czwartek, 23 października 2014

Hospital - NOW ~część 5

   Ichigo dokuśtakał do łazienki męskiej o dwa korytarze dalej od swojego pokoju. Stanął naprzeciw lustra, kule odstawił na bok i oparł się rękoma o brzeg umywalki. Popatrzył na siebie samego przez pryzmat lustra. Oczy miał podkrążone, policzki czerwone, pomarańczowe włosy w nieładzie, a jego koszula od szpitalnej piżamy wciąż jeszcze przesiknięta była potem.
   Odkręcił wodę i przemył twarz. Naprawdę, nie miał siły mierzyć się z przeszłością. Było mu z tego powodu głupio, bo Shiro przecież pytał go, czy na pewno chce wiedzieć, co zdarzyło się przed wypadkiem. Gdyby powiedział, że nie jest...że nie chce...to byłoby mu ławiej. I to o ile! Jednak nie uciekł od problemu. Zmierzył się z nim, musiał liczyć się ze stratami...
   Zdawać by się mogło, że to odzyskanie pamięci przyniesie odpowiedź na wiele niewiadomych. Stało się jednak wręcz przeciwnie. Kurosaki układał sobie w głowie co raz więcej kolejnych pytań. Co stało się z Ayame? Z Hirako? Czemu żadne z nich nie przyszło go odwiedzić? No, w sumie to nie dziwił się Daichi. Ona miała święte prawo go nienawidzić. Ale Shinji? A jego inni przyjaciele? Chociażby ci, którzy byli u niego na wieczorze kawalerskim. Co z nimi..?
   Teraz nic mu już nie zostało. Nic, oprócz...
- Ichigo! - do łazienki wbiegł Shiro. Gdy tylko zobaczył chłopaka, od razu do niego podszedł i...mocno przytulił.
- Przepraszam. - szepnął, przyciskając do siebie zaskoczonego Kurosakiego. - Nie powinienem...ale to najszybszy sposób na zbicie temperatury. - wytłumaczył, po czym przyłożył wierzch dłoni do czoła rudzielca. - Już lepiej. - odetchnął, po czym na nowo przyciągnął do siebie chłopaka. Ichi się nie odzywał. W końcu niepewnie przeniósł ręce na plecy albinosa i wtulił głowę w zagłębienie jego szyi. Shirosaki był wyższy, więc bez problemu mu się to udało. Było mu tak miło...tak ciepło w sercu. Uśmiechnął się leciutko. Dał się ponieść chwili, stanął na palcach i delikatnie musnął wargami usta Hichigo. Shiro rozszerzył oczy na podkreślenie swojego zaskoczenia. Ichi nie przejął się tym jednak. Poprawił albinosowi okulary zjeżdżające z nosa i przytulił, tym razem z własnej inicjatywy.
   Stali tak ok.5 minut w absolutnej ciszy. W końcu Hichi niepewnie odsunął się od Kurosakiego i powiedział :
- Wiem, że ciężko ci po tym, co zobaczyłeś. Rozumiem, że wróciła ci pamięć? - pomarańczowowłosy skinął głową. - To dobrze...w każdym razie wiedz, że możesz mieć we mnie oparcie. Mów mi wszystko. Chcę wiedzieć, co cię dręczy. Chcę lepiej poznać. Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłem chyba mogę pozwolić sobie na odrobinę egoizmu...
- Dziękuje. Nie gniewam się już. - wyszeptał Ichigo, po czym chwycił dłoń lekarza. - Chodźmy. - powiedział i lekko go pociągnął.
   W końcu na powrót znaleźli się w pokoju chłopaka. Ichi wszedł do łóżka, a Hichi nakrył go kołdrą.
- Śpij. - polecił mu, po czym skierował się w stronę wyjścia. Powstrzymał go jednak głos Kurosakiego.
- Zostań...aż nie zasnę...- albinos uśmiechnął się, usiadł na skraju łóżka i zaczął gładzić włosy rudzielca, puki ten nie zasnął.
   Następnego dnia rano obudziła chłopaka Hinamori, która przyniosła mu śniadanie. Porozmawiali trochę razem, pośmiali się. Dzień zapowiadał się na udany. Potem dziewczyna musiała iść, tłumacząc się obowiązkami. O 9 przyszedł Shiro. Zbadał go, a następnie poczochrał po włosach.
- Wpadnę po południu. Do tego czasu ogarnij swoje rzeczy i tym podobne...
- A co się stało?
- Wracasz na salę obserwacji.
   Po obiedzie Kurosaki był już spakowany. Shiro nie pozwolił mu się nudzić, bo przyszedł zaraz po tym, kiedy chłopak ogarnął swoje rzeczy. Wziął jego walizki i razem poszli na salę obserwacji.
   Wszystko było tam na swoim miejscu, jedynie jego wcześniejsza sąsiadka o złocistych włosach, zniknęła. Ichigo dowiedział się od albinosa, iż owa kobieta wyszła już ze szpitala. Na sali było teraz jakoś tak dziwnie...spokojnie. Staruszek w kącie sali drzemał, pochrapując cicho. Kurosaki wszedł do łóżka i oparł się o poduszkę.
- Kiedy będę mógł zacząć rehabilitację? - zapytał Shirosakiego, który przysiadł się do niego.
- Jak zrosną ci się żebra - odpowiedział wesoło Hichi. Następnie, rozejrzał się wokół (czy aby nikt nie patrzy...), po czym pochylił się ku pomarańczowowłosyemu.
- Nie mogę się doczekać, kiedy u mnie zamieszkasz. - wymruczał mu do ucha. Kurosaki wzdrygnał się lekko. Jego serce znowu zaczęło bić szybciej, a jego policzki zalśniły szkarłatem.
- Czemu mówisz takie rzeczy...
- Jakie? :3
- No...nie uważasz, że to krępujące?
- Ani trochę. - i jakby na potwierdzenie swoich słów, pocałował go zachłannie. Z każdym ruchem ich języków, Ichi czuł narastające podniecenie. Nie rozumiał tego dokładnie. Mimo, iż był już z mężczyzną, to wszystko wydawało mu się dziwnie obce przy albinosie. Nagle na korytarzu dało się słyszeć odgłos damskich szpilek, stukających obcasami o podłogę. Jak na komendę, obaj odskoczyli od siebie i szybko przetarli usta. Na salę weszła dziewczyna. Miała długie do pasa, złociste włosy, kasztanowe oczy, duże, pełne usta w kolorze dojrzałych malin. Ubrana była w kremową bluzkę z długim rękawem oraz długą, luźną spódnice w kolorze ciemnej czerwieni. Rozejrzała się po sali, a gdy tylko ujrzała Ichiego od razu do niego podbiegła. To była Ayame Daichi.
- Ichigo!!! Dzięki Bogu, twój ojciec mówił, że nie żyjesz! Ale ja nie mogłam w to uwierzyć, po prostu nie mogłam! Przeszukałam wszystkie szpitale w mieście, ale w końcu cię znalazłam! - wszystko to wypowiedziała na jednym wydechu. Następnie ze łzami w oczach rzuciła się w "objęcia" Kurosakiego.
   Widząc całe to zamieszanie, Shirosaki dyskretnie wymknął się z pomieszczenia na korytarz. Poszedł do swojego prywatnego gabinetu. Kiedy już się tam znalazł, kopnął z całej siły w bogu ducha winne biurko. Był wściekły. Kim ona była? Za kogo się uważała? Shiro wiedział o niej tylko jedno. To ona była na zdjęciach, które pokazał chłopakowi. Do tej chwili nie widział, co ona dla niego znaczyła. Ale bardzo nie spodobało mu się, że rzuciła się na chłopaka, a ten nie wypowiedział ani słowa sprzeciwu. Hichigo odetchnął głęboko i usiadł w swoim fotelu, zakładając nogi na biurko. Zdjął okulary z nosa i przetarł je skrawkiem koszuli. Czyżby stawał się zazdrosny...? O jakąś kobietę?Eh...
   Albinos przebywał w swoim gabinecie około 15 minut, próbując się uspokoić. Kiedy w końcu mu się to udało, postanowił przejść się do recepcji i sprawdzić, czy miał jeszcze na dziś umówioną jakąś wizytę. Nie lubił swojej pracy. Kiedyś to ojciec wymusił na nim, aby poszedł na medycynę. Zrobił to, choć niechętnie. Kiedy skończył studia, nie pozostało mu nic innego, jak tylko zająć się medyczną specjalizacją. Ale nie sprawiało mu to przyjemności. Widok nagich kobiet, które musiał badać, obrzydzał go. Nie przepadał również za widokiem krwi. Tak jak Ichigo. Jednak to tylko kwestia czasu, aż się do niej przywyknie. Ale w końcu nadszedł dzień, kiedy do pracy zaczął przychodzić cały w skowronkach. Był to dzień, kiedy po raz pierwszy zobaczył Kurosakiego. No, i przy okazji się zakochał.
   Jak się okazało, dalszą część popołudnia miał wolną. Jedynie na wieczór zapowiedzianą miał jedną wizytę. Westchnął ciężko i ruszył w drogę z recepcji do sali obserwacji. Zamierzał sprawdzić, czy nie doszło do czegoś między rudzielem a nieznaną mu kobietą.
   Zamierzał już skręcić w drzwi na prawo, kiedy na niego wpadła. Cała zapłakana, zasmarkana i w stanie skrajnej rozpaczy. Ayame nawet nie przeprosiła. Szybko pobierała rzeczy, które z powodu zderzenia wypadły jej z torebki i pobiegła dalej, nie przestając płakać.
- Dział psychologii dziecięcej w drugą stronę. - mruknął w kierunku oddalając się postaci Shiro. Następnie ztrzepnął ze swojego kiltu niewidzialny kurz i wszedł na salę. Kurosaki siedział niewzruszony na łóżku, tempo wpatrując się w okno. Hichigo uśmiechnął się lekko i podszedł do niego.
- Aleś ty okrutny. - skomentował, splatając ręce na piersiach i stając nad Ichim.
- Musiałem...Wygląda na to, że nie zrozumiała za pierwszym razem...
- Kim była?
- Moją BYŁĄ narzeczoną. - Ichigo dokładnie podkreślił drugie słowo, dając tym samym Shirosakiemu do zrozumienia, że jest teraz wolny :>

********************************************************************************
   Yo Yo! Krótkie, ale na temat. Spóźnione, no ale cóż. Sprawdziany to zuoooo >-< Ale w sobotę rekompensata za wszelkie dotychczasowe braki. ^^ Będzie to ostatnia część H-N.
 

wtorek, 21 października 2014

UWAGA!!!

   Kochani moi! Wybaczcie opóźnienie z mojej strony, ale to wszystko wina 5 testów, które muszę pozaliczać w tym tygodniu. Ale nie martwcie się! Właściwie, to notka jest gotowa na dzisiaj, ale jest strasznie krótka. Postanowiłam więc dopisać do niej co nieco. Dodam ją jutro, obiecuję! A kolejną w sobotę - jako takie odszkodowanie :)
   I jeszcze jedno. ZMIENIAM DZIEŃ DODAWANIA NOTEK. OD PRZYSZŁEGO TYGODNIA JEST TO WTOREK.

niedziela, 12 października 2014

Hospital - NOW! ~część 4

- Ja...- Kurosaki zamyślił się na chwilę. - To nie jest tak, że jej nie znam. Wiem, że jest ważna. Że...jest kimś...prawie z rodziny..?
***
   Chłodne odmęty, zakamarki ludzkiego umysłu...Z pomocą drugiego człowieka można góry przenosić. A tymbardziej odzyskać to, co stracone.
   Ichi zamknął oczy. Pozwolił, aby jego umysł działał sam za siebie. Bardzo powoli zaczął analizować zdjęcia w myślach. Bardzo powoli, jakby przez mgłę, widział to, co już się zdażyło. Bardzo...Tak bardzo powoli odpływał...

