichigo. - Przynajmniej...przynajmniej Eoki nie skrzywdzi już nikogo. Poszedł siedzieć..No..Nie płacz. Już wystarczy...
- Ekhem... - po sali, w której siedzieli, rozległo się głośne chrząknięcie. Albinos jak oparzony odskoczył od nastolatka. W drzwiach stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna, w przyciemnianych okularach i w długim, czarnym płaszczu. Cerę miał bladą, ale nie aż tak, jak Shirosaki. Na twarzy miał lekki zarost, oczy ciemne i bystre. Kiedy wzrok skierował na Ichigo, tamten miał wrażenie, że mężczyzna przeszywa go do cna.
- Zangetsu..! - zawołał cicho Hichigo. Rudzielec zauważył, jak zaciska dłonie w pięści i ze złością patrzy na swojego ojca.
- Nie chciałem przeszkadzać..Poza tym, nie przyszedłem do Ciebie.- odpowiedział i wszedł, zamykając za sobą drzwi. Następnie podszedł bliżej do łóżka, w którym leżał nastolatek. - Jak się czujesz? - Ichigo szybko otarł łzy wierzchem dłoni i odpowiedział.
- Już lepiej, dziękuję...
- To dobrze. A..jak ma się twój stan psychiczny? - Kurosaki spojrzał na niego ze zdumieniem. - Nie zrozum mnie źle..Po takich przeżyciach na pewno trudno ci się pozbierać emocjonalnie...
- Nie jest źle. Shiro mi pomaga...
- On? Pomaga? Też coś. Dotąd troszczył się tylko o siebie i włsne sprawy. To wręcz niespotykane, że on ci POMAGA...Ale jak już zdążyłem zauważyć, chyba jesteście ze sobą dość blisko...
- Wystarczy. - przerwał Shirosaki. - To nie jest żadne przesłuchanie.To co uważam za słuszne, a co nie, to tylko i wyłącznie moja sprawa. Idź stąd.
- Nie mów mi co mam robić. Powtarzam, nie przyszedłem tutaj do Ciebie.
- Em... - Ichi spojrzał nieśmiało na Zangetsu. - Chyba lepiej by było..gdyby Pan już poszedł...Muszę odpocząć. Ty też, Shiro. Idź dokończyć badania. 
- W takim razie, do widzenia. - pożegnał się chłodno mężczyzna i odszedł. Hichigo pogładził włosy Ichigo i także skierował się do wyjścia.
- Niech ci będzie...Zajrzę do ciebie później. - poszedł. Kurosaki odetchnął głęboko i położył się twarzą do okna, próbując zasnąć. O tak, sen zdecydowanie przydaje się po takich zajściach.
***
   Przez cały pozostały tydzień Ichigo był odwiedzany przez najróżniejsze osoby. Swoich przyjaciół, nauczycielkę, resztę klasy... Nikt do końca nie wiedział, co się stało z chłopakiem, Shiro już o to zadbał. Prawdę znali tylko członkowie rodziny pary. Tak postanowił Ichi, wiec tak zostało.
   Tydzień dłużył się i dłużył, mimo iż nastolatkowi nie brakowało zajęć. Uczęszczał na rechabilitację, rozmawiał  z psychologiem, przychodził Isshin wraz z Yuzu i Karin...A przede wszystkim Hichigo, który cały swój wolny czas spędzał z ukochanym, w szpitalu. 
   W końcu nadszedł dzień wypisu. Kurosaki miał już wszystkie rzeczy spakowane, ubrany był w normalne ubranie - jeansy i t-shert z nadrukiem swojego ulubionego, rock'owego zespołu. Shiro, który był przy wszystkim obecny, zarzucił sobie torbę pomarańczowowłosego na ramię i wyszli. Przed szpitalem czekał jego motor, którym odwiózł chłopaka do domu. 
- Jeśli bedziesz mieć chwilę, zadzwoń. - pożegnał się albinos i pocałował Ichiego w czoło. - Na razie.
- Uważaj na siebie! - zawołał za nim Kurosaki, po czym wszedł do domu. Tam powitała go miła niespodzianka - cała rodzina powitała go od progu, na stole był obiad, który, sądząc po wyglądzie, wymagał od Yuzu dużo pracy i wysiłku. Ojciec zniósł jego torbę na górę i razem usiedli do jedzenia. 
   Posiłek minął w miłej atmosferze, ale przy deserze Isshin zaczął rozmowę na trochę poważniejszy temat.
- Pamietasz, kiedy ok. pół roku rozmawiałem z tobą o przeprowadzce? - zapytał Ichiego.
- Tak..Ale ja nie moge. Dużo się wydarzyło...no i...nie mogę zoistawić przyjaciół, szkoły, Shiro...
- Rozumiem. ja też sobie to wszystko przemyślałem i doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie, kiedy jednak zostaniemy w domu.
- Naprawdę?!
- Tak. Poza tym, Masaki bardzo podobało się to mieszkanie..Sama tu wszytsko urządzała i była tu szczęśliwa. Nie powiniśmy stąd odchodzić.... - powiedział. Ichigo skwitował to uśmiechem. Był szczęśliwy, że może zostać, że dalej może być z Hichigo. No właśnie...
   Po uroczystym obiedzie chłopak udał się do siebie i zaczął rozpakowywać rzeczy. W międzyczasie zadzwonił do Shirosakiego i umówił się z nim na randkę, następnego dnia.
   Rano Ichigo wziął krótki prysznic, założył czyste bokserki, jeansy, czarny podkoszulek i dużą, bordową bluzę. Wysuszył włosy, przeczesał je palcami i wyszedł z domu. Z Hichigo umówili się w kawiarni, na mieście.
   - Hey - przywitał się rudzielec, siadając na przeciwko albinosa.
- Cześć - odpowiedział Shiro. Uśmiechnął się. Cieszył się, że z jego chłopakiem wszystko było już OK. Przynajmniej, z pozoru.
   Obaj zamówili kawę. Wypili ją, pogadali dla rozluźnienia atmosfery, następnie Shirosaki zapłacił za wszystko i wyszli. Po mieście powłóczyli się jeszcze trochę, po czym Shiro zaproponował, żeby pójść do niego. Nastolatek zgodził się. Zmienili więc kierunek na przeciwny i poszli, trzymając się za ręce.
   - Ichigo...myślisz, że moglibyśmy się już kochać? - zapytał Hichigo, patrząc czule w oczy Ichigo, który nagle zrobił się cały czerwony. Byli już w domu albinosa.
- Um...nie pytaj mnie o takie rzeczy... - szepnął Kurosaki, po czym spłonął jeszcze bardziej.
- No cooo, pytam o coś naturalnego, więc nie musisz się tak rumienić! - roześmiał się Shiro. Podszedł do nastolatka. Byli tak blisko, że prawie stykali się nosami. Ichi wiedział, co nastąpi. Pocałunek. Nie wiedział, czemu, ale zacisnął powieki i odwrócił lekko głowę. Czekał. Nic się nie wydarzyło. Otworzył jedno oko. Potem drugie. Hichigo stał z rękami splecionymi na piersiach i uśmiechał się inaczej..jakoś tak...delikatniej.
- Więc nie... - powiedział, jakby sam do siebie. Odwrócił się i wszedł do kuchni. - Chcesz się czegoś napić?
- Um..Shiro... - Ichigo poczuł się głupio. Mimo iż Hichigo tego nie okazywał, to był trochę zwiedzony. Ale co z nim?? Nie dał mu się nawet pocałować! Sam nie wiedział, czemu....uciekał....uciekał od bliskości...A przecież Hichi tyle dla niego robił! Kurosaki zacisnął dłonie. Podszedł do albinosa i wtulił się w jego pierś. - Przepraszam...
- A-Ale za co... - zdziwił się 3-cio klasista. Objął kochanka ramieniem. Tamten spojrzał mu w oczy.
- Tyle dla mnie robisz..Tak mnie wspierasz...A ja bym naprawdę chciał...się...no wiesz...
- Nie wiem :3 - odpowiedział złośliwie Shirosaki.
- No...kochać się...z tobą....
- AAA...o to chodziło...hehe...
- No ale....nie mogę...po prostu nie mogę, to jest dla mnie za...
- Okey. Przestań... - przerwał Hichi. - Zdaje sobie sprawę...Dużo przeszedłeś. Zaczekamy. Nie ma pośpiechu...
- Dziękuję... - wyszeptał Ichigo. Uniósł się na palcach i cmoknął ukochanego w usta.
- No widzisz! Robisz postępy. Pomogę ci trochę. - tym razem to Shiro zaczął pocałunek. Był on nieco dłuższy, niż poprzedni. Hichigo delikatnie muskał słodkie wargi kochanka, na końcu przygryzając dolną wargę Ichiego. - Dzięki mojej "rehabilitacji" już nie długo w pełni wyzdrowiejesz :)
- W to nie wątpię....

KONIEC ~

**********************************************************************************************************
   Yo kochani ^^ Mam nadzieję, że się podobało, nie wyszło kiczowato i że całość się udała ;) Łezka kręci się w oku, bo to już koniec...no, może w następny pon. oprócz one-shota, dodam tez mały bonus do tej części...
   200 komentarz należy dooo :
.
.
.
.
.
Anonim'a Anonimski'ego :3 Gratulację, proszę odezwij się do mnie na mój mail - wika9673@gmail.com
Tam wytłumaczę szczegóły nagrody ;p
A oprócz tego - 3 dedyki dla cb
G-R-A-T-U-L-A-C-J-E

   No, to do poniedziałku. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie ♥





wtorek, 19 sierpnia 2014

Gakusei Jidai XII

WARNING!
Uwaga miśki. Ta część jest brutalna, zawiera opis gwałtu, przekleństwa. Jeśli macie za słabe nerwy, lub po prostu brzydzicie się pewnych rzeczy, nie czytajcie. Robicie to na własną odpowiedzialność.

****************************************************************************************************
   Ichigo słyszał, jak deszcz zacina w dach magazynu. Zdawało mu się, że wszystkie krople łomocą w blachę, atakując jego uszy. Odkąd Arata gdzieś odszedł, czas zaczął mu się strasznie dłużyć. Było ciemno, ale jego oczy nijak nie mogły się do tego przyzwyczaić. Wydawało mu się, że kilka osób stoi przed podestem. Czuł ich spojrzenia na sobie. Ręce całkiem mu zdrętwiały, zakute w kajdany. Gdyby mógł, spróbowałby zasnąć. Sen przyniósłby ukojenie. Choć na moment. Na chwilę...
   W końcu zjawił się Eoki. Wszedł na podest i objął Kurosakiego w pasie, podobnie jak wcześniej Arata. Pod podwyższeniem było co raz więcej osób. Teraz był pewien. To nie była jego wyobraźnia. Z każdą chwilą dochodził ktoś nowy.
- Uwaga wszyscy! - zaczął Sudo. Zapanowała kompletna cisza. Jego głos niósł się echem po magazynie. - Dzisiaj swoją obecnością zaszczycił nas sam Ichigo Kurosaki. - gdy padło nazwisko rudzielca, rozległy się podniecone szepty. - Skoro już tu jest, pokażemy mu naszą gościnność. Każdy z was może mu ją okazać. Zasłużyliście na to. - po tych słowach, przejechał dłońmi po brzuchu nastolatka. Natychmiast przeszedł go dreszcz. Zaczął się szarpać. Wtedy ktoś jeszcze wszedł na podest i uderzył go czymś tępym w tył głowy. Natychmiast go zamroczyło, zaczął mieszać podłogę z sufitem, ale nie stracił przytomności. Cały czas był przy zmysłach. Czuł nachalne dłonie Sudo, które wędrowały co raz niżej. W końcu został pozbawiony spodni. I bokserek. Stał nagi i poniżony. Po uderzeniu głowa zawisła mu bezwładnie. Za nim Eoki mocował się z zapięciem spodni. W końcu udało mu się je ściągnąć. Chwycił Ichigo za włosy i szarpnął tak, iż tamten lekko się do niego wypiął. Następnie palcami rozszerzył sobie pośladki pomarańczowowłosyego i wszedł w niego. Kurosaki wygiął się w łuk, zacisnął dłońe na łańcuchu. Po policzku spłynęła mu łza.
- Widzę, że nieźle rozciągnięty...Powiedz, ile razy Shirosaki pieprzył cię po kątach?! - warknął Sudo i zaczął się poruszać.
   Ichigo czuł go w sobie. Nabrzmiały, pulsujący z podniecenia członek  penetrował go od tyłu. Co jakiś czas obijał się o prostatę. Jego ruchy były głębokie i szybkie. Mimo wszystko, Ichigo nie podniecił się. Czuł obrzydzenie. Było zupełnie inaczej, niż z Shiro.
   Owszem, wydawał jęki. Jęczał z bólu. Rżnięty przez przywódcę małej mafii, niczym zwykła dziwka. Ruchy Eokiego stawały się co raz płytsze, szybsze. Sapał ciężko, hamując jęki. Po czole płynęła mu kropla potu. Kurosaki poruszał się pod nim rytmicznie, tłamszony z całej siły za włosy. Dziwił się, że były 3-cio klasista mu ich nie wyrwał. Już nie uderzał o wrażliwy punkt we wnętrzu rudzielca. A jeśli już, to sporadycznie.
   Zaczął szczytować szybciej, niż Ichigo się spodziewał. Pod koniec stosunku, przyciagnął Ichigo mocno do siebie, wbijając się w niego głęboko. Nastolatkowi o mało co oczy nie wyszły z orbit. Czuł, jak wlewa się w niego ciepła, lepka ciecz. Sudo wydał z siebie długi, gardłowy odgłos i zaklął. Wyszedł z Ichigo i usiadł na krześle, które nie wiadomo kiedy, znalazło się na podejście.
- Kurwa...Ichigo...to był mój najlepszy orgazm. Kurwa...Zostań moją dziwką! - powiedział Eoki i roześmiał się. Był to pusty, zimny śmiech. Kurosaki cały czas pozostawał ledwo przytomny. Z odbytu, na uda, wpływało mu nasienie bruneta.
   Chwilę ciszy przerwał szczęk łańcuchów, gdy zostały one nieco opuszczone. Nastolatek klęczał na zimnej posadzce, z głową zwieszoną w dół. Czuł obrzydzenie. Do siebie, do tego, co się stało...Poczuł, jak zawartość żołądka podchodzi mu do gardła. Nie wytrzymał. Zwymiotował na podłogę, przed sobą. Sudo wstał. Popatrzył z obrzydzeniem na Kurosakiego.
- Jest wasz. - mruknął, po czym zszedł z podestu i zaszył się w cieniu, by móc w spokoju oglądać nadchodzące widowisko.
   Resztki nasienia, wymiociny i łzy, których przybywało, tworzyły niezbyt ciekawą mieszankę.
   Do pomarańczowowłosyego zaczęli zbliżać się 3-cio klasiści, mocujący się ze spodniami. "Boże...dlaczego...dlaczego?!.."