   Tamten dzień był czymś, o czym Ichigo chciał jak najszybciej zapomnieć (bo chcieć to móc...uwaga na życzenia! XD). Z kolei Ayame była wyjątkowo uradowana i pragnęła zachować ten dzień w swojej pamięci do końca życia. Wreszcie miała stać się mężatką.
- Ichigo, tak się cieszę! - powtarzała w kółko. Ktoś mógłby zapytać, czy jej się to nie znudziło. Oczywiście, że nie. Najważniejsza osoba w jej życiu pragnęła razem z nią ruszyć w drogę ku świetlnej przyszłości.
   Tamten dzień był wyjątkowy. Ptaki ćwierkały, kwiaty wiśni kwitły w najlepsze.  Słońce przebijające się przez chmury, rzucało ciepłe promienie na suknię ślubną stojącą w rogu pokoju. Niestety, nie doczekała się ona właścicielki, która pochłonięta była wybieraniem odpowiednich butów. Ayame była szczęśliwa jak nigdy. Jednak. Po pokoju, w którym mocowała się właśnie z kolejną parą szpilek, rozległ się odgłos dzwonienia telefonu. Dziewczyna szybko odebrała komórkę.
- Moshi-Moshi? ♥
~ Ayame?
- Ichigo! - od razu się ucieszyła. - Gdzie jesteś? Czemu dzwonisz? Przecież do ceremonii zostało jeszcze 50 minut...
~ Ayame...Ja nie przyjadę.
- Aaa stoisz w korku? Hmm to ciężka sprawa, zadzwonie do mamy i na pewno...
~To nie tak. - Kurosaki był podenerwowany, jednak Ayame dopiero po chwili wychwyciła w jego głosie drżenie. ~ Ja...nie przyjadę w ogóle. Ślubu nie będzie.
- A-Ale jak to...nie wygłupiaj się!
~ Mówię poważnie. Jest mi naprawdę przykro, ale naprawdę nie mogę cię poślubić.
- C-Co...? - jej także głos zaczął drżeć. Z trudem przełknęła gulę w gardle, starając się nie wypuścić telefonu z dłoni.
~ Nie kocham Cię...Przepraszam.
- I-Ichigo! - wpadła w panikę. Sens jego słów w końcu do niej trafił. Po bladych policzkach zaczęły płynąć niekontrolowane łzy, rozmazując starannie zrobiony makijaż. - Dlaczego... - szepnęła.
~ Nie proszę o wybaczenie. Jednak naprawdę nie potrafię już dłużej robić ci nadziei. Nie szukaj mnie więc...jestem zupełnie inny, niż ci się wydawało..
- Więc czemu?!? - krzyknęła nagle. - Czemu przez cały czas kłamałeś?!? Po co mi się oświadczyłeś??! No po cholerę jasną?!?
~ Muszę już kończyć....
- Ichigo!!!
~pi pi pi.....~
   Ayame osunęła się na kolana. Ukryła twarz w dłoniach. Wstrząsał nią płacz, miała problemy z wzięciem głębszego wdechu.
   Świat Ayame Daichi posypał się na kawałki. Tak, jakby nigdy go nie było.
*
   ~dzień wcześniej~
    Wieczór kawalerski dobiegł właśnie końca. Wszyscy panowie, włączając w to Ichigo byli już ledwo przypomni. Większość z nich leżała na podłodze, chrapiąc w najlepsze. Po pokoju rozchodził się mocny zapach alkoholu.
   Kurosaki dźwignął się na nogi. Był pijany, jak jeszcze nigdy dotąd. Zataczając się straszliwie, zrobił parę kroków naprzód, by następnie runąć jak długi na podłogę, przez nogi jednego z kolegów.
- Szlag by cię...- mruknął pod nosem, uwieńczając imię winowajcy mieszanką przekleństw. - Cholera jasna, przecież ja jutro będę nieprzytomny! - Tak...mówienie do siebie po pijaku było w jego stylu. W dalszą wędrówkę przez pokój, udał się na czworakach. W końcu udało mu się dotrzeć do sypialni. Zmęczony, obolały, rzucił się na łóżko. Ale kiedy próbował naciągnąć na siebie kołdrę, napotkał opór.
- Co jest do...
SUPRISE!
W jego łóżku, pod jego kołołdrą, leżał wysoki, szczupły blondyn. Ichi od razu go rozpoznał. Nawet przez sen musiał się uśmiechać.
   Kurosaki szarpał się z kołdrą, próbując wyciągnąć ją z pod nieproszonego gościa, ale jego wysiłki spełzły na niczym. Westchnął ciężko i ponieważ było mu zimno, wysunął się pod pierzynę tuż obok blondyna. Zamknął oczy, myśląc, że wreszcie dane mu będzie się zdrzemnąć, jednakże chłopak, który leżał za nim, poruszył się i objął go w pasie.
- Ichigooo ~
- 0_0 - rudzielec próbował wyswobodzić się z uścisku, ale im bardziej się rzucał, tym mocniej blondyn przyciągał go do siebie. W końcu nie wytrzymał. Obrócił się w stronę natręta, chcąc zepchnąć go z łóżka, jednak ledwo co obmyślał swój niecny plan, coś zaczęło uwierać go w krocze. Zdezorientowany, zetknął pod kołdrę. Sprawcą całego zamieszania był Shinji, a dokładnie jego noga wysunięta między uda Kurosakiego.
- Noż kurna! Hirako! - wrzasnął Ichi.
- Czego się drzesz, debilu. - odpowiedział blondyn, otwierając jedno oko. - Głuchy nie jestem.
- Możesz łaskawie zabrać tą nogę? - warknął cicho pomarańczowowłosy.
- Nie.
- Jak to nie???
- Tak mi wygodnie.
- Zabieraj, albo wypieprze cię na... - nie zdążył dokończyć. Coś wilgotnego i ruchliwego przerwało mu do ust. Czuł, jak język Shinjiego napiera na jego wargi, wreszcie wdziera się do środka i tracą jego własny. W pierwszej chwili chciał jak najszybciej odepchnąć go od siebie, ale nie mógł się ruszyć. Jeszcze nikt go tak nie całował. To było niesamowite. Agresywnie zwiększył tempo pocałunku, czując jak stróża śliny cieknie mu po brodzie. Zawirowało mu przed oczami, czuł, że to nie tylko wina wypitego wcześniej alkoholu. Nim się spostrzegł, zaczął odwzajemniać pocałunek. Tymczasem kolano Hirako upchnięte między jego nogi zaczęło pocierać o jego przyrodzenie. Mruknął cicho, czując, jak twardnieje.
- A-Ach...- westchnął cicho, gdy rozłączyli już swe usta. - H-Hirako, przestań, przecież ja...
- Ciii. Nic nie mów. - szepnął tamten, jeszcze intensywniej poruszając nogą. - Przecież wiem, że tak naprawdę jej nie chcesz. - głos Shinjiego wwiercał się w głowę chłopaka, a on nie mógł nic zrobić. Nie mógł nawet zaprzeczyć.
- Aah..ilee ty o mnie wiesz? - zapytał zdezorientowany. Te lekkie pieszczoty sprawiały, że z każdą chwilą zwiększał co raz bardziej trzeźwość swojego umysłu.
- Wystarczająco dużo, aby być pewnym, że jesteś homo.
- Skończyłem z tym...Przestań...
- Zmuś mnie. - Blondyn po raz kolejny złączył ich wargi ze sobą, jednocześnie wysuwając dłoń pod spodnie i bokserski chłopaka. Ichigo jęknął, kiedy chłodna ręką zetknęła się z jego męskością.
   Wzdychał coraz głośniej. Shinji zaczął delikatnie trącać jego penisa opuszkami palców. W końcu zacisnął na nim całą dłoń, zjeżdżając nią raz w górę, raz w dół. Wystarczyła tylko chwila, aby Kurosaki doszedł z głuchym, przyciągłym jęknięciem. Hirako wyciągnął rękę z bokserek rudzielca, zlizując z niej resztki spermy.
- Pogadajmy jak dorośli. Przecież jesteśmy kumplami nie od dzisiaj... - powiedział blondyn, siadając okrakiem na biodrach przyjaciela. Jedną ręką unieruchamił jego dwie nad głową, drugą rozpiął jego koszulę. - Dlaczego tak się męczysz? Czemu dajesz jej nadzieję? - zapytał, gładząc go po torsie. Koszula była już w całości rozpięta.
- Muszę...Muszę! - wysapał z trudem Ichi.
- Nic nie musisz. To przez twojego ojca? - Shinji zjechał palcami na sutek Kurosakiego i ścisnął go.
- Ugh...On...On wiedział, ze jestem gejem. Powiedziałem mu...a on...wściekł się. - wtej samej chwili blondyn pogładził bliznę na żebrach chłopaka.
- To są skutki? - zapytał. Ichigo odwrócił wzrok i skinął lekko głową. - Rozumiem...I co dalej?
- Tydzień potem ojciec przyprowadził do domu Ayame, twierdząc ze jest córką jego kolegi. No i...zakochała się we mnie....
- Pod naciskiem ojca oświadczyłeś się? - Kurosaki ponownie skinął głową. Dłoń Hirako zwędrowała niżej, zsuwając z niego spodnie i bokserki. - Hmm. To nie w pożądku. - oświadczył, samemu się rozbierając. - Jeśli ją poślubisz, to nieszczerze. Nie możesz jej dawać złudnych nadziei...Sam dobrze wiesz, kim naprawdę jesteś. - powiedział i ułożył sobie jego nogi na ramionach.
- Zaraz! Co ty....! - wszedł w niego brutalnie, szybko, otwierając rany po wcześniej odbytych stosunkach. Ichigo krzyknął cicho. Nie chciał nadrobić hałasu, dlatego zatopił zęby w swoim nadgarstku. Poczuł, jak świeża krew spływa mu do ust, niosąc za sobą metaliczny posmak.
   Wkrótce zaczął pojękiwać cicho i sapać. Shinji cały czas uderzał członkiem we wrażliwy punkt w środku niego, co wywoływało niekontrolowane pojękiwania. Kropelki potu zalśniły na ich ciałach. Czuli się jak w transie. Ichi zaczął odpowiadać na szybkie, głębokie pchnięcią wypychaniem bioder w stronę kochanka, co potęgowało doznania. W krótce obaj zaczęli szczytować. Pierwszy doszedł Kurosaki, brudząc ich ciała nasieniem. Skurcz mięśni w nim, spowodował, iż Hirako spuścił się mu do środka. W końcu wyszedł z niego i opadł na miejsce obok. Ichigo sięgnął po kołdrę, którą okrył ich obu. Spletli swoje ciała ze sobą, nie zważając na resztki spermy na pościeli. Obydwaj bardzo szybko zasnęli, w głębi duszy nie chcąc, by nadszedł dzień kolejny.
   Rankiem Ichigo obudził się z potwornym kacem. Była godzina 10, kiedy rozbudzony do reszty, usiadł i przetarł oczy wierzchem dłoni. W pokoju, w którym jeszcze parę godzin temu tak namiętnie kochał się ze swoim przyjacielem, nie było nikogo. Tylko on sam jeden. Tak, jakby wszystko, co stało się do tej pory było jedynie snem.
    Nie za bardzo to wszystko rozumiał, jednak już po chwili wstał i poszedł do łazienki, wziąć krótki prysznic. Zmył z siebie resztki nasienia - jedynej rzeczy, którą utwierdziła go w tym, że TO wszystko nie było jedynie snem. Do tego dochodził jeszcze ból w dolnej części kręgosłupa, ale to już nieco inna historia...
   W swoim pokoju ubrał się i wysuszył włosy. Jego koledzy poszli do swoich domów rano, gdy jeszcze spał.
   W końcu poszedł do kuchni z zamiarem przygotowania sobie śniadania. Tam spotkała go niespodzianka. Śniadanie było już zrobione, a przy kubku z zimną już kawą, leżał kawałek kartki. Kurosaki szybko do niego podszedł i przeczytał :
                           "Nie chciałem cię budzić, dlatego zrobiłem
                             Ci śniadanie i wyszedłem. Heh..Więc to już
                             dzisiaj. Mój mały, kochany Ichiguś bierze
                             ślub z osobą, której nawet nie kocha...
                             Cóż. Pozostało mi życzyć ci szczęścia. Ale
                             pamiętaj, nikt nie może za ciebie decydować
                             w TAKICH kwestiach. Dlatego rób, co uważasz
                             za słuszne :)
                                                                                                  Hirako"
   Tak...ten list podziałał na niego otrzeźwiająco. Czuł się, jakby dopiero teraz obudził się ze śpiączki, w którą zapadł w chwili, gdy poprosił Ayame o rękę. Boże, przecież on naprawdę jej nie kochał! Nie musiał długo myśleć nad tym, co zrobi dalej. Spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i pieniądze do plecaka, wsiadł w samochód i pojechał do Shinjiego. Niestety, nie zastał go w domu. 13:10 . Był już pewien. Chwycił telefon i wybrał numer Ayame.

To szalone...
~
Po rozmowie z impetem rzucił komórkę na tylne siedzenie. Odetchnął głęboko i przetarł oczy. Przekręcił kluczyk w stacyjce, z zamiarem pojechania do jednego z barów, w którym przywykł się odstresowywać. Jechał o wiele za szybko, krew uderzyła mu do głowy. Mimo to, zatrzymał się na czerwonym. Chociaż nigdy tego nie robił, miał wielką ochotę zapalić. Westchnął głęboko.
   To stało się nagle. Rozpędzony samochód uderzył z całym impetem w auto Ichigo od strony pasażera z przodu wozu. Poduszki powietrzne otworzyły się, głowa chłopaka poleciała bezwładnie w tył i uderzyła o siedzenie. Jego ręka wykręciła się pod dziwnym kątem, a noga została zmiażdżona przez wklęśniętą stal.
   Ratownikom medycznym niezwykle trudno było wyciągnąć Kurosakiego z samochodu.
   Sprawca zbiegł.
   Przyszłość pękła niczym mydlana bańka. A zresztą, nie tylko on w tym wszystkim cierpiał.
  