~~
   Łącznie 14 oprawców oprawców doszło w Kurosakim. Tym, którzy nie doczekali się swojej kolejki, musiało wystarczyć spuszcznie się na poszarzałą twarz nastolatka. Sam chłopak nie miał ani jednego orgazmu, ani razu się nie podniecił. Rżneli go jeden po drugim, szarpiąc go za włosy, drapiąc go i siniacząc biodra.
   Rudzielec cieszył się, ze jest na wpół nieprzytomny. Dzięki temu "znieczuleniu" ból nie był tak silny. Widział i czuł jakby przez mgłę. Jednak nie na długo. W połowie aktów, ból wymógł się, wszystko zaczynało przybierać na ostrości. Każdy odgłos, ruch, dotyk, docierał do niego ze zdwojoną siłą. Z odbytu, oprócz spermy, wypływała spora ilość krwi. Nikogo to nie obchodziło. Każdy chciał móc się zaspokoić. Kosztem Ichigo...
   Po 14 chłopaku, który w nim doszedł, Sudo wstał i oznajmił, iż czas się skończył. Kilku posłusznie zaprzestało, inni, właśnie szczytujący, wytryskiwali Ichiemu na twarz. Jeszcze inni onanizjowali się poza podestem. Podniecało ich to, co robili koledzy.
- Jaki uroczy...- Eoki podszedł do pomarańczowowłosyego i ujął jego podbrudek w dłoń. - Tak...naprawdę słodki. Dajmy mu wypocząć...zanim...nieważne. Rozejść się. - każdy odszedł do swoich zadań. Kurosaki pozostał nadal na uwięzi. Brudny. Spocony. Bolały. Jego ciało przechodziły dreszcze, ramiona unosił się w niemym szlochu. Łzy płynęły po lepkich policzkach, ale on nie mógł wydać z siebie żadnego odgłosu. Nic. Kompletnie nic. Zatrząsł się z zimna. Powietrze wydychane przez niego było parą. Głowa już od jakiegoś czasu wisiała bezwładnie w dół. Oczy same mu się zamknęły.
***
   Ichigo obudził się po półtorej godzinie. Miał wrażenie, że ten czas trwał znacznie krócej. Jednak oczu nie uchylił sam z siebie. Obudziły go krzyki, strzały z pistoletu, odgłos biegania, który niósł się po magazynie. Pierwsza jego reakcja była taka, że uniósł raptownie głowę. Widział ubranych na czarno mężczyzn, którzy bili się i strzelali do gangu Eokiego. Zakręciło mu się w głowie. Próbował wstać, ale nie udało mu się to. Stracił przytomność.
***
   Shirosaki wbiegł do magazynu zaraz za policjantami. Czuł niewyobrażalną złość. Ale też i strach. Bał się, co te typki zrobiły z jego Ichigo. I nie chodziło tylko o obrażenia fizyczne. Hichigo dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego też chciał jak najszybciej odnaleźć nastolatka.
   Policja wkroczyła jako pierwsza, a napotkawszy się z oporem, otworzyli ogień. Shiro nie przejmował się iż może zostać postrzelony. Sam zabrał ze sobą pistolet, który ukryty był w wewnętrznej kieszeni jego kurtki. Rodzina Kurosakiego czekała przed budynkiem. Tak samo jak i Zangetsu.
   Hichigo od razu go zobaczył. Skulony, nagi, skuty. Nie wahał się ani chwili. Rzucił się w wir walki, starając się jak najmniej przy tym ucierpieć. Biegł w stronę podestu, gdy nagle ktoś zamachnął się za siebie i uderzył przy tym Shiro prosto w skroń. Hichi złapał się za głowę, całe pomieszczenie zaczęło wirować. Rana krwawiła. Mimo to, albinos brnął do przodu. W końcu udało mu się dotrzeć do podestu, na który się wciągnął. Znalazł się przy Kurosakim. Uklęknął i delikatnie pogładził go po plecach.
- Ichigo... - szepnął. Chłopak podniósł głowę, uchylił powieki. Oczy miał napuchnięte od płaczu, na twarzy pozostały resztki zaschniętego nasienia. - Przepraszam...przepraszam, że nie znalazłem cię wcześniej. Wybacz mi..
- To nie twoja wina.. - wychrypiał pomarańczowowłosy i odchrzaknął. Shirosaki przyciągnął go lekko do siebie i objął. - Naprawdę...przepraszam...- Cała akcja zdawała się kończyć. Policjanci skuli i wprowadzili do radiowozów podejrzanych. Koszmar się skończył. Do Ichigo i Shiro podbiegła młoda funkcjonariuszka. Miała klucz, którym rozpięła kajdany nastolatka.
- Nie ruszajcie się. Karetka już jedzie. - poleciła kobieta i okryła rudzielca kocem. - Dobrze...zaraz ktoś tu przyjdzie i wyniesie cie na zewnątrz... - mruknęła sama do siebie, odwrócona do nich tyłem. Gdy odwróciła się ponownie, po dwójce nastolatków nie było ani śladu.
***
   - Bardzo cię boli? - szepnął Ichi, dotykając opuszkami palców ślady krwi na skroni Shirosakiego.
- Raczej ciebie musi coś boleć, skoro po tym, co przeszedłeś, masz jeszcze siłę martwić się o mnie. - obaj stali przed magazynem, czekając na przejazd karetki. Hichi trzymał pomarańczowowłosyego na rękach. W ten sposób, albinos przeniósł go tylnym wyjściem na przód budynku.
- Wiem...ale to moja wina. Sam jestem sobie winien. Na dodatek, jeszcze ty ucierpiałeś.. - mruknął Ichi. Zacisnął uścisk na szyi Hichigo. - To ja powinienem...
- Oi, przestań! - przerwał mu Shiro. - Naprawdę....nie przyszło ci na myśl, żeby zamiast przepraszać, podziękować?! Wiem, spóźniłem się... Boże..powiedz, ilu z nich cię dotykało?! Kurna...Nie mówię, że to nie twoja wina. Ale też cię nie obwiniam. Stało się. Może jeszcze tego nie czujesz, ale zmieniłeś się! Te całe zdarzenie znacznie wpłynęło na twoją psychikę! Więc, nie rób głupstw. Obiecuje, że więcej się nie spóźnię. Nie zostawię. Możesz na mnie polegać. Nie bój się. Będę cie chronić. Ty wzamian nie pakuj się w kłopoty. Obiecaj.
- Obiecuje. I...dziękuje... - nadjechała karetka. Shirosaki ruszył w jej stronę na rękach z Ichigo. Natychmiast dostrzegli ich Isshin, Yuzu i Karin. Cała trójka również pobiegła w stronę karetki.
***
   W szpitalu Ichigo Kurosaki został dokładnie przebadany. Ojciec Ishidy, za namową Uryu, osobiście tego dopilnował. We wszystkim rudzielcowi towarzyszył Shiro. Nie odstępował nastolatka na krok. Odmówił udzielenia sobie pomocy, choć ledwo trzymał się na nogach. W końcu badania dobiegły końca. Lekarze nie stwierdzili żadnych poważniejszych uszkodzeń wewnętrznych, ale mimo to, pomarańczowo włosy miał pozostać w szpitalu jeszcze tydzień, na obserwacji.
   Kiedy chłopak się wykąpał, do sali, w której leżał, weszła jego rodzina. Shiro nie był obecny, ponieważ prawie siłą zabrano go do przebadania.
- Ichi-nii! Jak się czujesz? - zapytała Yuzu.
- Już lepiej. Przepraszam, że musieliście się o mnie martwić...
- Ichigo, co ty wygadujesz...Głównym obowiązkiem rodzica jest właśnie martwienie się i troska o dzieci. Kiedy tylko zobaczyliśmy, że cię nie ma, zadzwoniłem na policję. Dowiedziałem się wtedy, że już ktoś zgłosił całą sytuację... W dodatku podał pewne szczegóły, choćby to, kto najprawdopodobniej cię przetrzymuje...Ehm...Yuzu, Karin, możecie zostawić nas na chwilę samych? - dziewczynki posłusznie wstały i wyszły. Ich zawiedzione spojrzenia mówiły, że chciały jeszcze posłuchać, co do powiedzenia w tej sprawie ma ich brat. Nie wyraziły jednak protestu.
- Kto to był?
- Mężczyzna imieniem Zangetsu. Zanim wszystko ci wyjaśnie, odpowiedz mi na jedno. Jakie relacje panują między tobą, a Shirosakim Hichigo? - Ichi zawahał się. Jak dużo wiedział jego ojciec? Jak dużo mógł mu powiedzieć? Gdyby tylko był przy nim teraz....
- A bardzo dobre, miło, że pan pyta... - w drzwiach sali stał oparty o framuge Shiro. Uśmiechał się jak zwykle, zadziornie, ale w jego oczach widniała troska. Czoło miał obowiązane bandarzem.
- Um...ale co łączy was dokładniej? - sprecyzował Isshin.
- Powiedzmy, że...mamy ze sobą gorący romans x3
- NANI?!?!?! - wykrzyknęli jednocześnie Kurosaki i jego ojciec.
- Widać, że spokrewnieni... =_=
- Z-Zaraz zaraz...Co tu się działo pod moją nieobecność?!?
- Hichigo!! - krzyknął zdenerwowany Ichi. - Nie mogłeś mu powiedzieć delikatniej?!? Zresztą, co tu robisz? Skończyłeś badania?!
- Tak jakby...- fuknął albinos. - Zwiałem w połowie....
- Wracaj tam natychmiast!!!
- Nie podniecaj się tak! To jeszcze nie koniec świata....
- STOP. Koniec tej bezsensownej kłótni. Ichigo...czy ty jesteś...
- Tak tato, jestem...nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób...ale stało się....
- Rozumiem. - westchnął Isshin. - Na szczęście jestem tolerancyjny...a wnuki przyniosą mi Yuzu i Karin :33
- =_= Tylko o to się martwisz...?
- Do rzeczy! Nie chcesz wiedzieć, co się potem działo?
- No...chcę...
- Właśnie. Po telefonie na policję kazali nam przyjechać na komisariat... tam zastaliśmy...
- Mnie i Zangetsu. - dokończył Shiro. - Chciałem sam cię szukać, ale...po namyśle powiadomiłem o wszystkim ojca. Razem pojechaliśmy na policję. Nie długo potem cię znaleźli...I to tyle...Jak się czujesz?
- Nie najgorzej...ale chcę mi się wymiotować. Po tym wszystkim...ciągle czuje w sobie...uh...tato, zabierz dziewczynki do domu. Poradzę sobie...
- Ale synu...jesteś po ciężkich przeżyciach...powinienem zostać i...
- To nie będzie konieczne...ja z nim zostanę. Jesteście pewnie wszyscy padnięci. A ja i tak muszę zostać w szpitalu..
- No...dobrze...Trzymaj się, Ichigo. Przyjdziemy jutro. - pożegnał się Isshin i wyszedł. Shiro i Ichi zostali sami.