   Przed oczami zapadła mu ciemność. Na bardzo, bardzo długo.

***

   - ...chigo.! I....go! Ichi....go! - nawoływania Shirosakiego docierały do niego niczym przez mgłę. - Ichigo!!! - chłopak zerwał się gwałtownie do pozycji siedzącej, otwierając oczy. Hichigo, który nieźle się tym wystraszył, spadł z krzesła, które stało obok łóżka Kurosakiego. - Boże, Ile można cię wołać?!? - krzyknął Shiro, wstając z podłogi. Ichigo dyszał ciężko. Na dworzu było już ciemno, podobnie jak w pokoju, w którym byli.
- Shi...- przełknął ślinę. - Shiro...
- A którzby inny! Wiesz, jak mnie przestraszyłeś?! Zamknąłeś oczy i odpłynąłeś! Już godzinę próbuje cię obudzić! A ty nic, tylko rzucasz się jak wściekły, jęczysz, krzyczysz i płaczesz! - Ichi dotknął swoich policzków. Całe były mokre, we łzach. Cały również lepił się od potu, oddychał z trudem.
- Przepraszam...
- Nie masz za co, idioto! Tylko nie rób mi tak więcej! Martwię się o ciebie! - westchnął Shirosaki i pogłaskał rudzielca po głowie. Zaraz jednak cofnął rękę. - Ty masz gorączkę. - stwierdził poważnie. Ichigo dotknął swego czoła, jakby sam chciał się przekonać. Rzeczywiście. Rozgrzana skóra niemal paliła jego zimną dłoń.
- Poczekaj chwilę. - rozkazał Hichi. Potem wstał i wyszedł.
   Wrócił po ok.5 minutach, trzymając w dłoni niewielkie pudełko.
- Co to jest? - zapytał Ichigo.
- Czopki :33
- Że coooooo??? - i nagle jakby wszystkie siły mu wróciły. Wcisnął się w kąt łóżka i oplutł rękoma nogi. - Nie zgadzam się. - zaprzeczył stanowczo. Jednak Hichigo go nie słuchał i już wyjął jednego, malutkiego czopka z pudełka.
- Mało mnie to obchodzi. - mruknął cicho i obezwładnił go (oczywiście, tyłem do siebie ;>) w tempie ekspresowym. Zsunął mu dolną część piżamy i delikatnie wprowadził czopka do jego wnętrza. Ichigo na darmo się szarpał, Shiro puścił go dopiero wtedy, gdy już było po wszystkim. Chłopak szybko pociągnął spodnie i wstał z łóżka.
- Jesteś okropny! - wykrzyczał i wybiegł (wykulał...) z pokoju zostawiając oniemiałego albinosa samego.

***********************************************************************************
   Yo kochani! Gomene, za małe opóźnienie, ale się nie wyrobiłam...Więc pamiętajcie : nie bierzcie przykładu z Shiro i nie zostawiajcie wszystkiego na ostatnią chwilę ;-;
   Aaa co do opka : Yeah, wreszcie jakieś seksy *^* XD Co tam, że z innym parringiem  hahaha. Jednaaak to była sytuacja jednorazowa, mającą na celu podkoloryzowanie dramaturgii tego rozdziału XDD
  
   No cóż, kolejna notka za tydzień. Pozdrawiam wszystkich aktywnie czytających = komentujących <3