****************************************************************************************************************************************
   Yo kochani! Na ostatnią część GJ czekajcie do poniedziałku. A potem...miesiąc one-shotów! Odpoczniemy sobie troszkę od dłuższych wątków. W między czasie postaram się wprowadzić GrimmUlqui, a potem być może ByaRenji, gdyż jest to chyba bardzo lubiany przez was parring :)
   No, to tyle. Do poniedziałku. W komentarzach piszcie, czy waszym zdaniem nie za bardzo znęcam się nad Ichim XD mile widziane również wrażenia z tej części ;)

  

niedziela, 17 sierpnia 2014

Gakusei Jidai XI

   Pomarańczowowłosy szedł już w deszczu dobre 20 minut. Parasol, który pożyczył z domu Shirosakiego nie był dobrą ochroną przed nawałnicą. Mimo, iż cały był przemoczony, nie zatrzymywał się. Swój plan wymyślił spontanicznie. Skoro Hichigo nie mógł (a raczej nie chciał) mu pomóc, musiał sam uporać się z sytuacją.
   Po kolejnych 20 minutach Kurosaki znalazł się na przedmieściach Karakury. Dalszą drogę zagradzały mu opuszczone magazyny. W ręku mocniej ścisnął parasolkę. Przyspieszył kroku. W końcu znalazł się przed jedną ze skorodowanych, stalowych konstrukcji. Zaczerpnął głośno powietrza w płuca i wszedł do środka.
   Gdy tylko znalazł się w środku, ktoś podszedł do niego od tyłu i wykręcił ręce, tym samym go unieruchamiając. Cicho syknął z bólu.
- Czego tu szukasz, smarku?! - warknął umięśniony chłopak za nim.
- Przyszedłem rozmawiać z Eokim..
- Jak się nazywasz?
- Kurosaki. Ichigo Kurosaki. - kiedy rudzielec to powiedział, poczuł, jak chłopak za nim jeszcze mocniej zaciska na nim ręce. Myślał chwilę, po czym puścił Ichiego.
- Pójdziesz za mną. Tylko ostrzegam, bez żadnych numerów! - Ichigo tylko skinął głową. Aby nadążyć za swoim "przewodnikiem" musiał biec zaraz za nim truchtem. Z każdym krokiem było co raz ciemniej. Mimo to, Kurosaki widział co raz więcej 3-cio klasistów, a nawet starszych, którzy przypatrywali im się z zaciekawieniem. Kilka osób zaczęło szeptać między sobą. Nastolatek czuł się bardzo nieswojo. Po chwili wędrówki doszli do metalowych drzwi przy końcu magazynu. Starszy chłopak otworzył je. Skrzypiały. Następnie pociągnął mocno Ichigo za ramię, wpychając go do środka. W małym pomieszczeniu stało obszerne biurko, na którym rozłożony za nim, na krześle, nogi, trzymał Sudo Eoki.
***
   Hichigo obudził lekki powiew wiatru. Otworzył oczy i rozejrzał się dokoła. Ichigo przy nim nie było. Zaniepokojony tym faktem pomyślał, iż chłopak pewnie robi sobie śniadanie. Odetchnął głęboko świeżym powietrzem i podniósł się z łóżka. Następnie zamknął uchylone okno w sypialni. Postanowił odświeżyć się pod prysznicem. Zachęcony tym pomysłem, udał się do łazienki. Wziął krótki prysznic, umył włosy.
   5 minut później był już ubrany i czysty. Zarzucił ręcznik na ramiona, aby mokre pasma włosów nie zamoczyły koszulki i poszedł do kuchni. Nie było tam jego kochanka. Ani w kuchni, ani w jadalni, ani na 1-szym piętrze. To zaniepokoiło albinosa. Choć nie było to łatwe, starał się zachować zimną krew. Podszedł do lodówki, chcą odnaleźć w niej coś zdatnego do jedzenia. Otwierając drzwiczki lodówki rzuciła mu się w oczy przymocowana do niej karteczka. Krótki liścik o treści :
"Nie umiem siedzieć bezczynnie.
Poszedłem rozwiązać parę
spraw. Postaram się wrócić
przed obiadem. Nie idź za
mną. Dam sobie radę.
                                               Ichigo"
   Shirosaki zgniótł kartkę w jednej ręce. Drugą zacisnął w pięść. "Cholera.."- pomyślał. Pobiegł do swojej garderoby, ubrał się błyskawicznie, w przedpokoju zarzucił na siebie bluzę z kapturem. Na nogi wciągnął glany. "Idiota...totalny Idiota...Kurwa!"
***
   Gdy tylko Sudo zobaczył Ichigo, zdjął nogi z blatu biurka i zaczął przyglądać mu się z niemałym zdziwieniem malującym się na podłużnej twarzy o ostrych rysach.
- Proszę proszę...- powiedział sam do siebie. - Kogo my tu mamy... - Ichigo zmarszczył brwi (bardziej niż zwykle)
- Przyszedłem pogadać, Eoki.- odezwał się śmiało. Jego głos drżał lekko.
- Zostaw nas samych. - polecił podwładnemu.
- Ale...Sudo-sama...
- Arata. - uciął krótko. - Poczekaj na zewnątrz.
- H-Hai... - gdy tylko osiłek wyszedł, Kurosaki podszedł do stołu i uderzył pięścią w blat.
- Jesteś największym dupkiem, jakiego znam. Obleśnym debilem, porażką. Rzygać mi się chce, jak na ciebie patrzę...Możesz mi łaskawie wytłumaczyć, czemu do nędzy, grozisz mojemu przyjacielowi?! - wydarł się rudzielec. Cała wściekłość, która już od jakiegoś czasu się w nim zbierała, uszła a niego. Ze złością wpatrywał się w małe, czarne, rozbawione oczy bruneta.