poniedziałek, 6 października 2014

Hospital - NOW! ~część 3

   Tak jak powiedziała Unohana, Ichigo został przeniesiony do osobnej sali zaraz po śniadaniu. Pokój, w którym miał spędzić kolejne kilka dni miał białe ściany, jasne firany, jak i pościel. Czystość i świeżość biła po oczach. Można by przypuszczać, iż sala została specjalnie wyczyszczona z myślą o nim.
   Przez cały poranek chłopak nie miał wiele do roboty. Strasznie mu się nudziło. Czekał na przyjście Shirosakiego z niecierpliwością, jakby jego pobyt miał zmienić jego monotonność. I bicie serca.
   W końcu ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na odpowiedź, wszedł do pokoju i rozsiadł się wygodnie na łóżku, obok Kurosakiego.
- Yo, Ichiguś! Co tam? - zapytał Shiro i jak gdyby nigdy nic, rozpiął mu górną część piżamy, rozwijając słuchawki.
- O-Oi! - speszył się rudzielec. Nie chciał, żeby Shiro sprawdzał bicie jego serca, ale było już za późno. Albinos przysłuchiwał mu się chwilę, po czym złożył słuchawki i poprawił okulary.- Serce strasznie szybko ci bije...- stwierdził, przeszywając Ichigo wzrokiem. - Czy ty...wstydzisz się mnie? - zapytał.
- T-Ta, j-jeszcze czego! Po prostu nie lubię, jak się mnie dotyka...! - odpowiedział szybko Ichi.
- Jaaassne, a z pobraniem krwi było tak samo...
- To zupełnie dwie inne sprawy! A teraz, jeśli łaska, skończ wreszcie te badania! - zawołał Kurosaki. Jak jego ciało mogło tak zareagować??? I to jeszcze w takim momencie!
- Okey Okey...nie złość się tak, bo złość piękności szkodzi! - roześmiał się albinos i wrócił do badań.
   W chwili, gdy skończył, rozległo się dudnienie do drzwi.
- Proszę! - zawołał Shiro. Do sali wszedł mężczyzna, na oko miał 30 parę lat, ale trzymał się nieźle. Miał mocne rysy twarzy, ciemne oczy, włosy i lekki zrost. W rękach trzymał 4 ogromne walizy, które położył koło łóżka Ichigo. Gdy tylko chłopak go zobaczył, od razu rozpoznał, kim jest. Isshin Kurosaki. Jego własny ojciec, który właśnie wyrzucił go z domu.
- Ja tylko na chwilę...Przyszedłem to zostawić. - mruknął mężczyzna, zerkając w stronę walizek. - No...chyba będę się zbierać.
- Jedną chwilę, Kurosaki-san. - bruneta zatrzymał głos Shirosakiego. - Chyba jest pan winien wyjaśnienia swojemu synowi. - Isshin zmierzył chłodnym spojrzeniem rudzielca. Na jego twarzy malowała się mieszanka złości i irytacji.
- Nie jestem gówniażowi nic winien. Sam zawdzięcza sobie obecną sytuację... Jesteś zerem. - zwrócił się  spokojnie do Ichigo, który z trudem powstrzymywał łzy. - Dla mnie znaczysz tyle, co nic. Nie chce cię więcej widzieć. - po tych słowach odwrócił się i wyszedł. Hichigo był tak zszokowany, że nawet nie miał siły zatrzymać mężczyzny. Ichi był w o wiele gorszym stanie. Po policzku spłynęła mu łza. Kiedy Shirosaki to zobaczył, szybko podszedł do pomarańczowowłosyego i starł mu słoną ciecz rękawem.
- Co...co ja takiego zrobiłem, że on mnie tak nienawidzi...? - spytał cicho chłopak, ściskając dłonie w pięści. - Boże....czemu...?
- Ichigo...- szepnął przerażony Shiro. Bardzo nie chciał, by Ichigo się załamał. Zrobiłby teraz wszystko, aby mu pomóc.
   Nagle Kurosaki przyciągnął do siebie lekarza, tak iż tamten przewalił się na łóżko, i mocno przytulił, łkając cicho w jego ramię. Zaskoczony Hichigo w odpowiedzi na ten gest, również objął Ichiego ramieniem i zaczął głaskać po włosach.
   Zmęczony płaczem Ichigo wkrótce usunął. Shirosaki, najciszej jak mógł, ułożył się obok niego. Chwilę przyglądał się mokrej od łez twarzy Kurosakiego, po czym przybliżył swoje usta do jego skroni i musnął delikatnie. Potem wstał i wyszedł, a kiedy przy zamykaniu drzwi jeszcze raz spojrzał chłopaka, miał wrażenie, iż tamten się uśmiecha.
   Rudzielec obudził się blady i zmęczony grubo po przerwie obiadowej. Chwilę rozglądał się dookoła, przypominając sobie, co działo się zanim zasnął. Już po chwili był wpełni świadomy tego, jak zareagował na przyjście swojego ojca. W koncikach oczu poczuł wilgoć, ale szybko powstrzymał się od płaczu. Nie mógł wlewać łez po tym, co się stało. Może przed wypadkiem rzeczywiście zrobił coś, za co Isshin miał prawo go nienawidzić. Na tę myśl przeszedł go zimny dreszcz po plecach. Jednak, rodziny się nie wybiera, wiedzą o tym wszyscy. Więc jeśli jego własny ojciec nie mógł dłużej z nim egzystować pod jednym dachem, to musiał naprawdę zrobić coś strasznego. "Czemu nie mogę sobie przypomnieć..?" - pomyślał Ichigo. Był na siebie wściekły. Nie mógł nic zrobić, musiał czekać aż amnezja minie. A to czekanie go odbijało.
   Rozważania chłopaka przerwało głośne burczenie dobiegające z jego brzucha. Był bardzo głodny, a nie zapowiadało się na to, aby ktoś miał przyjść i sprawdzić co u niego. Kurosaki nie miał wyjścia. Podciągnął się na łokciach tak, że udało mu się usiąść. Następnie zsunął nogi na podłogę i dźwignął się do pozycji stojącej. Rękami opierał się o ścianę i zapewne wyglądał w tej chwili dość komicznie. Przeszedł z trudem jeden krok, nadwyrężając przy tym nogę, którą miał w gipsie. W końcu jednak udało mu się sięgnąć kul, które stały w rogu pokoju. Od razu było łatwiej mu się poruszać. Odpychają się za pomocą drewnianych przyrządów, udało mu się wyjść na korytarz. Tam spotkała go niemiła niespodzianka. Ludzie. Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie. Pełno ludzi, którzy przemieszczali się, każdy w swoją stronę. Nie mówiąc już o tym, że Ichigo nie miał bladego pojęcia, gdzie powinien się udać. Westchnął ciężko, ale ruszył przed siebie.
   Przejście paru korytarzy zajęło mu ok.15 minut. A po szpitalu błądziłby jeszcze dłużej, gdyby nie zaczepiła go jedna z napotkanych po drodze pielęgniarek.
- Ej, Ty! Dokąd to się wybierasz?- była od niego niższa o głowę, drobna, włosy miała średniodługie, czarne, ubrana w uniform pielęgniarki.
- Ja? - spytał głupio.
- A ja? No oczywiście że ty!
- Etto..ja szukam..recepcji?
- I szukasz jej akurat tam, gdzie do niej najdalej? - zapytała podejrzliwie, unosząc jedną brew.
- No okey...zgubiłem się. W porządku? - nie łatwo było mu się do tego przyznać.
- W porządku. Zaprowadze cię...a właściwie to poczekaj chwilę. Przyprowadzę wózek. - chłopak chciał krzyknąć za nią, że nie trzeba, że sobie poradzi, ale ona już zniknęła mu z oczu. "Jezz...co ona, z podstawówki się urwała?" - pomyślał zirytowany. Niedługo potem, gdy wciąż czekał na dziewczynę, podszedł do niego chłopak z czerwonymi włosami związanymi w kucyk i zapytał :
- Nie widziałeś przypadkiem Kuchiki Ruki? Jest tutaj pielęgniarką, taka niska...chuda...czarne włosy?
- Ee no tak, była tu przed chwilą. Poszła po wózek dla mnie...- ale nieznajomy już go nie słuchał. Kiedy na końcu korytarza pojawiła się dziewczyna, od razu pobiegł w jej kierunku.
- Renji?? Co ty tutaj robisz??
- Rukia!!! Widzisz, ja bardzo źle się czuję...więc może zechciałabyś mnie zbadać? ♥
- =_= Nie wymyślaj. Tyle razy ci powtarzałam, że jeśli chcesz mnie zobaczyć to PO pracy! A teraz wybacz, ale mam na głowie prawdziwego...pacjenta? - dokończyła dziewczyna wpatrzona w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał Ichigo.
   W tym samym czasie Kurosaki był już pewien, że idzie (kuleje...) dobrą drogą. Nie zamierzał czekać, aż Rukia łaskawie zawiezie go na miejsce. I jeszcze ten czerwonowłosy palant! Czego mógł chcieć...?
   Po kolejnych 15 minutach rudzielec odnalazł recepcję. Jednak kolejka, jaką tam zobaczył, zniechęciła go do podjęcia jakichkolwiek działań w kwestii obiadu, którego nie dostał. Wkurzony i zniechęcony usiadł na najbliższej wolnej ławeczce. Westchnął głęboko. "Dlaczego zawsze ja...?"
- Ichigo-kun?
- Hinamori?? - Ichi podniósł wzrok na dziewczynę przed nim. To była ona. Pielęgniarka, która miała opiekować się nim w szpitalu.
- Co tutaj robisz?? W twoim stanie nie powinieneś sam tyle chodzić! - zdenerwowała się.
- Cóż, nie chodziłbym, gdybym nie miał ku temu powodów.
- A co się stało?
- Jestem głodny, a nie dostałem obiadu. - powiedział. Ton jego głosu przypominał małe, zawiedzione dziecko domagające się posiłku.
- A-Ach! Całkiem wyleciało mi z głowy! Naprawdę przepraszam, ale Shirosaki-san powiedział, że usnałeś i żeby na razie cię nie budzić...a potem...nie poszłam sprawdzić co u ciebie... - tłumacząc się, nie patrzyła mu w oczy, czerwieniąc się.
- Okey, nic się nie stało. A gdzie teraz jest Shirosaki-san? - zapytał, jakby jego obecność miała coś zmienić.
- Etto...znowu wziął wolne na parę godzin. Ale na wieczorne badania powinien zdążyć. - odpowiedziała Hinamori, by dodać po chwili : - Swoją drogą, ciekawe, czemu od paru dni tak robi...
- To znaczy...od kiedy dokładnie? - zaciekawił się Kurosaki.
- Właściwie to od kiedy wzbudziłeś się ze śpiączki..
- Mhmm...dzięki.
- Nie ma za co. Trafisz do siebie do pokoju? Zaraz przyniosę ci obiad.
- Jasne.
   Ponieważ Hinamori nie znalazła już w kuchni nic zdatnego do jedzenia, zmuszona była za własne pieniądze zamówić sushi z pobliskiej restauracji. Efekt był taki, że zapłaciła dość sporo, ale chociaż najadł się pomarańczowowłosy. Wreszcie. W całości zapełnił żołądek proszący o coś normalnego do jedzenia od paru dni.
- Jeszcze raz przepraszam, że przeze mnie nie zjadłeś normalnego obiadu...- powiedziała czarnowłosa, szykując się do wyjścia. Towarzyszyła chłopakowi cały czas, kiedy ten jadł.
- Uwierz, to było normalniejsze od tego, co dają zwykle.
- Skoro tak mówisz. - uśmiechnęła się i wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. Ichigo znowu został sam. Długo bił się z myślami, aż w końcu wstał z łóżka i przyciągnął do siebie jedną ze stojących pod łóżkiem waliz. Otworzył ją. W środku znajdowały się jego niezdarnie poukładane ubrania, płyty, książki. W pozostałych 3 cała zawartość wydawała się podobna. Martwiło go tylko jedno. W swoim portfelu nie znalazł ani grosza. Z czego miał teraz zapłacić za swój pobyt w szpitalu..? Z czego miał zapłacić Shiro za mieszkanie u niego...? Bo tak, miał w planach u niego zostać. Nie chciał mu się narzucać, ale nic innego nie przychodziło mu do głowy. Długo nad tym myślał, ale w końcu zdecydował się u niego tymczasowo zamieszkać. Miał nadzieję, że albinos nie zmieni zdania.
*****
   Przez kolejne dwa dni wszystko przebiegało tak samo, jak wcześniej. Bez żadnych niespodzianek = rano badania, śniadanie, rozmowy z Hichigo, obiad, przerwa obiadowa wiążąca się z dowiedzinami Shiro, nieobecność albinosa przez parę godzin, kolacja, badania (Shirosaki zwykle je przeprowadzał) i cisza nocna. Jednak trzeciego dnia od przenosin chłopaka do sali jednoosobowej, coś się zmieniło. Shirosaki wziął wolne na rano i nie było go aż do kolacji. Z tego oto powodu badała go Unohana. Wszystko było w jak najlepszym porządku z jego leczeniem, więc w zasadzie mógł już wracać do sali w której byliby też inni pacjenci. Stanęło na tym, że Ichigo już następnego dnia miał być znowu przeniesiony. Niby nic mu to nie przeszkadzało, ale pierwsza myśl jaka przyszła mu do głowy to "Co z NASZĄ prywatnością?". Oczywiście prywatność, jaką miał na myśli, to jego oraz Hichigo...Tak, był w 100% pewien, że to, na jaki temat schodzą jego myśli jest dziwny. Nawet bardzo.
   W końcu Hichigo Shirosaki był jego lekarzem. A on był jego pacjentem. Nic ich ze sobą nie wiązało. Więc czemu tyle czasu poświęcał chłopakowi? Czemu chciał, aby u niego tymczasowo zamieszkał? "Pewnie robi to wszystko z litości" - Ichi na tę myśl pociągnął kołdrę aż po sam czubek nosa. Bez Shirosakiego u boku czuł się jakoś nieswojo w tym białym, jasnym pomieszczeniu.
   Było już po 21, Ichigo czytał książkę, którą przyniosła mu Hinamori. Nagle do pokoju wpadł z hukiem Hichigo. Przestraszony rudzielec wzdrygnął się i wypuścił lekturę z rąk.
- Nie umiesz pukać? - zapytał szorstko, starając się opanować. Shiro tymczasem wyglądał na ogromnie z czegoś zadowolonego.
- Wybacz, ale mam powody, żeby wpadać do ciebie akurat o tej godzinie, z bananem na twarzy.
- To co to za powody? - spytał zrezygnowany chłopak.
- Właściwie, to tylko jeden. Wiem już, jak pomóc ci odzyskać pamięć. - odpowiedział Hichi, uśmiechając się jeszcze szerzej, widząc zszokowaną minę Kurosakiego.
-J-Jak to...?
- Normalnie! W sumie, to nie było takie proste. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale ostatnio dość często brałem wolne...
- Trudno było nie zauważyć. - mruknął Ichigo.
- ...a robiłem to po to, aby poodwiedzać moich znajomych z medycyny. Na moich studiach było wiele kierunków, więc przez ostatnie dni starałem się nawiązać kontakt z kimś, kto byłby specjalistą w dziedzinie amnezji. I znalazłem. Ai Michirin. Była w równoległej klasie, na wydziale psychologii. Po skończeniu studiów zajęła się badaniem amnezji. Właśnie wczoraj z nią rozmawiałem.
- I co powiedziała? - dopytywał Ichi.
- Trochę tego, trochę owego. Okey. Przystąpmy do odzyskiwania twojej pamięci. - zdecydował Hichigo, po czym wyjął z kieszeni jakąś kopertę. - Dobra. Zanim zaczniemy...muszę się upewnić. Czy jesteś pewien, że chcesz odzyskać pamięć?
- Jezz..zadajesz beznadziejne pytania! - uniósł się chłopak. - Niby czemu miałbym nie chcieć?!
- Spokojnie, po prostu musisz być świadom, że twój mózg wyparł z pamięci pewne zdarzenia, które delikatnie mówiąc nie były zbyt przyjemne. Po tym, kiedy sobie przypomnisz, możesz różnie zareagować...
- Wiem, Hichigo. - przerwał albinosowi rudzielec. - Wiem, ale mimo wszystko chcę znać prawdę. Pomoż mi...
- Niech będzie. - westchnął Shiro i wyjał z koperty plik zdjęć. Następnie podał je Kurosakiemu.
- Skąd ty to....
- Powiedzmy, że cel uświęca środki. Nieważne. Obejrzyj dokładnie każde zdjęcie. Zaraz postaramy się ustalić, dokąd jechałeś tamtego feralnego dnia...- Ichigo spojrzał na pierwsze zdjęcie. Był na nim on sam, razem z jego ojcem i dwoma dziewczynkami w wieku ok.12,13 lat. Wszyscy oni siedzieli pod drzewem w parku i szczerzyli zęby w stronę osoby, która wykonała tamto zdjęcie.
- Ta fotografia została zrobiona na dwa tygodnie przed wypadkiem. - skomentował cicho Shirosaki. Ichigo nie odezwał się, za to zaczął przyglądać się kolejnemu zdjęciu. Na nim, był Ichi, trzymający się za ręce z jakąś dziewczyną. Była ona trochę od niego niższa, miała długie, złociste włosy i kasztanowe oczy. Uśmiechała się do chłopaka, który patrzył na nią.
   Na każdym kolejnym zdjęciu znajdował się Kurosaki razem z ową tajemniczą dziewczyną. Byli ukazani w różnych miejscach, w różnych pozach. Wyglądali na naprawdę szczęśliwych. Natomiast na ostatnim zdjęciu był Ichi tylko ze swoim ojcem. Isshin wyglądał na naprawdę dumnego z syna, trzymał rękę na jego ramieniu. Te zdjęcie różniło się od pozostałych, chodźby tym, że spojrzenie Kurosakiego było kompletnie puste, smutne i nieobecne, choć sztuczny uśmiech mocno trzymał się ust.
- Te zdjęcie jest ostatnie. Zrobione na dzień przed wypadkiem.
- Jest inne. - stwierdził Ichi.
- Tak. Mnie też ono rzuciło się w oczy. Ewidentnie coś się stało. W twoich oczach widzę poczucie winy...Natomiast twój ojciec jest niesamowicie czymś uradowany. I jeszcze ta dziewczyna z poprzednich zdjęć. Nic ci to nie mówi?
- Ja...- Kurosaki zamyślił się na chwilę. - To nie jest tak, że jej nie znam. Wiem, że jest ważna. Że...jest kimś...prawie z rodziny..?

************************************************************************
   Yo kochani! Na wstępie wybaczcie mi, że
1. Isshin jest wrednym i niedobrym tatą. Ale on ma ku temu osobiste powody.
2. Kończę w takim momencie. Stwierdziłam, że dobrze będzie potrzymac was trochę w niepewności :33

   Kolejna notka za tydzień. Aczkolwiek już od tamtego tygodnia zabieram się w sobie, aby napisać coś z parringów dodatkowych. Może przy odrobinie szczęścia wstawię coś jeszcze w tym tygodniu...Bo kolejna część HN dopiero w kolejny poniedziałek.