- Heh...Ichigo Ichigo...powiedz mi, czy wiesz, czemu od około tygodnia zarywam szkołę? - Ichigo spojrzał na niego ze zdziwieniem. - No właśnie...Nie wiesz. Pozwól, ze wytłumaczę ci parę spraw. Ktoś na mnie doniósł. Za to wszystko, co robiłem. Za handel, pobicia, molestowanie...czyli wszystko to, o czym szkoła nie wiedziała. Zapewne, nie byłeś to ty. Ani nikt z twoich przyjaciół. Powiem ci, kto to. - urwał. Nadal rozbawiony, sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wyciągnął z niej zdjęcie i rzucił na biurko.
- Shiro...?
- Tak...Hichigo Shirosaki. Ten twój przydupas...
- On nie jest...!
- Nazywaj go, jak chcesz. W każdym razie, mam przez niego presrane. Musiałem wynieść się z domu, rzuciłem szkołę. Prawdopodobnie szuka mnie policja. Shirosaki sobie u mnie nagrabił...oj tak...Ale wiesz, jeśli chodzi o ciebie...nie zrezygnowałem...- ostatnie słowa wyszeptał, uśmiechając się lubjeżnie. - Nadal chciałem cię mieć. Przyszedłeś tu, bo chodzi ci o Ishide Uryu..Tak...zacząłem mu grozić, chciałem, aby skłócił w pewien sposób ciebie i tego białasa...Nie wyszło. Nie dał się, dlatego zleciłem pobicie. Wiesz, ostatni raz wiele mnie nauczył...Teraz mam wielu ludzi. Naprawdę dobrych ludzi. Jesteś głupi, Ichigo... Shirosaki starał się cię chronić. A ty wystawiłeś mi się jak na tacy. Tym razem skorzystam na tobie podwójnie...Będziesz mój. A przy okazji zemszcze się na Shirosakim. Masz coś do dodania? - Ichigo był w szoku. Nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Wpatrywał się w Eokiego. - Nie? Szkoda. Koniec negocjacji. Arata! - do pomieszczenia wbiegł napakowany 3-cio klasista. - Wiesz, co robić. Ja zaraz przyjdę. - pomarańczowowłosy ponownie został unieruchominy z tyłu. Arata wykręcił mu ręce, aż zginął się w pół. Szepnął go mocno. Gdyby nie to,że go trzymał, upadłby na twarz. Nadal nie mógł uwierzyć...
   Arata wprowadził go ponownie do zaciemnionego magazynu. Poprowadził go na przeciwny koniec, gdzie stał wysoki podest, niczym do wieszania ludzi. Jednak zamiat liny z pętlą, z sufitu zawisły kajdany, w które został brutalnie zakuty. Były za ciasne, mimo iż miał drobne nadgarstki. Poczuł, jak krew przestaje mu dopływać. Ręce miał wniesione nad sobą. Pobrzękiwały łańcuchy. Następnie 3-cio klasista go przeszukał. Wyciągnął z kieszeni spodni wyciszony telefon i odrzucił za siebie. Nic więcej nie znalazł. Jednym, silnym ruchem zerwał z pomarańczowowlosyego t-shert, który również został rzucony za podest. Na koniec przybliżył się do zniewolonego Ichigo i objął go w pół, po czym szepnął mu do ucha :
- Będę czekać w kolejce..- nie musiał nic dodawać. Rudzielec czuł, że już po nim. Że tym razem nie może liczyć na Shiro..
***
    W tym samym czasie.
- Ichigooooo! - okrzyk Isshina rozniósł się po całym domu. Z dwiema ogromnymi walizami wkroczył do salonu; za nim weszły Yuzu i Karin. - Your dad's powrócił!!! Synuuu!!!
- Może Ichi-nii jest u siebie? - zasugerowała Yuzu, po braku odpowiedzi.
- Albo wyszedł. - rzuciła od niechcenia Karin i usiadła na kanapie.
- Nie sądzę...- mruknął Isshin. W taką pogodę? Yuzu, sprawdź czy jest u siebie..
- Tak tato. - odpowiedziała dziewczynka i wbiegła po schodach na górę. Zapukała 3 razy do pokoju brata, zanim weszła do środka. - Ichi-nii? - nikt nie odpowiedział. Pokój był pusty. Po dokładnym rozejrzeniu się, zbiegła na dół. - Nie ma go!
- Tak myślałem...To może oznaczać tylko jedno...
- Co mianowicie? - zapytała Karin.
- Ichigo został porwany!!!
***
   Hichigo próbował dodzwonić się do Kurosakiego, ale tak, jak podejrzewał, nastolatek nie odbierał. W głowie kłębiły mu się czarne myśli. "Cholera...Gdzie szukać?!..." Nagle wpadł na pomysł. Przyspieszył kroku, zmierzają ku szpitalowi.
   Na recepcji drobna blondynka poinformowała go, iż pacjent Uryu Ishida wyszedł ze szpitala w czwartek.
   Shiro odetchnął głęboko, starając się nie wybuchnąć. Grzecznie podziękował i wyszedł.
   Kończył mu się czas. Ishida mieszkał na drugim końcu miasta. Postanowił strzelać, to zawsze wychodziło mu najlepiej. Szpital znajdował się na sporym wzniesieniu. Z oddali widać było opuszczone magazyny. Wybrał jednak przeciwny kierunek.

********************************************************************************
   Yo kochani! Przepraszam, rozdział taki krótki, ale nie stykło mi czasu na dłuższy. W środę wynagrodzę! Obiecuję! ._.