poniedziałek, 22 września 2014

Hospital - NOW! ~część 2

   - Pobudkaaa! ~~
   Ranną sielankę Ichigo zakończyła Momo Hinamori, pełniąca tego dnia dyżur, polegający na budzeniu pacjentów.
   - Shirosaki-san przyjdzie tu za 15 minut, proszę, aby do tego czasu rozbudzili się trochę państwo! - zawołała od progu i pobiegła dalej. Ichi z trudem uchylił powieki. Była dopiero 7. Nic dziwnego, że nadal był śpiący.
   Mimo to, podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł oczy. Następnie rozejrzał się po sali. Dwójka pozostałych pacjentów nic nie robiło sobie z pobudki i spała w najlepsze. Kurosaki zaczął myśleć, co by było, gdyby i on zlekceważył polecenie pielęgniarki. Uśmiechnął się na myśl o błogim śnie. I wtedy właśnie wszedł Shirosaki.
- No co tam? Widzę, że cieszysz się na moje przyjście. - zagadnął wesoło i usiadł na krześle obok łóżka, w którym leżał chłopak.
- To nie na twoje przyjście. - parsknął Ichi czując, jak się czerwieni.
- Jasssne. No, ale na flirty jeszcze przyjdzie pora. Teraz muszę cię zbadać. - zakończył Shiro i zaczął wykonywać rutynowe badania kontrolne na Ichim. Chłopak wszystko cierpliwie znosił, aż do momentu, kiedy Hichigo postanowił pobrać mu krew.
- O nie...na to się nie zgadzam! - zaprzeczył stanowczo, gdy zobaczył igłę.
- No co ty, nie bądź baba!
- Nie chcę i już. Będziesz musiał obejść się bez tego.
- W takim razie ty będziesz musiał obejść się bez pewnych informacji, które wczoraj udało mi się zdobyć ♥ - ten mały szantaż wystarczył w zupełności. Ichigo wyciągnął drżącą rękę w kierunku albinosa, by ten mógł pobrać krew. Zanim jednak to zrobił, zapytał, przemywając miejsce pobrania jakimś płynem :
- Na prawdę tak się boisz?
- Nie boję! Tylko...nie lubię widoku krwi. To wszystko.
- Mhm...Ja jednak nadal uważam, że się boisz...- szepnął złośliwie Hichigo, machając chłopakowi igłą przed nosem. Widząc to, Kurosaki zamknął oczy. Znowu zaczął się czerwienić. Po chwili wydusił z siebie, uchylają powieki :
- Może...troszeczkę...
- W takim razie chyba nie mam wyjścia..- powiedział Shiro sam do siebie i jedną rękę splótł z dłonią Ichigo, a drugą wbił igłę w żyłę rudzielca. Chłopak nie zdążył się połapać, kiedy pobranie dobiegło końca. Zawstydzony i zdezorientowany spuścił głowę w dół i wyrwał dłoń z uścisku Shirosakiego.
- Widzisz, to nic strasznego! Byłeś bardzo dzielny, więc powiem ci, czego się dowiedziałem. No więc tak... 6 września miałeś owy wypadek. Jechałeś sam, samochodem osobowym marki Nissan, śpiesząc się na jakąś uroczystość...
- Na jaką? - przerwał Ichi, podnosząc zaciekawione spojrzenie na rozmówcę.
- Tego nie wiem. Ale sądząc po garniturze, w jaki byłeś ubrany, było to coś ważnego. Nie pamiętasz?
- Niestety nie.
- Nie martw się. Już niedługo pamięć powinna ci wrócić. W każdym razie...moi podwładni postarają się dowiedzieć, gdzie mieszkasz, czy masz rodzinę i czemu takowej przy tobie nie ma...
- A powiesz mi coś więcej o wypadku? To była moja wina?
- Nie, nie twoja. Jakiś pijany facet przejechał na czerwonym i uderzył w twoje auto, miażdżąc całą maskę. Następnie zbiegł z miejsca wypadku. Świadkowie zadzwonili po pogotowie. A potem..potem trafiłeś tutaj.
- Dobrze...Dziękuje ci za to! Naprawdę dużo się dowiedziałeś..Jestem ci naprawdę wdzięczny.
- Miło mi. Aczkolwiek muszę zbadać jeszcze innych pacjentów, ale jeżeli chcesz to wpadnę do ciebie na przerwie obiadowej...
- Tak! - odpowiedział szybko Ichigo i uśmiechnął się, po czym, zdając sobie sprawie z własnego entuzjazmu, speszył lekko. - Um...to znaczy...rób jak tam sobie chcesz....
- Rozumiem...-  Hichigo w rzeczywistości rozumiał całą sytuację aż nazbyt dobrze. Uśmiechnął się po swojemu i poczochrał włosy rudzielca, który z takowego powodu podniósł głos o kilka decybeli. Spowodowało to, że jego następni pacjenci wreszcie się obudzili i mógł ich zbadać. Pierwsza z nich, Rangiku Matsumato była już w zasadzie zdrowa. Musiała pozostać jeszcze 4 dni na obserwacji i mogli ją wypisać. Drugi pacjent, Barragan, mężczyzna w dość podeszłym wieku miał się trochę gorzej. Hichigo musiał zaaplikować mu dożylnie lekarstwa, następnie wyszedł z sali, aby oddać krew Ichigo do analizy i porozmawiać z Unohaną, która była jego przełożoną.
   Tymczasem Kurosaki zjadł drobne śniadanie zaserwowane mu przez Honamori. Popił wszystko kawą zbożową i za radą pielęgniarki, zabrał do czytania książki, która leżała na jego nocnym stoliku. Nie miał pojęcia, skąd się tam wzięła, ale była całkiem niezła. Jedyne, co przeszkadzało mu w lekturze, to stały trajkot jego sąsiadki, rozmawiając przez telefon. Kobieta śmiała się i rozmawiała w najlepsze, kiedy on właśnie doszedł do ciekawego fragmentu. Starał się ją jednak ignorować, co nie wychodziło mu najgorzej.
   Na obiad podano mdłe curry i herbatę. Kurosaki ledwo co tknął swoją porcję. Po tym zadecydował, że już nigdy nie wróci do szpitala, zważając iż przechodzi tu niezłą głodówkę. Ale teraz jego organizm potrzebował jedzenia, by móc czerpać z niego wartości odżywcze.
   Hichigo przyszedł tak, jak mówił wcześniej : na przerwie obiadowej. Przysiadł się do Ichigo i zaczał rozmawiać z nim na różne tematy. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo na salę weszła Unohana - ordynator szpitalu Sasaki w Karakurze.
- Shirosaki-san, czy mogłabym prosić cię na chwilę? - zapytała łagodnie. Shiro natychmiast odpowiedział, że tak i razem wyszli na korytarz. Po ok 10 minutach albinos wrócił z powrotem, ale minę miał niewyraźną.
- Coś się stało? - zapytał szybko Ichi, domyślając się, że coś jest nie tak.
- W zasadzie...to tak. Znaleźli twój adres i zadzwonili na numer domowy...
- Czy to źle?
- Daj mi dokończyć. No więc zadzwonili, odebrał, zdaje się, twój ojciec...
- I co? - dopytywał Ichi.
- ...powiadomili go o twoim wypadku i o obecnym stanie zdrowia. Zaproponowali również dni i godziny odwiedzin. Ale twój ojciec...on...Eh, Ichigo...przykro mi, ale twój ojciec jasno i wyraźnie powiedział, że ma cię gdzieś.
- Że jak???
- ...Zapowiedział, że owszem, przyjdzie, ale tylko po to, aby przynieść twoje rzeczy z dotychczasowego mieszkania... Wybacz...
- ...Nic nie muszę ci wybaczać, przecież to nie twoja wina.- po policzkach chłopaka zaczęły płynąć łzy. Jedna po drugiej, bez przerwy. - Jesteś ze mną szczery aż do bólu. Dziękuje. - uśmiechnął się. Uśmiechnął, choć było mu naprawdę ciężko. Miał wypadek...a jego własny ojciec miał go gdzieś...Hichigo widząc stan pacjenta wstał i szybko zasłonił zasłonę otaczającą łóżko. Nim zaciekawienie spojrzenia pozostałych osób z sali do nich dotarły, oni nie byli już widoczni z żadnej strony. Shiro pochylił się nad Kurosakim i zbliżył usta do jego ucha. Zaczął w nie uspokajające szeptać :
- Nie płacz...Będzie dobrze.
- Jak może być..? - Ichigo spojrzał na albinosa krytycznie - Ta rozmowa miała jednoznaczny sens : mam się w "domu" więcej nie pokazywać. Wyląduje na ulicy...!
- Nie. Do tego nie dopuszczę. - Shirosaki poważnie spojrzał na chłopaka. - Zamieszkasz ze mną.
- Shirosaki-san?!?!
- Wystarczy Hichigo. Nie zostawię cię, na pewno nie po tym, co cię spotkało...
- A-Ale dlaczego...Przecież mnie nie znasz!
- Jak to nie? Nazywasz się Kurosaki Ichigo, masz prawie 20 lat i przez ostatni tydzień byłeś w śpiączce. Jesteś cudowny. Każda część ciebie jest doskonała. O tym mnie przekonałeś. - gdy to mówił, na twarzy rudzielca pojawiły się ogromne rumieńce. - I jeszcze jedno...jesteś uroczy. - wyszeptał patrząc prosto w zszokowane oczy Ichigo. Naprawdę...szczery aż do bólu.
- C-Czemu mówisz takie rzeczy od tak sobie?? - zdenerwował się.
- Nie wiem, kiedy nadarzy się kolejna okazja...
- A ja nie wiem, o co ci chodzi! Jeżeli...jeżeli masz coś do mnie, to gejem nie jestem! - Kurosaki nawet nie zauważył, kiedy przestał płakać.
- A czy ja mówię, że jesteś? Heh...Muszę przyznać, jestem ciekaw, jak teraz zareagujesz...A co by się stało, gdybym ja nim był? - zapytał z uśmiechem. Widok tak zagubionego i niepewnego Ichigo był dla Shiro prześmieszny. Ale właśne...to było również pociągające...
- P-PRZESTAŃ!! Idź stąd, nie mam humoru na takie żarty! Jestem zmęczony! - Kurosaki miał ochotę zapaść się pod ziemię. Jego własny lekarz ewidentnie sugerował, że jest nim zainteresowany. To znaczy, tak odebrał to pomarańczowowłosy.
   Hichi wstał i odsłonił zasłonę. Cały czas łagodnie się uśmiechał. Poprawił okulary, które zjechały mu na sam czubek nosa i skierował się do wyjścia. Cieszył się, że odwrócił uwagę Ichiego od rodzinnej tragedii. Chociaż na krótką chwilę.
   Tymczasem Ichigo okrył się kołdrą tak, że spod pierzyny wystawały mu jedynie włosy. Cały się czerwienił, serce chciało wyrwać się z piersi. Zaczerpnął głęboko powietrza w płuca i przez chwilę go nie wypuszczł. "Przecież to nienormalne!!!" - myślał. Jednak najgorsze było to, że wszystkie słowa albinosa sprawiły mu radość. Nigdy nikt mu nie powiedział, że jest doskonały. Cudowny. Uroczy. Nawet w snach nie spodziewał się czegoś takiego usłyszeć. W dodatku od innego mężczyzny.   
   Mimo iż bicie serca i "kolory" chłopaka wróciły do normy, nie wychodził spod kołdry. Bał się, że ktoś z pacjentów mógł usłyszeć o czym rozmawiali.
    Ale dlaczego reagował tak na komplementy innego FACETA? Przecież sam powiedział, że gejem nie jest, a tymczasem zachowywał się jak jakiś ukeś z yaoica. To do niego niepodobne! Więc...Czemu tak jest?
***
   Przez resztę dnia Shirosaki się nie pojawił. Kiedy nadszedł wieczór i jedna z pielęgniarek sprzątała po kolacji, Ichigo zapytał, czy albinos pojawi się na wieczornych badaniach. Kobieta zamyśliła się na chwilę, po czym odpowiedziała :
- Obawiam się, że Shirosaki-san wziął sobie pół dnia wolnego i już od południa go nie ma...Czy mam mu coś przekazać, gdy zjawi się rano?
- W zasadzie...mogłabyś poprosić, aby do mnie przyszedł? - rudzielec sam nie wierzył w to co mówił. Mimo wszystko czuł potrzebę wytłumaczenia zaistniałej sytuacji z mężczyzną.
- Dobrze.- powiedziała, po czym skineła lekko głową i wyszła.
   Z powodu nieobecności Shiro, wieczorne badania przeprowadziła Unohana-san. Ichi widział ją już drugi raz tego dnia, ale w chwili gdy jej szczupłe dłonie prześlizgiwały się po jego torsie, szukając jakichkolwiek komplikacji powypadkowych, mógł lepiej jej się przyjrzeć. Miała długie, czarne włosy zaplecione w warkocza z przodu, jasną cere, łagodne spojrzenie. W dodatku spore doświadczenie w tym, co robiła.
- Żebra zrastają się prawidłowo. Kołnierz można już zdjąć. A nadrastek... - urwała na chwilę, wykręcając jego rozbandażowaną dłoń we wszystkie kierunki - też jest OK. Jednak prosiłabym, abyś nie nadwyrężał go przez parę dni.
- Dobrze...- potwierdził cicho chłopak. Tymczasem Unohana zajęła się ściąganiem z jego szyi kołnierza. Kiedy już to zrobiła, popatrzyła na niego i zniżyła głos do szeptu.
- Jutro przyjdzie twój ojciec. Wiem, że to, co obecnie dzieje się w twoim życiu nie jest łatwe. Rozumiem to, co więcej mam propozycję. Towarzystwo innych pacjentów może cię lekko rozpraszać, dlatego też czy nie zechciałbyś przenieść się na parę dni do jednoosobowego pokoju? Zwykle zajmują go osoby potrzebujące niewielu badań. Co ty na to? Gdybyś już nieco ochłonął i w spokoju odzyskał pamięć wróciłbyś na tę sale.
- Jeny...Nie wiem, co powiedzieć...
- Wiedz zgódź się.
- Oczywiście, że się zgadzam! - niemal to wykrzyczał. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. - Dziękuje bardzo! Kiedy mogę się tam przenieść?
- Jutro po śniadaniu.
- Super...- kobieta wstała. Uśmiechnęła się i już chciała odejść, kiedy zatrzymało ją pytanie Kurosakiego :
- Unohana-san, skąd wiesz, że mój ojciec...że ja...moja pamięć..- nie umiał się wysłowić. Aczkolwiek czarnowłosa doskonale go zrozumiała.
- Wiem to i wiele więcej. Nie trać wiary, Kurosaki-san. Jest przy tobie ktoś, komu naprawę na tobie zależy i chce ci pomóc, nawet jeśli nie za bardzo wie jak. I bynajmniej, nie mówię tu o sobie. - znowu posłała Ichiemu łagodny uśmiech. Następnie, jak gdyby nigdy nic, przystąpiła do badania kolejnej pacjentki.

***********************************************************************
  Yo kochani! Kolejna część za tydzień, ale być może coś wpadnie wcześniej. Mój grafik powoli zaczyna się stabilizować :)
   Zachęcam Was do komentowania i pozdrawiam ^^

sobota, 13 września 2014

Hospital - NOW!

   To takie...dziwne. Obudzić się, nie pamiętając, kim się jest. Czemu się tu znalazło. Po uchyleniu powiek, światło dzienne niemalże pali.
   Tak. To jest dziwne. Wybudzić się ze śpiączki po tygodniu, jako pierwsze zobaczyć białe ściany i lekarza, łamiącego przestrzeń osobistą. Poczuć, jak serce zaczyna bić szybciej.

Biel tego mężczyzny oślepia jeszcze bardziej.

***
   Ichigo uchylił powieki, ale po tym, gdy poraziło go światło, niemal natychmiast je zamknął. Drugie podejście było już trochę lepsze. Chłopak otworzył oczy i omiótł spojrzeniem pomieszczenie, w którym się znajdował. Białe ściany zdawały się odbijać blask światła słonecznego.
   Jednak...jednak po swojej lewej stronie zobaczył coś, czego się nie spodziewał. Młody mężczyzna, około lat 22 patrzył na niego z troską swoimi bystrymi, złotymi oczami z czarnymi białkami. Na nosie miał okulary z ciemnymi obwódkami. Był przeraźliwie blady, można by powiedzieć, wręcz biały. Ichiemu przez chwile wydawało się, że obok niego znajduje się duch.
- Jak się czujesz? - zapytał albinos, nie spuszczając wzroku z rudzielca.
- D-Dobrze...- szepnął Kurosaki. W rzeczywistości strasznie bolała go głowa. I nic nie pamiętał. - Kim jesteś?
- Na tę chwilę twoim lekarzem.
- Czemu tu jestem?
- Nie pamiętasz? Zupełnie nic? - zapytał mężczyzna jeszcze bardziej pochylając się nad chłopakiem.
- Nie...to znaczy...niewiele...
- Dobrze, nie zmuszaj się na razie. Jeszcze ci się przypomni. Powinieneś dużo wypoczywać, wybudziłeś się właśnie ze śpiączki...
- Jak długo spałem? - Ichigo odwrócił wzrok od oczu albinosa. Jego spojrzenie go onieśmielało, dlatego głowę przewrócił na drugi bok.
- Tydzień. - odpowiedział lekarz. Następnie wstał z krzesła, na którym siedział i z szafki nocnej podał Kurosakiemu kubek z wodą. Trącił nim chłopaka w głowę, sprawiając, że tamten ponownie zaszczycił go spojrzeniem. - Napij się, na pewno suszy cię w gardle.
- Dzięki - mruknął Ichi i wziął od mężczyzny kubeczek z wodą. Gdy tylko jego spierzchnięte wargi zetknęły się z chłodnym płynem, poczuł niewiarygodną ulgę.
- No, nie przeszkadzam ci teraz. Powinieneś się jeszcze zdrzemnąć. Gdybyś się obudził i czegoś jeszcze potrzebował...To nazywam się Shirosaki i jestem twoim lekarzem oddziałowym. - zakończył albinos i zmierzwił włosy Ichigo, delikatnie się do niego uśmiechając. Potem odszedł. Kurosaki zaobserwował jeszcze, jak jego biały fartuch lekarski znika za drzwiami, po czym odpłynął w krainę morfeusza.
***
   4 godziny później Ichigo po raz drugi tego dnia odzyskał świadomość. Tym razem oczy otworzył pewnej niż uprzednio, wspiął się nawet na wyżyny swoich możliwości i podciągnął do pozycji siedzącej. Rozejrzał się po sali, w której leżał. Było to niewielkie pomieszczenie z białymi ścianami i wielkimi oknami na przeciwko chłopaka. Właściwie cała ściana, na przeciwko której leżał, była jednym, wielkim oknem. Po jego lewej stronie stało puste, nie zajmowane przez nikogo łóżko, po prawej dwa inne, jednak te miały już swoich "właścicieli". W tym, w którym stało najdalej od niego, spał starszy, przysadzisty mężczyzna, z siwymi włosami nie dłuższymi niż linia ramion. Natomiast w łóżku mu bliższym, siedziała kobieta z długimi, cimnoblond włosami. Czytała jakieś pismo dla płci pięknej z wypiekami na policzkach i malującym się na pięknej twarzy, skupieniem.
   Po lewej stronie, przy końcu pomieszczenia znajdowało się wyjście na korytarz. Ichigo lustrował je namiętnie spojrzeniem, mając nadzieję, że coś się od tego wydarzy. Po części miał rację. Nie minęła minuta, a na salę wszedł lekarz, z którym już wcześniej pomarańczowowłosy rozmawiał.
   Na widok siedzącego o własnych siłach Ichigo, uśmiechnął się promiennie i natychmiast do niego podszedł.
- Jak tam? Czujesz się trochę lepiej? - zapytał albinos, poprawiając Kurosakiemu poduszkę.
- Tak. Głowa przestała mnie boleć...
- To dobrze. Chcesz się napić?
- Z chęcią.- mężczyzna nalał wody do plastikowego kubka i podał go Ichiemu. Tamten od razu wypił całość.
- Okey. Mam z tobą parę spraw do przedyskutowania. - zaczął Shirosaki, usiadł na krześle, które zajmował już wcześniej, kładąc przed sobą teczkę i wynajmując z niej jakieś papiery. - Nazywasz się...?
- Kurosaki Ichigo. - albinos wpisał godność chłopaka na jeden z wyjętych przez siebie dokumentów.
- Ile masz lat?
- 20. Właściwie to jeszcze 19, ale za miesiąc mam urodziny...
- Dobrze. Kolejna sprawa...gdzie mieszkasz? - i tu zaczęły się schody. Chłopak chciał odpowiedzieć na to banalne pytanie, ale zabrakło mu słów. Nie pamiętał.
- Em...Ja...chyba...Uh...przepraszam. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć. - szepnął zawstydzony i spuścił wzrok na kołdrę, którą był przykryty.
- To może być powypadkowa utrata pamięci. Doszło do powikłań...No ale co się dziwić, nieźle cię poturbowało! - Shirosaki dostrzegł w oczach Ichigo smutek i obawę. Nie chciał, żeby chłopak przejmował się swoją chwilową amnezją, dlatego starał się go pocieszyć.
- A....co konkretnie mi się stało? - zapytał rudzielec, podnosząc wzrok na lekarza.
- No właśnie...liczyłem, że ty mi powiesz. Przywiozła cię karetka. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, uległeś wypadkowi samochodowemu. W każdym razie, ledwo udało mi się odratować twoją lewą nogę. W samochodzie została niemalże zmiażdżona. Ale teraz jest już dobrze. - uprzedził, nim chłopak sięgnął za brzeg kołdry i pociągnął. Jego lewa noga była w gipsie. Zaczął dokładnie przyglądać się sobie. W prawej ręce, jak zauważył nieco wcześniej, miał kroplówkę. Tors miał zabandażowany, bolały go żebra. Szyję miał w kołnierzu, lewy nadradstek miał także zabandażowany.
- C-Co mi jest dokładnie?? - zapytał przerażony.
- 2 żebra złamane, właśnie się zrastają, lewy nadgarstek zwichnięty, a kołnierz masz ze względów bezpieczeństwa. Naruszyłeś sobie trochę kręgosłup, a śpiąc strasznie się wierciłeś, więc kazałem ci go założyć.
- Aa co z tą nogą? Mogę chodzić??
- Na pewno nie teraz - roześmiał się Shirosaki - Ale będziesz mógł poruszać się samodzielnie za jakieś....1,5 miesiąca.
- A mój brak pamięci? O co w tym chodzi...?
- Amnezja mogła zostać spowodowana przez drobne wstrząśnienie mózgu, albo przez pewne niekorzystne zdarzenia...
- Nie rozumiem. - westchnął chłopak.
- Już tłumaczę. Chodzi o to, że sytuacja z przed lub w trakcie wypadku mogła być dla ciebie traumatyczna, więc twój mózg po prostu wymazał jej istnienie. To się zdarza bardzo często, a pacjenci odzyskują pamięć stopniowo, w okresie kilku miesięcy...
- To znaczy...że stało się coś strasznego? Wiesz może, Shirosaki-san, czy ktoś był wtedy ze mną w samochodzie? Znasz jakieś szczegóły? - zapytał Ichi, ze strachem.
- Hmm...nie, na tą chwilę nie. Aczkolwiek mogę się wypytać o szczegóły, jeśli chcesz.
- Oczywiście, że tak.
- W takim razie musisz wytrzymać do jutra.
- Dobrze...
- Czy masz jeszcze jakieś pytania? - zapytał Shiro, zachęcając pacjenta uśmiechem.
- Tak. W zasadzie.. to kilka. - Ichigo widząc ten szczery uśmiech, zarumienił się i ponownie zaczął oglądać kołdrę. - Czy ktoś...może przyszedł mnie tu odwiedzić? Ktoś z rodziny?
- Nie. Niestety nikt się nie pojawił...ale przynajmniej pamiętasz, jak się nazywasz. Na tej podstawie możemy odszukać twój adres zamieszkania i powiadomić twoich bliskich o twoim wypadku...
- Uhum...dziękuje.
- Nie ma za co. Jeśli mam być szczery... to ten brak rodziny wyczekującej wieści o tobie jest dziwny. Dlatego też to ja codziennie poświęcałem ci swój wolny czas...
- Serio? - Ichigo jakoś nie mógł w to uwierzyć.
- No...dodatkowo zarwałem parę nocek kontrolując twoje nocne szarpaniny z kołdrą...
- Przepraszam za kłopot! - Ichigo zaczerwienił się jeszcze bardziej na tę uwagę.
- Żaden kłopot. Gdyby nie to, że tak się wiercisz, byłbyś nawet słodki.
- 0__0 - Ichi zaczął płonąć czerwienią. Czy ten facet...go....podrywał? Nie zmieniło to faktu, że jego serce zaczęło nagle bić szybciej.
- No przepraszam bardzo że się wiercę - burknał pod nosem.
- Hehehe. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
- Tak. Jak masz na imię? - Kurosaki nie zdążył do końca przemyśleć tego pytania, a ono już zostało przez niego wypowiedziane..."Bakaaa baka baka!" - ochrzanił się w myślach.
- Noo tego to się nie spodziewałem... - odparł zaskoczony albinos. - Hichigo. Hichigo Shirosaki i mam 23 lata, gdybyś chciał się jeszcze zapytać ;p
- O-Okey! T-To znaczy, nie, żeby coś, ale w końcu poświęciłeś mi swój czas i...muszę się jakoś odwdzięczyć...i znać chociaż twoje imię...- zaczął się tłumaczyć. Hichigo tymczasem wstał, a na odchodne podchwycił wątek  "odwdzięczania" :
- Jasne jasne. Jeszcze mi się odwdzięczysz, chociażby w naturze ^^ A puki co, idę wypytać się o szczegóły twojego wypadku. Wpadnę jutro, żeby cię zbadać! - Ichigo patrzył na niego, aż nie wyszedł. W myślach zaczął zanalizować słowa Shiro - "odwdzięczysz (...) w naturze." ...
   Czemu on to powiedział? Czemu Ichigo wyczuł w tym delikatny podtekst...? Czemu...ten lekarz wydał mu się nagle nadzwyczaj inny, niż wszyscy, których dotąd znał?
   Czemu nie mógł doczekać się jutra?

***
   Wieczorem do sali weszły 3 pielęgniarki. Każda z nich podeszła do danego pacjenta. Jedna, szatynka z włosami związanymi w kok, podeszła do Ichigo i przedstawiła mu się :
- Dobry wieczór, nazywam się Momo Hinamori i będę opiekować się panem w tym szpitalu. Dzisiaj tylko zmienię kroplówkę. Chce pan może zjeść kolację? - zapytała, łagodnym, dźwięcznym głosem. Kurosaki jednak przecząco pokręcił głową. Na myśl o jedzeniu robiło mu się słabo. Dziewczyna przystąpiła do zmiany kroplówki, kontynuując rozmowę.
- To nawet lepiej, powinien pan zostać na czczo do co najmniej jutra. Żołądek może różnie zareagować na pożywienie.
- Tak...w końcu dość dawno nie jadłem - cicho przyznał jej rację.
- Dobrze...Skończone! - oznajmiła, uśmiechając się.
- Cieszę się. Kiedy będę mógł pozbyć się tego świństwa? - zapytał, odwzajemniając uśmiech i kątem oka zerkając na rurkę kroplówki, której jedna część kończyła się w jego ręce.
- Jeśli badania dobrze wyjdą, to niedługo. Jeśli pan pozwoli, pójdę już.
- Jasne, ale...powiedz mi jedną rzecz. W jakim właściwie szpitalu ja się znajduję?
- W szpitalu Sasuki, którego dyrektorem jest Ishida-san, a ordynatorem Unohana-san. Stracił pan pamięć, prawda? - spytała smutnym głosem.
- Em...Doktor Shirosaki powiedział, że to chwilowe...
- Rozumiem. To naprawdę dobry lekarz, więc nie ma pan powodów do obaw. No to...Dobranoc. - pożegnała się i odwróciła w stronę wyjścia.
- Jeszcze jedno! - zawołał za nią. - Możesz mówić mi po imieniu. Ichigo.
- Dobrze. Tak więc dobrej nocy, Ichigo-kun!
- Nawzajem.
   Tej nocy chłopak długo nie mógł zasnąć. Ciekaw był, jakie badania będzie musiał przejść rano. I czy..przeprowadzi je Hichigo? Niby nic takiego, ale na wspomnienie "swojego" lekarza, serce zaczynało mu szybciej bić, a ręce trząść.