Ogłoszenia parafialne! Sprawdzamy obecnść :)

   Yo kochani! Dzisiaj mam dla was troszkę ogłoszeń, proszę o przeczytanie i aktywność :)

   1. Wielki powrót! Jestem już w domciu :3 Nie było mnie 2 tygodnie, ale już wróciłam i będę nadrabiać wszelkie straty :)
   2. W tym miesiącu (sierpień) planuje skończyć GJ. I teraz pytanie, co wolicie dalej :
a) miesiąc (wrzesień) one-shot'ów
b) kolejne opko z dłuższą fabułą
   Głosujcie w komentarzach, potrzebna mi wasza pomoc. I bądźcie pewni, nic nie ucieknie, pytam, bo chciałabym wiedzieć, co wolicie najpierw ;)
   3. Zbliżamy się do 200 komentarza. Przypominam, że ten, kto trafi w 200 dostanie nagrodę specjalną (3 dedyki i możlowość wymyślenia fabuły do nowego opo)
   4. Jeśli chodzi o GrimmUlqui to pierwsze opko planuję dodać 2 września. Będzie to one-shot. Mam nadzieję, że powiecie mi, jak wam się to podoba. Myślę też, o ile czas mi pozwoli, że w 1 dzień tygodnia będę dodawać HichiIchi, a w 2 GrimmUlqui, co daje nam 2 notki na tydzień XD No, zobaczy się we wrześniu.
   5. Jeszcze jedno pytanko na koniec - jakie jeszcze parringi z Bleacha preferujecie? Osobiście dodam, iż strasznie nie lubie łączenia Ichigo w parkę z kimkolwiek oprócz Shiro. Więc od razu uprzedzam, że takich parkingów u mnie na blogu nie będzie...
   6. Tak wygląda mój "ranking" proponowanych parringów
            1_1 HichiIchi, oczywiście :>
            2_2 GrimmUlqui
            3_3 IkkaYumi (swoją drogą, strasznie mało ich w internetach ;-;)
            4_4 NnoiTes (chyba jakoś tak XD Nnoitra x Tesla)
            5_5 ByaRenji
            6_6 Aizen x Gin (chodź nie lubie Aizena XD)
Ii nie zabardzo lubie na odwrót. Chociaż IchiHchi da się znieść XD

Nom...i chyba tyle :p dziękuje za uwagę i zapraszam do komentowania :33 Kolejna część GJ jutro.

środa, 30 lipca 2014

10 000 + {ARIGATOU!} part 2

Notka dedykowana wyjątkowej czytelniczce - Czarnej :)

~....i po reklamach....~

- Yo! To znowu ja, Wielmożny Pan KON! Mam nadzieję, że nie zniechęciliście się reklamami! Teraz czeka na Was część 2 tego wyjątkowego wywiadu! Tylko u nas! Tylko teraz! RadioKon przeprowadzi do końca wyczekiwaną KONfrontację! Nigdzie nie odchodźcie! Na żywo za studiaaaa witamy naszego uciekiniera i jego boyfriendaaaa! Przed Wami Ichigo i Hichigo, bohaterowie parringu HichiIchi!!!! ~ KON

*do studia wchodzą Shinigami oraz albinos. Rudzielec włos zmierzwiony, koszula rozpięta, ślady malinek na szyi :3 Shirosaki ze swoim niezmiennym uśmieszkiem, prowadzi chłopaka do krzeseł*

- No i co? Mówiłem, że dzięki mnie zmieni zdanie >w< Hahahahaha! ~ SHIRO

- Dobra, prowadzimy ten wywiad czy nie...? ~ ICHIGO

- 0.0 C-Coś ty mu zrobił...?? ~ KON

- Heheheheh ma się te zdolności... :3 ~ SHIRO

- Okey...mniejsza o to..Przechodzimy do konfrontacji! Zacznijmy od Hichigo - o co chciałbyś zapytać Ichigo?? ~ KON

- Hmm to pytanie jest podchwytliwe! XD No dobra...Wolisz, kiedy robię TO palcami czy językiem?? Tylko szczerze, bo konsekwencję przeniosą się na nasze życie łóżkowe! Hahahahaha ♥ ~ SHIRO

- =_= jakoś się nie przyjąłem za bardzo...ale jeśli już chcesz koniecznie wiedzieć...*cały czerwony* to językiem =>_<= ~ ICHIGO

- To wiele wyjaśnia! Teraz twoja kolej, Ichigo! Zapytaj o coś swoje alter-ego!! ~ KON

- Bo ja wiem..?? Cóż...jeśli mam taką okazję to chce wiedzieć, co do mnie czujesz... ~ ICHIGO

- 0w0 KOCHAM CIĘ!!!!! WRACAJMY DOMU, CHODŹMY DO ŁÓŻKA!!!! ~ SHIRO

- 0.0 ~ KON

- C-Cooooooo???? J-Jak to..,byłem pewien, że znaczę dla ciebie tyle co zwykła zabawka... ~ ICHIGO

- Tsk ... Tak to se można...Mogłeś zapytać wcześniej... ~ SHIRO

- Ciekawe kiedy?? Wtedy, kiedy mnie zwiazałeś, czy kiedy mnie zakneblowałeś?!?! ~ ICHIGO

- Ups...I tu mnie masz >w< ~ SHIRO

- Czy to się nagrało?? :33 ~ KON

- Teraz ja :3 Powiedz, co o mnie myślisz! ~ SHIRO

- Jesteś nienormalny....A tak poza tym to całkiem ok. ~ ICHIGO

- Żeś się rozwinął, nie ma co.... ~ KON

- Jeszcze jedno pytanie...gdybyś nie mógł uprawiać ze mną seksu, to byłby...koniec nas? ~ ICHIGO

- Hahhahahhahahah! Głupie pytanie! Ja zawsze będę mógł, a jak nie to sobie wezmę siłą :33 ~ SHIRO

- 0_0 ~ ICHIGO

- Haha, wiedzę, że się rozkręcacie! Ale to nie koniec moich niespodzianek, które wyciągam niczym ASy z rękawa! Łączymy się na chwilę z Hanataro, powiedz nam, czy wszystko gotowe? ~ KON

- Tak! ~ HANATARO

- Dobrze...a zatem prosimy o pozbawienie Ichigo przytomności! Następne wydarzenia mogą być dla niego szokiem! ~ KON

- Już się robi...♡ Wybacz Ichi... ~ SHIRO

- Zaraz, cooo ...!! ~ ICHIGO

*jeb! Ichigo pada nieprzytomny na podłogę*

- Skoro już po wszystkim to zapraszamy tu do nas Orihime Inue, która zapowiedziała wcześniej iż zamierza walczyć o tego rudego debila! ~ KON
- Ojejciu! Co się tu stało? Kurosaki-kun! Trzeba go opatrzeć! ~ ORIHIME