   A może to po prostu także chwilowe komplikacje pourazowe?

**************************************************************************************
   Yo minna! Straaasznie się za wami stęskniłam! I chcę jeszcze raz Was wszystkich przeprosić. Na początku roku miałam naprawdę nawał obowiązków, lekcji, nowych zajęć... Oprócz zwykłych lekcji mam dodatkowo : polski 1h - obowiązkowo, 2h - lekcja rysunku, 1,5 h - lekcja śpiewu w zespole, 2h dodatkowego angielskiego (nad czym ubolewam najbardziej....) + pierdyliard zadanej pracy domowej jak i kartkowek do których muszę się UCZYĆ. A w weekend basen i coś czuję, że niedługo dojdzie jazda konna ;----; więc naprawdę, lekko nie jest. Powiem szczerze, że sporo myślałam, czy nie zakończyć działalności na blogu, ale ostatecznie postanowiłam wziąć się w garść i pogodzić wszelkie obowiązki, szkołę i bloga ze sobą. Mam nadzieję, że mi się to uda :)
   Naprawdę uwielbiam pisać, a moja wena chętnie współpracuje - nie mogę na nią narzekać ;p Jedyne z czym mam na razie problem to czas. W związku z tym :
~ na razie nie pojawią się nowe parringi. Aczkolwiek napewno je wprowadzę ^^
~ dodatkowe parringi nie będą miały stałego dnia tygodnia
~ jedyne, co będzie stałe to poniedziałki z HichiIchi
   Okeyy. Dzisiaj zaczynamy nowe opko w klimacie szpitalnym. Jak podoba się Wam 1- sza część "Hospital - NOW!" ? Bardzo proszę o Waszą opinię :>
   Na koniec : kolejna część za tydzień. Iii proszę o komentarze. One mnie wspomagają, na pewno przydadzą się w tym trudnym dla mnie czasie. Jeśli macie jakieś pytania dotyczące opo, to je zadawajcie, na pewno na nie odpowiem ^^
   Do przeczytania!

środa, 10 września 2014

UWAGA!!!

   Okey, chciałam usprawiedliwić swoją nieobecność.
   Mianowicie chodzi o to, że jest początek roku i z wieloma sprawami jest mi naprawdę trudno się ogarnąć. W skrócie : ostatnio  nie miałam WCALE A WCALE czasu wolnego na pisanie. Mam po 9 lekcji, zaczynając o 8 ;_____;
   Jest  mi naprawdę bardzo przykro ;_______; Dajcie mi czas do końca miesiąca, OBIECUJĘ, żę na samym początku października wznowię swoją aktywność.
  ~Gomenasai

poniedziałek, 1 września 2014

Cuda czasem się zdarzają

- Zangetsu-san? - dostrzegłem, że kątem oka spojrzał w moją stronę. Hehe...Jakby się tak zastanowić, to nieczęsto zwracam się do niego w ten sposób. Zwykle w ogóle nie gadamy. Cóż...tamtego dnia powód rozmowy był ważny. Nie przepadam za staruszkiem, ale trzeba mu przyznać, że jest mądry. Wie o wiele więcej, niż ja czy ten tam shinigami...
- Co się stało, hollow? - zapytał, nie dając po sobie poznać zaskoczenia.
- Uu...jaki niemiły. - syknąłem i skrzywiłem się lekko. - Mam już imię.
- I właśnie na ten temat chciałeś porozmawiać? - ...w pewnym sensie. - odpowiedziałem dopiero po chwili namysłu.
- Więc? O co chodzi? - Zangetsu chyba nie miał ochoty na zgadywanki.
- Głupie pytanie. O czym innym, niż o panu tego świata chciałbym z tobą mówić?
- ...
- No właśnie. Zauważyłeś, od jakiegoś czasu świeci tu tylko słońce? Wszelkie anomalie pogodowe ustały...Co to może znaczyć? Króla dawno tu nie było...
- Czyżby brakowało ci jego obecności? - zakpił, a ja w duchu poprzysiągłem, że kiedyś go zabije.
- Nie brakuje mi go! Tylko...w sumie, jakby nie patrzeć, król jest moją jedyną rozrywką tutaj. A ten spokój od jakiegoś czasu...moim zdaniem źle to wróży. -spojrzałem na niebo. Chmury leniwie przepływały w poziomie. Po chwili milczenia, wysiliłem się nawet na uśmiech. - Czy on tu w ogóle wróci? - zapytałem, mając nadzieję usłyszeć to, co zwykle.
- Nie wiem. - ta odpowiedź niezbyt mnie usatysfakcjonowała. - To zależy od niego.
- Wiem... a mimo wszystko...to boli.
- Nigdy nie myślałem, że powiesz na głos, co naprawdę czujesz. - skomentował, a ja zaśmiałem się cicho.
- Cuda czasem się zdarzają.
- To znaczy, że wróci.
*
   Od jakiegoś czasu wszystko było OK. Nawet bardzo OK. W szkole przestali naśmiewać się z moich włosów, ojciec po części ogarnął swoje zachowanie, pustych było co raz mniej, a na dodatek czułem jakiś dziwny spokój w sercu. Czułem, że wewnątrz mnie panuje harmonia, dlatego też nie martwiłem się zbytnio o hollowa czy staruszka. Życie wreszcie stało się proste. Chciałem, żeby już zawsze tak było. W połowie lipca było nadzwyczaj duszo i gorąco. Słońce paliło do żywego, a do tego lekcje stawały się coraz bardziej wymagające. Mimo to, nadal czułem się dobrze. Do czasu. Dokładnie w ostatni dzień lipca, Inue zaproponowała spotkanie. Byłem pewien, że razem z innymi świetnie spędzimy czas. Myliłem się. Gdy dotarłem na miejsce, Orihime była sama. Niby nic takiego, ale jakoś nie uśmiechało mi się przebywać sam na sam w jej towarzystwie dużo czasu. Lubiem ją, owszem, ale jakoś tak dziwnie było mi przy niej bez reszty. Co innego z Rukią, ale ona aktualnie przebywała w soul society. Od pewnego czasu Inue zachowywała się dziwnie... Była w stosunku do mnie inna, niż do reszty. Milsza. Tak więc, gdy zastałem ją samą, poczułem ucisk w brzuchu.
- Witaj, Kurosaki-kun. - powitała mnie jak zwykle.
 - Yo Inue. Co tam u ciebie?
- Wszystko w porządku..- tamta rozmowa była zwyczajna. Jednakże postronny słuchacz zauważyłby pewną rzecz...
- Czemu jesteśmy sami? Inni nie chcieli przyjść? - zapytałem, czując chęć dowiedzenia się prawdy.
- Um...- jej policzki spłonęły czerwienią. - Właściwie, to nie zapraszałam ich...Muszę powiedzieć ci coś ważnego, Kurosaki-kun. - oświadczyła, a nie doczekawszy się sprzeciwu z mojej strony, kontynuowała. - Już od dawna chciałam ci to powiedzieć, ale nie mogłam. Strasznie się bałam, teraz też tak jest. Jednak...Lubie cię...Naprawdę, bardzo cię lubię. - zatkało mnie. Nie odezwałem się słowem. Chyba chciała mi powiedzieć, że jestem dla niej ważny. Że zależy jej na mnie. Ja nie mogłem powiedzieć tego samego o niej. Przynajmniej nie w sensie, który oczekiwała. Myślę, że zaczęła podejrzewać, że coś jest nie tak, bo milczałem. Zrobiło jej się głupio.
- Um...Przepraszam, jeśli cię uraziłam. Chce tylko wiedzieć, co ty o tym...
- Nic nie sądzę. - urwałem. - Lubię cię, ale nie w takim sensie, co ty mnie. Dlatego...Nic innego nie moge powiedzieć. - przerwałem jej. Wyglądała, jakby za chwilę miała się rozpłakać. - Muszę iść. Do jutra, - pożegnałem się i odszedłem. Kątem oka dostrzegłem, że spuściła głowę w dół. Zraniłem ją, czułem się winny. To absurdalne uczucie zburzyło spokój, który od jakiegoś czasu we mnie zagościł.
*
    Pierwsza kropla deszczu spadła mi na sam czubek nosa. Zangetsu gdzieś się zaszył, ale ja nie miałem na to siły. "Więc wszystko wraca do normy..." -pomyślałem. Pozostało mi tylko czekać na króla...
*
   Po powrocie do domu od razu poszedłem do siebie. Rzuciłem się na łóżko, chowają głowę w poduszce. Poczułem się senny. Odpłynąłem. Obudziło mnie stukanie deszczu o szyby wieżowca. Jak się okazało, całe shihakusho miałem przemoczone. Z oddali zarys czyjejś sylwetki zbliżał się. Wstałem, mocniej zacisnąłem palce na mieczu, który zmaterializował się obok. Kręciło mi się w głowie. Obraz miałem lekko rozmazany przez deszcz...albo łzy...zaraz! Czemu ja płakałam..?
*
   Wyczułem jego obecność. Byłem cały mokry. On też. Mimo wszystko postanowiłem do niego podejść. Gdy zobaczyłem go z mieczem w ręku, roześmiałem się głośno.
-Hahahahahaha...No proszę... Wielki shinigami, król tego miejsca zniżył się do poziomu swego wierzchowca jak i sługi...
- Daj mi spokój...Hichigo...- to ostatnie słowo wypowiedział pod naporem mojego spojrzenia.
- Jesteś mi coś winien. Dawno cię tu nie było...
- To nie moja wina. - uciął krótko.
- Mimo to...Tęskniłem. - odpowiedziałem chytrze i podszedłem do niego na odległość wyciągniętych ramion. -Że jak..?!
- Mówię, że cieszę się, że już jesteś. - wyszeptałem i podszedłem jeszcze o krok. Zaraz o ten sam krok cofnął się Kurosaki.
- P-Przestań..czemu miałbyś...
- "Bo cię lubię. Naprawdę, bardzo cię lubię" - odpowiedziałem piskliwym głosikiem, starając się naśladować...
-...Inue. - szepnął tamten. Nie mogłem się powstrzymać. Roześmiałem się ponownie. - Skąd wiesz?! - zapytał mnie rudzielec.
- Ichigo...ja miałbym nie wiedzieć? To co, może od dzisiaj mówić do ciebie "Kurosaki-kun?" - zadrwiłem.
- N-Nie... - dla tak nędznego człowieka było to za dużo. Upuścił zangetsu na ziemię. Sam także osunął się na nią. Klęczał przede mną całkowicie bezbronny. Hehehe...Powinienem robić tak częściej.
- Naprawdę, jesteś żałosny. - syknąłem, patrząc na niego z góry. - Wystarczyło zwykłe wyznanie miłości w wykonaniu tej rudej suki, a ty już straciłeś panowanie nad sobą..Haha.. - nie odzywał się. Nie mógł zaprzeczyć. Na tym polegało moje zwycięstwo. - Co teraz zrobisz? Będziesz się zachowywać, jak gdyby nic się nie stało..? Hahaha!
- Zamknij się! - krzyknął nagle Kurosaki. - Ty nic nie rozumiesz...Jesteś bezuczuciowym, PUSTYM! Nic nie ma dla ciebie znaczenia..Liczysz się tylko ty i twoje własne potrzeby! Idiota! - tej obelgi nie mogłem tak po prostu "nie usłyszeć". Wszystko co powiedział wtedy na mój temat, bolało.
- I kto tu jest idiotą, mój królu... - szepnąłem. Błyskawicznie znalazłem się za Ichim, który nie zdążył jeszcze połapać się w sytuacji. Palcami ścisnąłem jego szyję. Jeszcze chwila...ale niestety. Wyrwał mi się i odsunął. - To TY nic nie rozumiesz...- dodałem jeszcze.
- Daj mi spokój! - wykrzyknął Ichigo i zniknął. Wrócił do swojego świata. Myślał, że tam uwolni się ode mnie...Błąd...Z resztą, kolejny.
*
   Gwałtownie zaczerpnąłem powietrza w płuca, które aż mnie przy tym rozbolały. Hichigo mnie przerażał. Niby nic nie wiedział, nie rozumiał...a tymczasem miał rację. Bałem się mu to przyznać. Przecież...to hollow.. Jeszcze chwilę rozmyślałem, po czym wstałem z łóżka. Zaczęła boleć mnie głowa. Uczucie to było nie do zniesienia. Miałem wrażenie, że rozniesie mi czaszkę... Shiro...
*
   Gdy Ichigo jest w "dołku" bardzo łatwo jest go wykończyć. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. W tym czasie nie jest dla mnie problemem, przedostatnie się do świata żywych. Z resztą Ichigo..miałem wrażenie, że zbytnio się nie broni. Tak, jakby pragnął, w głębi serca, czyjejś obecności po tym, co się stało. Phi...bezwartościowy szczeniak...
*
   Upałem na ziemię, trzymając się za głowę. Bolało, jak cholera. Zamknąłem oczy. Poddałem się woli swojego wierzchowca. Gdyby chciał, mógłby zrzucić mnie ze swojego grzbietu. Ale nie zrobił tego. Pragnął jedynie zaznać krzty wolności.
*
   Nie wiem, o co dokładnie chodzi, ale mnie to wkurza. Nie dość, że król, to jeszcze emo. Albo to depresja. Mimo to, częściowo czuję jego uczucia. Ból, gniew, smutek, radość. Przez bliżej nieokreślony czas wyczuwałem to ostatnie. "To dobrze" - myślałem - "Jeśli jesteś szczęśliwy, to i silny. Okey." Jednak...ta samotność...którą odczuwałem...którą częściowo ciągle czuję, jest nie do zniesienia. Myślał, że nic nie czuję. Nic. Jestem pustym. Ta nazwa nie wzięła się bez powodu. Cholera..! To wkurzające. Tylko dlatego, że większość ma na określony temat wyrobione zdanie, nie znaczy, że jest właśnie tak na 100%... Skorzystałem z tego, że był rozbity tak samo jak on wykorzystał sytuację, aby wygarnąć, co o mnie myśli. Wydostałem się. Zrobiłem to podobnym sposobem, którym przejmowałem nad nim kontrolę. Wyszedłem z jego ciała i stanąłem przed nim. Tak uległym. Tak żałosnym..klęczał na podłodze, po wystroju oceniłem, że w jego pokoju. Musiałem coś powiedzieć. Nie mogłem się powstrzymać :
- I co? Taki jesteś silny, a nawet nie potrafisz mnie zatrzymać?
- Zamknij się! - krzyknął. Nie zamierzałem wypełnić tego polecenia.
- Nie tym razem, królu.
- Powiedziałem ci już, nie jestem w nastroju. Wracaj do siebie..!
- Zmuś mnie. - to wystarczyło, aby rzucił się na mnie z pięściami. Unikałem jego ciosów, a kiedy były słabsze, parowałem je. Cały czas się uśmiechałem. Ciekaw byłem, czy zauważy...
*
   Moja cierpliwość się skończyła. Zacząłem walczyć, ograniczony przez ludzkie ciało. Hichigo unikał zarówno moich ciosów jak i spojrzenia. Nie dawało mi to spokoju. W końcu postanowiłem przemienić się w shinigami. "Żarty się skończyły" - pomyślałem - "Ostrzegałem..." Sięgnąłem ręką po swoją odznakę, ale nie znalazłem jej. Nie było jej przy mnie. Obleciał mnie zimny pot. Bezradnie wpatrywałem się w Shiro, który wyciągnął swojego Zangetsu.
- Co tam? Już ci przeszło? Hahaha - zapytał drwiąco, po czym się roześmiał się. Włożył rękę do kieszeni i wyciągnął z niej...- Tego szukasz? - znowu się roześmiał, machając moją odznaką.
- Oddaj to. - syknąłem, mrużąc oczy w gniewie.
- Chciałbyś. Ale puki co...to ja mam broń. - odpowiedział i wykrzywił usta w szerokim uśmiechu. Zdawało mi się...że wymuszonym?
- Czego ty ode mnie chcesz...? - zrezygnowany, usiadłem na łóżku, które lekko ugięło się pod moim ciężarem. Shiro wycelował we mnie mieczem - Najpierw wygadujesz głupstwa, kłamiesz, że tęskniłeś, potem dręczysz mnie...
- Stop. - przerwał mi nagle. Zaskoczony ucichłem i spojrzałem mu w oczy. Zawsze obecne w nich "iskry" zniknęły. - Skąd możesz wiedzieć, że wtedy kłamałem? - zapytał, po czym opuścił Zangetsu sprzed mojego nosa.
- Bo to nieprawda. Ty mnie nienawidzisz. - odpowiedziałem.
- Naprawdę tak sądzisz? Tak myślisz?
- Tak.
- Hm...Pytałeś, czego od ciebie chcę. - ten wzrok nie mówił mi już nic.
- Chcę twojej cnoty. - znieruchomiałem. Nie byłem pewien, czy dobrze usłyszałem.
- C-czego?
- Kurna, tego samego. Rozbieraj się. - podszedł do mnie i przyłożył mi ostrze do szyi. Zapiekło, po chwili poczułem jak stróżka krwi spływa mi na t-shert.
- Ja nie żartuję. - wyszeptał mi do ucha. Cały się spiąłem. Posłusznie zacząłem wykonywać jego polecenie.
*
    Najpierw zdjął bluzkę. Odrzucił ją na bok, zanim zajął się spodniami. Nie wiedziałem, czemu. Czemu to powiedziałem. To, że od dłuższego czasu zacząłem nieco inaczej brać go pod uwagę, wcale mnie nie usprawiedliwiało. Widziałem strach w jego oczach. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Został już tylko w bokserkach. Wpatrywałem się w niego w ciszy. W pełni świadomie dotarło do mnie, że teraz mogę zrobić z nim to, co zechce. Że jego życie, i nie tylko, należy do mnie.
- Widzisz, Ichigo...Ostrzegałem cię, że przyjdzie taka chwila, kiedy koń zrzuci swego pana. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że nie kłamałem. Przez ten czas, kiedy cię nie było, nudziło mi się. Dużo myślałem, rozmawiałem ze staruszkiem. I doszedłem do pewnych faktów. Źle mi bez ciebie. Nienawidzę, gdy cię nie ma. Gdy jesteś szczęśliwy, nie raczysz pofatygować się z wizytą. A teraz również mam ochotę dojść... - jego źrenice gwałtownie się zwęziły.
- Źle ci...beze mnie....?
- Tak właśnie powiedziałem. Nie przesłyszałeś się...a teraz...już wiesz. Tylko ty się liczysz. Nie powinieneś przejmować się tą rudą szmatą. Jeśli chcesz być silny...i chronić innych...to takie gówno nie może cię złamać.
- Ale Inue jest moją przyjaciółką. To nie takie proste...
- Domyślam się. Ale mimo wszystko...Dobrze, że nie dałeś jej złudnych nadziei. Chociaż tyle dobrego. - zakończyłem swoją wypowiedź i zrzuciłem z siebie górną część swojego stroju.
- A teraz przejdźmy do nieco przyjemniejszych spraw... - mruknąłem, siłując się ze swoim obi.
- C-co ty...chyba nie...boże, Hichigo, przestań..! - naprawdę się bał. Nic dziwnego. Perspektywa bycia rozdziewiczonym przez swojego hollowa wydawała się naprawdę straszna.
- Odwróć się. - powiedziałem beznamiętnie. Postanowiłem go trochę postraszyć.
- Shiro błagam...- w odpowiedzi ponownie naciąłem jego skórę na szyi. Zrobił, co powiedziałem, a ja zlizałem świeżą krew. Chwyciłem jednym palcem za gumkę jego bokserek i zsunąłem je z niego. Sam także rozebrałem się w całości. A Ichigo...cały nagi...cały mój...Krew zaczęła mi pompować nie tam, gdzie powinna.
*
   Czułem, jak rozchyla moje pośladki. Jak napiera na moje wejście i wsuwa we mnie coś sporych rozmiarów...syknąłem. Po chwili jednak ból ustąpił. Shiro powstrzymał się. Odetchnąłem głęboko. Nie wytrzymałem. Łza spłynęła po moim bladym jak ściana, policzku.
- No już...spokojnie. Żartowałem.
- Teme... - na nic więcej nie było mnie stać. W pierwszej chwili czułem ulgę, a potem kolejno złość, poniżenie i bezsilność. - I co ja mam robić... Już nic nie rozumiem! Jesteś chory...
- Hahahahha być może. Ale coś ci powiem. - odwrócił mnie przodem do siebie, ujął podbródek w dłoń. - To nie jest tak, że cię nienawidzę. Po prostu jesteś tępy. Już od jakiegoś czasu dużo dla mnie znaczysz. Ale ty nic nie zauważasz. Liczysz się tylko ty, twoje zasrane problemy i humorki, przez które nieustannie moknę. A ta kobieta mnie wkurzyła. Ty też. Ale Zangetsu mi coś powiedział : cuda czasem się zdarzają. A ja jestem hollowem innym od reszty. Zrozum to w końcu, łośku. - po tej przemowie zbliżył swoje wargi do moich i lekko je musnął. Tylko tyle. Byłem tak zaskoczony, że nie zaprzeczałem. Oddałem się chwili. Ale Shiro cofnął się i stanął na środku pokoju. - Wracaj do swojego nędznego życia. Już ci nie...
- Czekaj. - sam nie wiedziałem czemu, ale to co Shirosaki mi powiedział, sprawiło, że zrozumiałem. - Ja nie jestem gotowy...na tak wiele...nic nie obiecuję. Ale...- podszedłem do niego i wpiłem się łapczywie w jego usta. Język sam wtargnął do środka, splatając się z sąsiadem.
*
   Nie wierzyłem do końca w to, co się działo. Odwzajemniłem niezręczny pocałunek, analizując sytuację. Rudzielec właśnie dał mi szansę. Najpierw mnie nazwał. A potem dał szansę. Zangetsu miał rację.
- Heh...Nie sądziłem, że to wszystko okaże się być tak proste...Pamiętasz, kiedy nadałeś mi imię? To była wyjątkowa chwila. Ta też jest. Brnij do przodu. Nie oglądaj się za siebie. Ja będę cię wspierać. Będę tam, gdzie zwykle...
   Znów zaświeciło słońce. Chmury leniwie płynął po niebie. Teraz jest inaczej...lepiej.
Hichiichi
********************************************************************************** ***************************************************
    Yo kochani! Od razu ostrzegam, że dzisiaj się rozpiszę, więc uwaga :p
    Mam do Was parę spraw i wymagane są wasze odpowiedzi >w<
    Po 1 : czy następne dłuższe opko ma być
a) w klimacie szpitalnym
b) w klimacie więziennym ;3
Myślę, że od tematu szkoły sobie na razie odpoczniemy, gdyż takowa właśnie zaczęła się w życiu *smuteczeg* ;___; (jak tam u was rok szkolny? X) )
    Okey, po 2 : pierwsze GrimmUlqui wstawiam jutro. Cieszycie się? :33
    Po 3 : stały dzień na parringi odbiegające od głównego to piątek. Postanowiłam, że rozegram to w sposób następujący : w niezmiennie poniedziałki będzie HichiIchi, a w piątek będzie na zmianę : GrimmUlqui, ByaRenji, IkkaYumi, Nnoitra xTesla. I jeszcze tak dodam od serca, że nie będzie tu obowiązującej kolejności, po prostu będę dodawać coś z tego zakresu, a co, to już zależy od mojego humoru XD, weny i w dużej mierze od Was :) aaa co do tego piątku to pewnie ten dzień zmieni się jeszcze nie raz, zważając na mój plan lekcji :p
    Po 4 : to nawiązuje troszku do 1, a mianowicie - czy opko ma być 1-szo osobowe (jeśli tak, to kto ma pisać? Hichi czy Ichi?) czy 3-cio osobowe?
    Po 5 XD : na uroczystości typu - Boże Narodzenie, Walentynki, Wielkanoc, nawet Halloween czy tym podobne będę dodawać notki tematyczne, dodatkowe, HichiIchi. Nie zapominajcie o KONie, który odwiedza bloga co 5000 wyświetleń ze swoimi komicznymi wywiadami ;>>
    Dobraa to chyba wszystko...jak wspomniałam, GrimmUlqui jutro, a kolejny one-shot HichiIchi za tydzień. Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek inne pytania, zadawanie je w komentarzach, na wszystkie postaram się odpowiedzieć :> Dziękuje za waszą aktywność. Naprawdę. Tak mi miło :) Pozdrawiam Wszystkich ;)
Tak szczerze to jeszcze nie koniec XD Otóż rocznicę powstania obchodzimy we wrześniu ;33 mój blooog ma już roczek, jak fajnie :>> ARIGATOU WAM WSZYSTKIM ♥♥♥♥♥♥
   Łącznie 12 028 wejść, 64 posty, 206 komentarzy. Wzruszyłam się ;________;
   Urodzinowa notka w środę. 
Iii na razie jakoś nie mam weny na bonus do GJ. To musicie przeboleć...