- Nic się nie bój Orihimcia, to omdlenie jest w 100% kontrolowane! A teraz poznaj proszę hollowa Ichigo, który ma z nim romans, co oboje potwierdzili! ~ KON

- 0.0 To ty! To przez ciebie Kurosaki-kun myśli, ze jest homo! ;-; ~ ORIHIME

- Hahhahahhahahah NIEmiło mi cię poznać! Oj nagromadziło się troszkę tych powodów dla których z chęcią skręciłbym ci kark! ~ SHIRO

- Ah tak? W sumie to...mogę z tobą walczyć! Zwycięzca będzie mógł "mieć" Kurosaki-kuna dla siebie! *mroczna strona Inue...0.0* ~ ORIHIME

- Hahahahahhhahahaha bawisz mnie, dziewczyno! Ichigo jest mój w każdej chwili! I będzie! Od początku do końca! A ty się lepiej nie wtrącaj! Idź poświęcić cyckami gdzie indziej...=_= ~ SHIRO

- ;-; Jesteś taki niemiły! Kurosaki-kun na pewno wolałby mnie! ;-; ;-; ~ ORIHIME

- Hahahahaha nie w tej bajce! ~ SHIRO

- Ale to nie bajka! To anime, a ty się nie znasz! ;-; I do tego oszukujesz! ;-; Idę do Hueco Mundo...może Kurosaki-kun uratuje mnie jeszcze raz.... ~ ORIHIME

- Hahhahahhahahah jassssne. Ciekawe, jak zamierzasz...~SHIRO

*w ścianie otwiera się garganta, wychodzi z niej Ulquiorra*

- Czy dobrze słyszałem, kobieto? Zamierzasz wrócić? Myślisz, że po ostatnich wydarzeniach ktoś cię tam chce...? ~ULQUIORRA

- Ulquiorra! Przecież ty....! ~ ORIHIME

- Nie żyje? A jednak. Wybacz, że cię rozczarowałem..~ULQUIORRA

- Hahahahaha to się robi coraz zbawniejsze! Dobrze, że Ichigo tego nie widzi, popadłby na kompleks nie-umiejętnego-zabijania-wrogów... ~ SHIRO

- Ale jak to... ~ ORIHIME

- W przeciwieństwie do ciebie znalazł się ktoś, kto mi pomógł. Z perspektywy czasu zdaje sobie sprawę, że traktowałem cię zbyt dobrze... ~ULQUIORRA

- A-Ale kto...~ ORIHIME

*z garganty wychodzi ktoś jeszcze*

- Yo! Tęskniliście?!?! Haha! ~GRIMMJOW

- 0_0 ~ ORIHIME

- To ty?!?!? Ulquiorra! Nie mowiłeś, że ta ruda ździra tu będzie. No cóż...jak ją zabije to...już jej nie będzie! ~GRIMMJOW

- Nie grzesz mądrością, Jeagerjaques. Swoją drogą i tak nie wychodzi ci to najlepiej... ~ULQUIORRA

- Teme...Weś się odwal....! ~GRIMMJOW

- Więc widzę, że jesteśmy w komplecie! Muszę skorzystać z okazji! Mam jedno, krótkie pytanie do Grimmjowa!
- Streszczaj się. ~GRIMMJOW

- Czy to prawda, że w najbliższym czasie, razem z Ulquiorrą wystąpicie na tutejszym blogu?? ~ KON

- Niby nie powinienem zdradzać takich informacji, ale...taa, to prawda. Wystąpimy, zobaczymy czy spodobamy się ludziom. Jeśli tak, to myślę, że zagrzejemy tu miejsca na stałe... ~GRIMMJOW

- Kto wie... ~ULQUIORRA

- Okey, bardzo wspomogłeś mnie tym newsem! ~ KON

- Spoko...Ulquiorra, myślisz, że co powinniśmy w tej sytuacji zrobić? ~GRIMMJOW

- Tylko jedno... ~ULQUIORRA

~CERO!!!

- Aaaa! Rozwalicie mi studioooo! ~ KON

- STAAAAĆ!! *Ichigo zasłania Inue własnym ciałem, chroniąc się za Zangetsu* - Co wy tu robicie?? Obaj powinniście nie żyć! ~ ICHIGO

- Ż ty....! ~GRIMMJOW

- Daj spokój, Grimmjow. Idziemy. ~ULQUIORRA

- Ale....! ~GRIMMJOW

- Widzę, że naprawdę chcesz mieć przejebane w domu =_= ~ULQUIORRA

-.... *obaj wychodzą*

- Kurosaki-kun! Uratowałeś mnie! ~ ORIHIME

- Tsk...i po co to wszystko, Ichi? ~ SHIRO

- Skoro sytuacja się uspokoiła....Tobie już dziękujemy, Orihime, "walkę" o Ichigo wygrał Shirosaki :p ~ KON

- Coo? ~ ORIHIME

- No właśnie!! Jaką znowu walkę o minie??? 0.0 ~ ICHIGO

- Nieważne.... :33 ~ SHIRO

- >_< Szlag by to... ~ ICHIGO

- Chodźmy się pieprzyć 0♥0 ~ SHIRO
***
   - Hmm i to w zasadzie byłoby na tyle, jeśli chodzi o to wydanie RadiaKon. Na koniec dodam, iż dostałem pracę na stałe u adminki, przez to co 5000 wejść będę prowadzić dla was móją audycje :33 Starajcie się, to usłyszycie mnie niebawem! Jeśli macie pomysły na pytania, które mógłbym zadawać moim gościom to BARDZO PROSZĘ przesyłajcie je na GG adminki! Pomóżcie jej! XD ~ KON

******************************************************************************
   Yo kochani! Kolejna część GJ za 2 tygodnie, no chyba że będzie wifi nad morzem :) Słuchajcie KON'a! Przysyłajcie mi pytania, które mógłby on zadać swoim gościom w RadioKon :)
   Przepraszam jeszcze wszystkich wielbicieli (jeżeli takowi tu są) za sparodiowanie Inue, ale 1-nie dało się inaczej, no a 2-nienawidzę jeeeeej >_< *ciemna strona adminki....*XD